Teren

Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej teren powiatu kieleckiego został powiększony o Skarżysko-Kamienną i Bliżyn o czym niewielu historyków pamięta, a miało to wpływ na tworzenie późniejszych struktur konspiracyjnych.

     Powiat Kielecki w czasach II Rzeczypospolitej obejmował miasta: Chęciny i Kielce oraz gminy wiejskie: Bieliny, Bodzentyn, Chęciny, Cisów, Daleszyce, Dąbrowa, Dyminy, Górno, Korzecko, Łopuszno Mniów, Morawica, Niewachlów, Nowa Słupia, Piekoszów, Samsonów, Snochowice, Suchedniów, Szczecno, Zajączków.
     Na mocy ustawy z 9 kwietnia 1938r., które zaczęły obowiązywać od 1 kwietnia 1939r., dokonano ważnych zmian administracyjnych. Powiat konecki wyłączono z województwa kieleckiego i przeniesiono do województwa łódzkiego. Zmiana ta nie dotyczyła jednak gmin miejskich Skarżysko-Kamienna i Szydłowiec oraz gmin wiejskich Bliżyn i Szydłowiec. Skarżysko-Kamienna oraz Bliżyn zostały włączone do powiatu kieleckiego, a pozostałe do powiatu radomskiego.

Samodzielne początki konspiracji

Jesienią 1939 roku, tak jak we wszystkich regionach okupowanego kraju, zaczęły powstawać organizacje konspiracyjne. Jedne były częścią ogólnopolskich struktur inne miały lokalny charakter.

Organizacja Orła Białego

Już 22 września kierownictwo Organizacji Orła Białego wydało zarządzenia w celu organizacji okręgów. I tak mjr Józef Kowalówka „Nit” otrzymał rozkaz utworzenia Okręgu Kieleckiego OOB.
     Dosyć szybko udało się doprowadzić do powołania Prezydium Zarządu Okręgu Kieleckiego w składzie:
Przewodniczący - Stefan Artwiński „Stary", a po jego aresztowaniu (27 października) przez Gestapo i odnalezieniu zwłok (2 listopada) kpt. rez. Dominik Zbierski „Nowina",
I zastępca - mjr Józef Kowalówka „Nit", potem od połowy października 1939 r. ppłk Henryk Kowalówka „Skawa" – „Oset”.
II zastępca - poseł Jan Ledwoch „Pług",
III zastępca - por. rez. Kazimierz Hempel „Cedro".
Organizatorem kieleckiego Rejonu Organizacyjnego powołano kpt. rez. Jana Jedlińskiego „Kruk".

Tajna Organizacja Wojskowa

Na początku października 1939r. powstała w Kielcach z inicjatywy Władysława Pietrzykowskiego „Orlik” Tajna Organizacja Wojskowa, skupiająca głównie przedwojennych członków Związku Strzeleckiego. Jej komendantem został por. Feliks Karpiński „Korab”.

Na PKP

Prawdopodobnie w tym samym czasie zaczęła działać konspiracyjna grupa utworzona przez Kazimierza Cichonia na kieleckim węźle PKP. 

Kielce Herby

W dzielnicy Kielce Herby powstała kolejna grupa zorganizowana przez zawodowych wojskowych oraz oficerów rezerwy. Należeli do niej: chor. Grosicki, sierż. Stanisław Biela, ppor. rez. inż. Wacław Różański czy ppor. rez. Kazimierz Galiński. Organizacja rozwijała się dynamicznie. Ustalono punkty kontaktowe, gromadzono broń itp.

W Bodzentynie

Spontaniczne organizacje tworzono także poza Kielcami. W grudniu 1939r. w Bodzentynie powstały pierwsze zawiązki organizacji pod kierunkiem Euzebiusza Domoradzkiego oraz ppor. Mariana Świderskiego „Ryś” – „Dzik”. W pracy organizacyjnej najaktywniejsi byli: Jerzy Woźniak „Radwan”, Roman Jaćwiąg, ppor. Czesław Stankiewicz „Lawina”, ppor. Jerzy Cybulski „Michał”, ppor. Toporkiewicz Józef „Gomółka”, pchor. Zenon Kazubiński „Filip”, Wincenty Król, Stanisław Lipiec, Władysław Jończyk, Konstanty Piasecki, Józef Sadowski i Jan Pałysiewicz.

W przemyśle

Już jesienią 1939r. inżynier Franciszek Przeździecki „Konrad” rozpoczął w Kielcach tworzenie organizacji która nastawiona była na wywiad i dywersję w zakładach przemysłowych. Ostatecznie znalazła się ona w strukturach AK, ale ze względu na jej samodzielność opisana jest ona w osobnej części.

Służba Zwycięstwu Polski

Wiodące znaczenie w tworzeniu w Powiecie Kielce Polskiego Państwa Podziemnego miała jednak SZP, której emisariusz, przyjechał do Kielc już na początku października 1939r.

     Działania kpt. Stefana Rychtera „Stefan” doprowadziły do powołania Okręgu Kielce. Stało się to 15 października kiedy to w Kielcach przebywał Dowódca Główny SZP gen. Karaszewicz-Tokarzewski „Torwid”. Na stanowisko Komendanta Okręgu (właściwie Dowódcę Wojewódzkiego) powołał płk Leopolda Endel-Ragisa. Dzień później podczas wizyty Tokarzewskiego w Krakowie podporządkowało mu się dowództwo Organizacji Orła Białego. Tokarzewski zaproponował aby ze względu na fakt, że Endel-Ragis jest ciężko ranny jego zastępcą został ppłk H. Kowalówka „Skawa", a Komisarzem Cywilnym Okręgu Stefan Artwiński „Stary”, obaj z Organizacji Orła Białego.

     Już 19 października Tokarzewski był ponownie w Kielcach. Choć ustalono, że struktury OOB i SZP będą działać niejako równolegle to prawdopodobnie w przypadku Okręgu Kielce bardzo szybko dowództwo wojewódzkie działało jako jedna całość.
     Praca organizacyjna w tym obwodzie podjęta została już w końcu 1939 r. Sformowano wówczas pierwsze pięcioosobowe grupy w Kielcach, Bodzentynie, Daleszycach i Suchedniowie. Pionierami pracy konspiracyjnej byli: kpt. Konasiewicz, Marian Rostkowski „Antek", ppor. Jan Kosiński „Jacek", Leopold Hipolit Krogulec „Albiński", Włodzimierz Kofroń „Błysk", Jan Weloch, Franciszek Sobecki, ppor. „Andrzej", Stanisław Rybiński „Grom" oraz por. Michał Szrek „Marmur". Jeszcze w grudniu 1939r. dowództwu SZP podporządkowały się lokalne organizacje opisane w poprzedniej części.

Obwód Kielce: teren i komendanci

Prawdopodobnie jeszcze w listopadzie 1939r. powołano Obwód Kielce obejmujący swoim zasięgiem teren przedwojennego powiatu kieleckiego wraz z przyłączonymi jeszcze przed wojną: Skarżyskiem i Bliżynem.

     Na przestrzeni lat Obwód oznaczony był kolejno kryptonimami: „Stal”, „Wykopy”, „Lipiec”, „Geranium”, i „Florian”. Przez cały czas okupacji wchodził w skład Inspektoratu Kieleckiego.
     Skład Komendy Obwodu ulegał częstym zmianom ze względu na duże straty ponoszone przez kielecką organizację w walce z okupantem. Komendantami obwodu byli:
- por. Hempel Kazimierz „Socha" - od jesieni 1939r. do kwiecień 1940r.,
- kpt. Antoni Zieliński „Łada" – od połowy 1940r. do październik 1940r.,
- kpt. Władysław Ćmakowski „Srogi" - od październik 1940r. do grudzień 1940r.,
- ppłk Franciszek Faix „Turnia" - od marzec do wrzesień 1941r. (niektóre źródła podają, że funkcję pełnił już od styczeń 1941r., ale to mało prawdopodobne zapewne wtedy dotarł do Kielc z Krakowa gdzie był zagrożony aresztowaniem, funkcję przydzielono mu zapewne nie od razu).,
-mjr Zygmunt Żywocki „Kłos", „Anioł" – od wrzesień 1941r. – do maj 1942r.,
-mjr Józef Włodarczyk „Wyrwa" – od maj 1942r. do lipiec 1944r.,
-mjr Boryczko Stefan „Korwin" – od sierpień 1944r. do styczeń 1945r.

     Z biegiem czasu rozbudowywały się struktury Komendy Obwodu, powoływano nowe referaty (struktura i obsada personalna opisana jest na końcu tej części). Musimy jednak przyznać, że straty kadry dowódczej obwodu były duże, a spowodowane to było silnymi represjami niemieckiego aparatu bezpieczeństwa.

Kazimierz Hempel

Niektóre źródła podają, że pierwszym Komendantem Obwodu był Kazimierz Hempel, który pełnił w tym czasie funkcję Szefa Oddziału Zaopatrzenia ( późniejszy Oddział IV Kwatermistrzostwa Komendy Okręgu). Aresztowany prawdopodobnie w połowie 1940 roku. Wiele wskazuje, że to właśnie on posługiwał się pseudonimem „Socha”.

Rejony

Teren obwodu podzielony został na Placówki obejmujące generalnie teren gminy. Początkowo podlegały one bezpośrednio Komendzie Obwodu, ale sprawiało to, że ilość kontaktów była olbrzymia, a to mogło być powodem dekonspiracji. Rozwiązaniem było powołanie Rejonów.

Aby zapobiec dekonspiracji i usprawnić łączność, na przełomie 1939/40r., w obwodzie powołano ogniwo pośrednie. Formalnie było ich pięć i nazywano je Rejonami, choć w praktyce konspiracyjnej częściej określano je, jako Inspektoraty (nie mylić z istniejącymi Inspektoratami Rejonowymi). Na ich czele stali Komendanci Rejonów błędnie określani niekiedy jako Inspektorzy.

Rejon Zachodni określany, jako Inspektorat Krasna-Mniów

Obejmował Placówki: Mniów, Łopuszno, Niewachlów, Snochowice, Piekoszów, Zajączków, Korzecko i Miasto Chęciny. Na jego czele stał  Komendant Rejonu: porucznik Jan Niewiadomski. Funkcje pełnił od początku 1940r. 

Rejon Południe

Obejmował Placówki: Dyminy, Morawica, Daleszyce, Szczecno, Cisów. Jego Komenda przedstawiała się następująco:

Komendant:
-pchor. Tadeusz Chojnowski - od początku 1940r. do kwiecień 1941r.,
-pchor. Tadeusz Petrykowski „Jordan” – od maj 1941r.
Zastępca Komendanta:
-pchor. Tadeusz Petrykowski „Jordan” – od wiosny 1940r. do maj 1941r.
-pilot Henryk Stępień „Pistl” - od maj 1940r. do kwiecień 1941r.
-pchor. Jan Bieńkowski „Nerw” – od maj 1941r.
Oficer łączności:
- pchor. Tadeusz Kamiński – od początku 1940r. do ?
Oficer wywiadu:
- por. Franciszek Sobecki – od? do sierpień 1940r.
- pilot. Henryk Stępień „Pistl” – od połowy 1940 r.

Rejon Północ określany niekiedy, jako Inspektorat Góry Świętokrzyskie

Obejmował Placówki: Samsonów, Suchedniów, Dąbrowa, Górno, Bieliny, Nowa Słupia i Bodzentyn. Niektóre materiały świadczą, że ze względu na fakt iż obejmował bardzo rozległy teren już na przełomie 1939/40r. został podzielony na dwa podrejony. Gminy: Bieliny, Górno i Słupia Nowa tworzyły Podrejon „Bartyszów”, którego komendantem był Władysław Ołubiec.

Komendant:

-ppor. Jan Kosiński „Jacek”, „Inspektor” – od początku 1940r. 
Oficer wywiadu:
-Arendarski Bogusław "Stefan" - od wiosna 1940r. 

Rejon Kielce

Obejmował teren miasta podzielony na Dzielnice - Placówki.

Zręby konspiracji zapewne powstawały już w październiku 1939r., ale niestety niewiele o nich wiemy.

Prawdopodobnie pierwszym Komendantem Rejonu Kielce (w niektórych relacjach funkcję określano jako Komendant Miasta) był porucznik Antoni Mikosz "Antoni". (W.Borzobohaty podaje, że Komendantem był porucznik NN "Adek" i funkcję piasuje trochę później - czerwiec 1940r. - listopdad 1940r.)

W Borzobohaty podaje, że od 1939/40r. do połowy 1940r. Komendantem Rejonu był kpt. NN „Antoni". Według nas mógł to być kpt. Antoni Zieliński, który w połowie 1940 roku pod pseudonimem „Łada" zostaje Komendantem Obwodu Kielce.

Do czasu pojawienia się nowych dokumentów temat pozostaje otwarty. Według nas pierwszym Komendantem Rejonu był por. Antoni Mikosz, a po nim funkcje pełnił kapitan Antoni Zieliński

Rejon Skarżysko

Obejmował swoim zasięgiem teren miasta Skarżysko-Kamienna i gminę Bliżyn. Komendant Rejonu był kpt. Władysław Ćmakowski „Srogi”.
     Nie znamy struktury Rejonu w jego początkach działalności. Udało się jedynie ustalić, że do komendy rejonu należał pchor. Edward Bilski „Luśnia” – „Andrzej” pełniący funkcję referenta organizacyjnego i od 15 sierpnia 1940r. por. Franciszek Walewski „Stryjek”, który był szefem wyszkolenia i zastępcą komendanta jednocześnie.
     Latem 1940r. przez teren przetoczyła się kolejna fala olbrzymich aresztowań zakończonych olbrzymią egzekucją uwięzionych (29.06.1940r.) na Brzasku. Terror oraz kapitulacja Francji wpłynęły zapewne na ograniczenie działalności konspiracyjnej. Nie ułatwiał jej fakt odwołania, w październiku 1940r., Ćmakowskiego, który został powołany na Komendanta Obwodu Kielce. Od tej chwili nie jest znana obsada stanowiska komendanta rejonu. Prawdopodobnie nie została ona obsadzona, a obowiązki komendanta pełnił dotychczasowy zastępca, por. „Stryjek”.

 

Zmiany terenowe i reorganizacja Rejonów

Wiele wskazuje na fakt reorganizacji istniejących Rejonów jesienią 1940r. lub wiosną  1941r. Dotychczas obejmowały one bardzo duży teren i nie ułatwiało to zachowania właściwego stopnia konspiracji przy dużej ilości kontaktów. Utrudniona była także łączność z tak rozległym terenem.

Zmiany dotyczyły także zasięgu terytorialnego Obwodu. Rejon Skarżysko został wiosną 1941r. odłączony z Obwodu Kielce i od kwietnia 1941r. funkcjonował już jako Rejon w Obwodzie Iłża. Dzieje tego rejonu zostały opisane w części dotyczącej Obwodu Iłża.

     Zmianami objęto także pozostałe Rejony. Poza Rejonem Kielce pozostałe zostały podzielone na dwie części. Od tej pory podział Obwodu przedstawiał się następująco:

Rejon Krasna - Mniów

Obejmuje Placówki: Mniów, Łopuszno, Niewachlów i Snochowice. Komendantem jest jak dotychczas: porucznik Jan Niewiadomski.

Rejon Zajączków

Z dotychczasowego  Rejonu Zachodniego  określanego, jako Inspektorat Krasna-Mniów i wydzielono Placówki: Chęciny-Korzecko, Zajączków i Piekoszów i na ich bazie utworzono Rejon Zajączków. Nazwa jest wymyślona przez nas. Opieraliśmy się na nazewnictwie innych rejonów, gdzie podstawowe znaczenie ma miejsce „kwaterowania” komendy rejonu. Edmund Malaga „Dąb” w swoich wspomnieniach podaje, że rejon miał kryptonim „Marmur” co jest o tyle prawdopodobne, że Komendantem Rejonu został:  por. Michał Szrek „Marmur”. Na swoich zastępców powołał mieszkających w Zajączkowie: Władysława Miernika „Las” oraz Stanisława Przeniosło „Kazio”. W skład Komendy Rejonu wchodzili także Komendanci poszczególnych Placówek:

Komendant Placówki Zajączków: Syska Stanisław „Sokół”,

Komendant Placówki Chęciny-Korzecko: Burczyn Tadeusz „Mirosław”,

Komendant Placówki Piekoszów ppor. Edmund Malaga „Piekarz”

     Ustalony został system łączności zewnętrznej z Komendą Obwodu oraz sieć łączności wewnętrznej z Placówkami i służbami specjalnymi. Ustalono z referatem przerzutów powietrznych Obwodu współrzędne zrzutowisk (koszy) .

     Rozpoczęto także działalność dywersyjną. Organizacja uderzała w najbardziej czuły punkt niemieckiej gospodarki, czyli transport. 11 listopada 1941 roku na terenie rejonu zniszczono wszystkie tablice informacyjne na urzędach i instytucjach publicznych oraz znaki drogowe. Takie akcje, dezorganizujące ruch, przeprowadzane były jeszcze kilkakrotnie. 

Rejon Dyminy

To dotychczasowy Rejon Południe, który nosi teraz kryptonim "Wit" i jak dotychczas obejmuje Placówki: Dyminy, Morawica, Daleszyce, Szczecno, Cisów.. Komendantem pozostaje: pchor. Tadeusz Chojnowski

Rejon Bodzentyn

To dotychczasowy Rejon Północ obejmujący aktualnie Placówki: Dąbrowa, Górno, Bieliny, Nowa Słupia i Bodzentyn. Komendantem jest w dalszym ciągu: ppor. Jan Kosiński „Jacek”, „Inspektor”.

Rejon Suchedniów

Został wydzielony z dotychczasowego Rejonu Północ. Obejmuje Placówki: Suchedniów, Zagnańsk i Samsonów (jest to teren jednej gminy, ale ze względu na jej rozległość został podzielony na dwie części). Komendant Rejonu został Józef Przybylik „Gaj".

Rejon Kielce

Jego teren pozostał bez zmian i obejmował miasto podzielone na dzielnice: Placówki.
Komendantami byli kolejno:
-kpt. poż. Stefan Meyer "Larissa" - od listopad 1940r. do 1941r.

-kpt. Stefan Boryczko "Korwin" -od 1941r. do sierpień 1944r.

Utworzenie Podobwodów

Prawdopodobnie jesienią 1942 roku przeprowadzono reorganizację dotychczasowych Rejonów. W praktyce zmiana dotyczyła jedynie nazewnictwa: Rejony przemianowano na Podobwody.

W miejsce Rejonów powołano 5 Podobwodów, w skład, których wchodziło z kolei od 3 do 5 Placówek, pokrywających się najczęściej z terenem gmin. Osobny Podobwód stanowiło miasto Kielce, podzielone na 5 dzielnic, będących odpowiednikami Placówek. Od tej pory, aż do końca okupacji niemieckiej podział Obwodu Kielce przedstawiał się następująco.

Podobwód I - Niewachlów (kryptonim „Sikorka"),

Podobwód II - Suchedniów (kryptonim „Słowik"),

Podobwód III - Bodzentyn (kryptonim „Sarna"),

Podobwód IV - Dyminy (kryptonim „Sowa"),

Podobwód V -Piekoszów (kryptonim „Sokół"),

Podobwód VI Kielce Miasto (kryptonimy: „Kret" „Dworzyszcze"). 

Podobwód V Piekoszów

Jesienią 1940r. lub wiosną  1941r. zreorganizowano  Rejony i utworzono całkowicie nowy:  Rejon Zajączków, który prawdopodobnie od samego początku nosił numer V.

Rejon Zajączków

Michał Szrek "Marmur"

     Jesienią 1940r. lub wiosną 1941r. zreorganizowano Rejony i utworzono całkowicie nowy: Rejon Zajączków, który prawdopodobnie od samego początku nosił numer V.
     Z dotychczasowego Rejonu Zachodniego określanego, jako Inspektorat Krasna-Mniów i wydzielono Placówki: Chęciny-Korzecko, Zajączków i Piekoszów i na ich bazie utworzono Rejon Zajączków. Utworzenie nowej jednostki wiązało się zapewne z dużą odległością jakie wymienione trzy placówki miały do centrum dowodzenia mieszczącego się wtedy w Krasnej.
     Nazwa jest wymyślona przez nas, ale opieraliśmy się na nazewnictwie innych rejonów, gdzie podstawowe znaczenie ma miejsce „kwaterowania” komendy rejonu. Edmund Malaga „Dąb” w swoich wspomnieniach podaje, że rejon miał kryptonim „Marmur” co jest o tyle prawdopodobne, że Komendantem Rejonu został: por. Michał Szrek który posługiwał się w tym czasie pseudonimem „Marmur”.
     Na swoich zastępców powołał on mieszkających w Zajączkowie: Władysława Miernika „Las” oraz Stanisława Przeniosło „Kazio”. W skład Komendy Rejonu wchodzili także Komendanci poszczególnych Placówek:
Placówka Zajączków: Syska Stanisław „Sokół”,
Placówka Chęciny-Korzecko: Burczyn Tadeusz „Mirosław”,
Placówka Piekoszów ppor. Edmund Malaga „Piekarz”

     Ustalony został system łączności zewnętrznej z Komendą Obwodu oraz sieć łączności wewnętrznej z Placówkami i służbami specjalnymi. Ustalono z referatem przerzutów powietrznych Obwodu współrzędne zrzutowisk (koszy) .
Rozpoczęto także działalność dywersyjną: 11 listopada 1941 roku na terenie rejonu zniszczono wszystkie tablice informacyjne na urzędach i instytucjach publicznych oraz znaki drogowe. W późniejszym czasie jeszcze kilkakrotnie uderzano w czuły punkt niemieckiej gospodarki, czyli transport.

Zamiast Rejonu Podobwód

     Jesienią 1942r. decyzją władz zwierzchnich utworzono Podobwody, które zastąpiły dotychczasowe Rejony. W przypadku Rejonu Zajączków zmiana dotyczyła jedynie nazewnictwa i nie wiązała się ze zmianami personalnymi czy terytorialnymi.

Wsypy

Pomnik w Młynkach

     W nocy z 21/22 czerwca 1943r. żandarmeria z Łopuszna i Kielc dokonuje aresztowań i egzekucji w miejscowości Młynek k/Wesołej mordując siedem osób z rodziny Gorajów. Młyn i zabudowania mieszkalne i gospodarcze zostały przez Niemców spalone. Była to okresowa kwatera Komendanta Podobwodu Michała Szreka „Marmur”, który tego dnia nie nocował na kwaterze (część materiałów podaje, że w ostatniej chwili ostrzeżony uciekł z młyna). Przeniesiony na teren Podobwodu „Sowa” prowadził dalszą działalność konspiracyjną i bojową. Był to poważny cios skierowany w strukturę organizacyjną Podobwodu.

     29 września 1943 r. następne kolejne uderzenie Gestapo i Żandarmerii które dotknęło następnych członków dotychczasowej Komendy Podobwodu, a mianowicie Komendanta Placówki Zajączków i jednocześnie członka Komendy Stanisława Syskę „Sokół” oraz Władysława Miernika „Las” (zastępca Komendanta Podobwodu). Uprzedzeni wcześniej o mających nastąpić aresztowaniach zdołali uniknąć tragedii.

Podobwód Piekoszów „Sokół”

     Po przeniesieniu por. „Marmura” na inny teren stanowisko Komendanta Podobwodu przejmuje ppor. Edmund Malaga, Komendant Placówki Piekoszów. Dotychczas posługiwał się pseudonimem „Piekarz”, teraz obrał nowy pseudonim „Dąb”. Nowy Komendant obsadę komendy oparł na ludziach z kierowanej przez siebie placówki i tam przeniósł jej siedzibę. Podobwód otrzymał także nowy kryptonim „Sokół”, a skład osobowy komendy został dokładnie przedstawiony na końcu rozdziału.
     Komendant w swoich kompetencjach zatrzymał nadzór nad referatami: organizacyjnym i wojskowo-szkoleniowym. Zastępcą Komendanta Podobwodu został Józef Kopeć „Rafał”, któremu podlegały sprawy łączności, kwatermistrzostwa oraz informacji i propagandy.

Zrzuty lotnicze

     26/27 stycznia 1943r. na terenie Podobwodu przyjęto pierwszy zrzut lotniczy. Miało to miejsce na placówce zrzutowej „Żubr” (kryptonim obowiązujący przed reorganizacją w połowie 1943r.) 14 km na północny zachód od Kielc, Obwód Kielce – okolice lasu promnickiego . Specjalną sekcją do przyjmowania zrzutów wystawiła Placówka Piekoszów. Dowodził nią: Józef Białacki „Iwan”.
Dowódcą załogi samolotu Halifax był por. Radomir Walczak. Samolot wystartował z lotniska Tempsford. W operacji lotniczej „Gauge” leciała XIX ekipa spadochronowa. Nie wyrzucono zasobników bo zawiódł wyrzutnik. Zrzucono 4 soczków: kpt. Florian Edmund Adrian „Liberator”, kpt. Wacław Jan Pijanowski „Dym”, ppor. Stanisław Sołtys „Sowa”, kpt. Michał Tajchman „Mikita”, których następnie Józef Malaga „Zrąb” i Piotr Kopeć „Tur” przekazali do Kielc na wyznaczone „meliny”.

Wcielenie Batalionów Chłopskich

     Na przełomie maja i czerwca 1943r. wcielone zostają do Armii Krajowej taktyczne oddziały Bataliony Chłopskie. Zakończenie podporządkowania ustalono na 31.VIII.1943 r. i w zasadzie termin ten został zachowany.
Komenda Podobwodu „Sokół” współpracowała z dwoma bardzo wartościowymi ludźmi z Powiatowego Kierownictwa Ruchu Ludowego w Kielcach: Komendant Rejonowy BCH oraz członek Powiatowego Kierownictwa Ruchu Ludowego Józef Zapała „Stefan” (z Brynicy) oraz Bolesław Mazur „Sikora” pełniący te same funkcje co „Stefan” na terenie Placówki „Wiśnia”.
Przy ich zaangażowanym współdziałaniu akcja scaleniowa oddziałów BCH z AK przebiegała sprawnie, bez większych zakłóceń.. Najbardziej prężnymi ośrodkami tego ruchu była wieś: Brynica, Chełmce, Szczukowice, Micigózd, Lubna. Współpraca Komendy Podobwodu z Kierownictwem Rejonu BCH układała się, szczególnie w późniejszym okresie, zupełnie pomyślnie i ku zadowoleniu obu stron. Drobne incydenty jakie miały miejsce były likwidowane przy pełnym zrozumieniu obu stron. Na terenie Brynicy „melinował” Przewodniczący Wojewódzkiego Kierownictwa Ruchu Ludowego w Kielcach Czesław Poniecki ”Szczepan”, który łagodził kompetencyjne spory między Komendą Podobwodu, a kierownictwem Rejonu BCH. Z czasem ta współpraca dała bardzo dobre rezultaty.

Referat I – organizacyjny i kancelaria

     Od lipca 1943 roku referatem organizacyjnym kierował Leon Szafulski „Smętny” (równolegle pełnił funkcję kierownika referatu organizacyjnego Placówki Piekoszów). Podlegała mu kancelaria i konspiracyjne archiwum, które prowadził wspólnie ze swoją żoną: Marią Szafulską. Była ona znakomitą kancelistką. Szyfrowała i rozszyfrowywała wpływające i wychodzące meldunki, rozkazy i sprawozdania. Z małym dzieckiem na ręku, w izdebce o powierzchni około 6 m. kw., w chacie położonej za wsią spełniała trudną i odpowiedzialną pracę organizacyjną.
     Dla potrzeb Podobwodu w zakresie dostarczania dokumentów osobistych dla osób zagrożonych i „spalonych” komórkę legalizacyjną prowadził Marian Gawlik „Lew” (zatrudniony w gminie) , który wspólnie z organistą parafii Piekoszów Stanisławem Wolniewiczem, przygotowywali dokumenty (metryki zmarłych, urodzin itp.) na podstawie których „Lew” wyrabiał w Powiecie dowody osobiste (kenkarty).

Referat II – wywiad

Edmund Malaga "Dąb" - zdjęcie powojenne

     Od początku istniał problem z obsadą stanowiska i stąd na kierownika referatu został skierowany w sierpniu 1941 r. Władysław Ołubiec posługujący się wtedy pseudonimem „Roman”. W maju 1943 r. jako dowódca patrolu bojowego podjął akcję rozbrojenia inspektora obozu pracy przymusowej „Baudienst” w Rykoszynie. W czasie wymiany ognia sam został ranny przez co musiał wycofać się na pewien czas z czynnej działalności konspiracyjnej.
     Po ranieniu „Romana” kierowanie referatem przejął Czesław Łętowski „Górnik” który był dotychczas prawdopodobnie zastępcą.
     W styczniu 1944r. „Górnik” odchodzi do oddziału partyzanckiego „Wybranieccy” i odtąd nie wiemy kto kierował wywiadem w Podobwodzie.

Referat III – wojskowo-szkoleniowy

     Nie wiemy kto zajmował się szkoleniem w pierwszym okresie, ale w okresie od sierpień 1943r. do lipiec 1944r. referatem kierował Marian Gawlik „Lew” (równolegle pełnił funkcję kierownika referatu organizacyjnego Placówki Piekoszów).

     W sprawie szkolenia dowódców Mieczysław Drewicz „Urban” (szef referatu III Komendy Obwodu Kielce) odręcznym pismem z dn. 21.05.1944r. nakazuje zorganizowanie szkolenia młodszych dowódców dla potrzeb Powstania. Przebieg szkolenia podzielono na dwa okresy: pierwszy - wyszkolenie pojedynczego strzelca i w zespole, drugi – drużyna i drużyna w ramach plutonu. Czas trwania kursu – 4 miesiące obejmujące 220 godzin, przy kalkulacji: miesiąc – 4 tygodnie, tydzień – 3 dni, dzień – 5 godzin. Dozwolona jest zmiana kalkulacji czasu, jeżeli na to pozwolą warunki miejscowe.
Na terenie Podobwodu „Sokół” zorganizowano następujące kursy młodszych dowódców:
Placówka „Rozdroże” (Piekoszów). Prowadzący kurs – Marian Gawlik „Lew”.
Placówka „Wrzos” (Zajączków). Prowadzący kurs – Zdzisław Oczkowski „Zeo”.
Placówka „Wiśnia” (Korzecko – Chęciny). Prowadzący kurs - Jan Sieradzan „Żbik”.
Łącznie szkoleniem objęto prawie 50 żołnierzy.

Referat VI – informacja i propaganda

Referat zajmował się kolportażem pism wydawanych przez struktury wyższego szczebla, ale już pod koniec okupacji uruchomił także własne pismo:
W dniu 9 grudnia 1944r. ukazał się pierwszy numer czasopisma Podobwodu „O brzasku”. Redaktorem i wydawcą był Obałaszczyński (imię nieznane). Redakcja mieściła się w rejonie „Miedzianki”. Na przesłany Komendzie Obwodu w Kielcach numer „O brzasku” nadeszła następująca odpowiedź w piśmie Cez/Mar L.643/17124: „miło mi jest wyrazić swoje zadowolenie z powodu tej zdrowej inicjatywy do której nawoływałem w rozkazie przy obejmowaniu obowiązków Cez/Mar. Proszę wyrazić w moim imieniu podziękowania tym wszystkim, którzy do tego dzieła przyczynili się. Redakcja samego wydawnictwa stoi na właściwym poziomie, treść artykułów propagandowych odpowiednia i na czasie. Szczęść Boże w rozpoczętej w tej dziedzinie pracy”. Pismo podpisał Komendant Obwodu Kielce.
W grudniu 1944 r. pismo ukazywało się jako tygodnik. Ostatni numer z tego roku ukazał się 30 grudnia. Nie wiemy czy pismo było także wydawane w 1945 r.

Pismo "O BRZASKU"

Konfidenci

     Problemem, a  także olbrzymim niebezpieczeństwem dla społeczeństwa i organizacji były osoby współpracujące z Niemcami. Jesienią 1942 roku grupa likwidacyjna Podobwodu wykonała wyrok na Eugenii Przyboś. W sierpniu następnego roku zlikwidowano volksdeutscha Józefa Brzozowskiego, który był kierownikiem mleczarni i prowadził rozliczenia kontyngentowe. Wreszcie jesienią, w pobliżu torów w Jaworzni, został wykonany wyrok na byłym wójcie Snochowic. 

Służba zdrowia

     Służbę sanitarną na terenie Podobwodu budował dotychczasowy szef służby zdrowia w Placówce Piekoszów doktor Jana Bolewskiego „Marek”. W działalności doktora z odwagą, poświęceniem i wielką serdecznością towarzyszyła jego małżonka i ich córka Danuta, która jako łączniczka i sanitariuszka przemierzała teren Podobwodu.

Doktor Bolewski przed 1939 rokiem

     W okresie konspiracji przeszkolono patrole sanitarne oraz przygotowano zaplecze materiałowe dla leczenia rannych. Przygotowano także konspiracyjne kwatery sanitarne. Udało nam się ustalić lokalizację niektórych: Brynica (Stanisław Banaś, Antoni Drogosz, Stanisław Sagan, Zapała Antoni, Zmysłowski Antoni), Chełmce ( Kasprzak Antoni), Micigózd (Jan Adamiec, Trocki Stefan).
     W okresie „Burzy” doktor „Marek” był Komendantem Szpitala Polowego Podobwodu Piekoszów. W okresie od połowy września do połowy listopada przebywało w nim 16 chorych i rannych żołnierzy. Trzech z nich prawie do końca roku.

Referat saperów

     Rozkazem 1714 /Op/Top z dnia 17 stycznia 1944r. Komenda Obwodu nakazała zorganizować w ramach każdego plutonu po jednej sekcji szturmowo – saperskiej w sile 1 + 3 + 5 w zależności od otrzymanego zadania w akcji „Deszcz” lub „Powstanie”. O wadze tego zadania świadczy fakt, że rozkazem tym nakazano powołanie Referatu Saperskiego przy Komendzie Podobwodu z zadaniem szkolenia sekcji saperskich dla potrzeb poszczególnych plutonów. Na terenie Podobwodu „Sokół” powołano referat wyszkoleniowy powierzając tą funkcję podoficerowi saperów NN „Dębczak”, który dla większej sprawności organizacyjnej powołał do swojej sekcji saperskiej następujących członków AK: „Myśliwy” NN, „Komos” NN, „Drucik” NN, „Herbert” NN, „Ława” NN, „Chmura” NN, „Zawieja NN. Sekcje szturmowo-saperskie w plutonach liczyły ogółem 12 podoficerów i 43 szeregowych przeszkolonych w służbie czynnej przed wojną.
     W dniach 10 i 11 czerwca 1944r. odbyła się koncentracja szkoleniowo-saperska w miejscowości Gałęzice (Placówka Zajączków). Wykładowcą był por. Gruszecki Zdzisław „Zawała”. Koncentrację ubezpieczały: oddział pchor. Mieczysława Młudzika „Szczytniak” oraz Oddział Dywersyjny Podobwodu pod dowództwem Jana Sieradzana „Żbik”. W szkoleniu uczestniczyło 80 osób w tym: 40 ludzi z terenu miasta Kielc i 40 z terenu Placówek „Rozdroże”, „Wrzos” i „Wiśnia”. Uczestnicy szkolenia z terenu Kielc zostali przeprowadzeni na miejsce zbiórki (wzgórze k/m.Łaziska) z przystanku kolejowego Szczukowskie Górki przez st. strz. Władysława Sirka „Jacek”. W tym samym miejscu była zbiórka uczestników szkolenia z północnej części Podobwodu. Przemarsz całości odbył się już wieczorem do m. Gałęzice pod dowództwem Edmunda Malagi ps. „Dąb” dn. 9.06.1944r. Rozkład godzino – zajęć był następujący: 10.06.1944r. do godz. 12 – przybywanie ludzi z południowej części Podobwodu, 13.30 – obiad, 14.00 – zajęcia, 21.00 – kolacja i odpoczynek na wyznaczonych kwaterach. 11.06.1944r.: 4.00 – pobudka, 5.00 – śniadanie, 6.00 –zajęcia, 13.00 – obiad, 14.00 – zajęcia praktyczne, 18.00 – podwieczorek i odjazd (Kielce) odmarsz pozostali uczestnicy koncentracji.
Strona gospodarcza koncentracji spoczywała w rękach Kwatermistrza Podobwodu Mieczysława Sołkiewicza „Szybki”.

Referat artylerii

    Rozkazem z dn. 20.07.1944r. Komenda Obwodu nakazała powołanie Referatu Artylerii przy Komendzie Podobwodu „Sokół”, któremu podlegają wszyscy artylerzyści z terenu Podobwodu. W wykazie stanu osobowego plutonów wg rodzaju broni „Sokół” miał w stanie 64 artylerzystów w tym: 15 podoficerów, 6 st. strzelców 43 szeregowych. Artylerzyści byli zorganizowani w poszczególnych plutonach strzeleckich w grupy, a kilka grup z plutonu w działon. Wszyscy zatem artylerzyści wchodzą w skład plutonu i są oczkiem w głowie każdego d-cy ze względu na możność ewentualnego natychmiastowego ich użycia przy zdobytym w walce sprzęcie. Celem szkolenia artylerzystów jest osiągnięcie zdolności natychmiastowego użycia w walce każdego zdobytego sprzętu – przynajmniej ogniem na wprost. Podoficerowie artylerii musieli być przygotowani do „strzelania pojedynczym działem do celów zakrytych i strzelania na wprost do celów ruchomych”. Opis sprzętu artylerii niemieckiej i jego obsługiwania stanowił minimum w procesie szkolenia artylerzystów.
Będący w stanie organizacyjnym działon artylerii składał się z następujących żołnierzy AK: kpr. rez. „Kupec” (to zapewne jemu powierzono kierowanie referatu), „Kalina”, „Szampan” NN. Kanonierzy: „Sosna” NN, „Kurczek” NN, Dąb” NN, „Sęk” NN, „Zając” NN, „Wierzba” NN, „Wierny NN.

Plan akcji „Burza”

Marian Gawlik „Lew”

     Na początku 1944r. Podobwód „Sokół” otrzymał wyciąg z ogólnego planu działania w przyszłej walce, w zależności od sytuacji na froncie w formie „Deszczu” lub „Powstania”. Obie te akcje były unormowane odpowiednimi rozkazami operacyjnymi wyższego dowództwa. Obie te akcje mogły być wykonywane w terenie określonego obszaru, równocześnie („Deszcz” – walki na zapleczu cofającego się frontu, zaś „Powstanie” – powszechna walka na całym obszarze kraju).

     Celem natarcia plutonów Podobwodu „Sokół” było opanowanie i zabezpieczenie obiektów znajdujących się w czworoboku ulic: Ogrodowej, 3 Maja, Kapitulnej, Staszica i Sienkiewicza. Był to obszar III Ogniska Walki dowodzony przez „Warena” Mieczysław Drewicz. Natarciami na poszczególne obiekty dowodzić mieli: obiekt nr. 1 – Oberfeldkommandantur (Dom WF i PD) dowodzić miał ppor. „Zwolski” Roman Głazik, Obiekty Nr.9 – K.Staffel II (SS PolRtg 22 ) ul. Zamkowa, Nr.10 – Lazaret (województwo), Nr.11 Więzienie ul. Zamkowa, Nr.12 – R.S.O.V., ul. Kapitulna, Nr. 13 ul. Kapitulna, Nr.14 Soldatenheim ul. Róg Staszica i Sienkiewicza. Opanowaniem obiektów Nr. 9, 10, 11, 12, 13, 14 miał dowodzić ppor. „Dąb” Edmund Malaga. Obiektami Nr. 15 – Luftwaffe ul. Sienkiewicza 9 oraz Nr. 16 Poczta – ul. Sienkiewicza, Nr. 17 – ewakuowane ze wschodu H.S.O.V. – ul. Sienkiewicza, naprzeciwko poczty. Zdobywaniem obiektów miał dowodzić „Lech” NN.
Na Forschutz – Słowik działają plutony 142 i 143. Opanować budynek, rozbroić załogę i utrzymać obiekt w posiadaniu.

Mobilizacja

     Mobilizacja do akcji „Burza” objęła w pierwszym rzędzie trzech oficerów którzy zostali powołani do 4 pp Leg. Byli to:
-Roman Głazik „Zwolski” d-ca plut. II w 4 komp. II Baonu 4 pp Leg.,
-Marian Gawlik „Lew” adiutant dowódcy 4 pp Leg., a od 15 sierpnia dowódca 1 plutonu w 4 kompanii II baonu 4 pp Leg.,
-Edmund Malaga „Dąb” adiutant dowódcy II Baonu 4 pp Leg.

     Z Podobwodu Piekoszów odkomenderowanych zostało także 7-miu podoficerów i 40 szeregowych. Była to:
-drużyna pod dowództwem sierż. Franciszka Snocha„Natana” w składzie 2-u podoficerów i 18-tu szeregowych – do składu I batalionu 4 pp Leg.
-Oddział Dywersyjny Podobwodu „Sokół” pod dowództwem st. sierż. Jana Sieradzana „Żbik” w składzie: 5-ciu podoficerów i 22 szeregowych – do składu Kieleckiego Pułku Piechoty z Kieleckiej Brygady Piechoty,
Ponadto do dyspozycji dowództwa 4 pp Leg. przekazano 5 koni w tym cztery pociągowe i jeden wierzchowiec z pełnym ekwipunkiem.

Liczebność Podobwodu

     W stanie osobowym żołnierzy Podobwodu „Sokół” wynoszącym 832 ludzi 360 żołnierzy było niewyszkolonych (przedpoborowych).Stanowiło to wskaźnik 44 proc.

     Ostateczny kształt jednostek wojskowych (plutonów) osiągnięto w drodze żmudnych prac organizacyjnych wielu ludzi konspiracji na przestrzeni lat okupacji niemieckiej. Wg meldunku Podobwodu na dzień 9.10.1944r. w jego dyspozycji było 10 plutonów których stan osobowy był następujący:

 

        Nr. Plut.             

            Ofic.       

     Podofic.

         Szer.  

     Szer.n/wyszk

      Razem

135 (BCH)

-

8

38

22

68

140 (ZWZ)

-

14

61

30

105

140a (ZWZ)

-

9

38

49

96

141 (ZWZ, BCH)     

-

6

39

32

77

142 (ZWZ)

-

13

43

21

77

143 (ZWZ)

-

10

49

17

76

150 (BCH)

-

4

38

49

91

187 (BCH)

-

4

38

61

95

188 (ZWZ, BCH)

-

9

23

39

71

189 (ZWZ, BCH)

-

3

33

40

76

Ogółem

- */

80

392

360

832

Ostatnie działania

Dla potrzeb Podobwodu w zakresie organizacyjnym, technicznym, porządkowym, zaopatrzeniowym, powołano zespół składający się z 18 ludzi (drużyna), a mianowicie:

Lp.

          Pseudonim   

Data urodzenia

Stopień wojskowy

    formacja

Data wstąpienia do organizacji

1.

„Iwan”

28.12.1915r.

kapral

6 BT

20.03.1940r.

2.

„Zrąb”

27.02.1914r.

kapral

10 pac

15.11.1939r.

3.

„Jastrząb”

12.06.1907r.

kapral

ckm

10.10.1940r.

4.

„Kruk”

16.09.1910r.

plutonowy

ckm

8.03.1940r

5.

„Tur”

10.01.1920r.

St. strzelec

PW

1.11.1940r.

6.

„Zawieja”

15.12.1914r.

St. strzelec

2 pal

20.07.1942r.

7.

„Ostry”

2.01.1919r.

St. strzelec

4 ppLeg

23.02.1944r.

8.

„Bystry”

19.02.1926r.

strzelec

-

-

9.

„Polny”

6.12.1919r.

strzelec

-

8.03.1940r.

10.

„Stos”

10.11.1920r.

strzelec

-

10.11.1940r.

11.

„Świeca”

24.09.1917r.

strzelec

-

10.10.1940r.

12.

„Mściwy”

8.01.1926r.

strzelec

-

8.10.1943r.

13.

„Kanarek”

16.02.1926r.

strzelec

-

15.06.1943r.

14.

„Wicher”

10.02.1922r.

strzelec

-

8.02.1944r.

15.

„Konar”

27.10.1924r.

strzelec

-

8.02.1944r.

16.

„Leszczyna”

19.12.1922r.

strzelec

-

10.06.1944r.

17.

„Strzecha”

29.11.1923r.

strzelec

-

15.06.1944r.

18.

„Przykopa”

9.06.1924r.

strzelec

-

15.06.1944r.

      Pismem Cez/Mar/L.314/1114 polecono zorganizować oddział dywersyjny w sile 1 + 9. Dowódcą którego został plut. „Matros – ur. 4.10.1914r. Przygotowany jest ten Oddział do zwalczania bandytyzmu, likwidacji „bimbrowni”, pijaństwa, gadulstwa itd.

Awanse

     Stosownie do tego rozkazu Komenda Podobwodu „Sokół” przedłożyła do Komendy Obwodu w piśmie z dnia 1.03.1944r. nr AS-1-2/44 wnioski awansowe na podporucznika, st. sierżantów, sierżantów, plutonowych, kaprali i st. strzelców i na odznaczenie: Krzyżem Zasługi. Komenda Obwodu Kielce wnioski awansowe zatwierdziła pozytywnie awansując rozkazami: Okręgu ZO-Bi L.747/04114 przesłanym przy piśmie Obwodu L.384/2114:

Pchor. Łebek Władysława ps. „Niezłomny” na podporucznika ze starszeństwem stopnia z dnia 11.11.1944r.


Na starszego sierżanta:
- „Żbik” Jan Sieradzan ze starszeństwem 3.V.1944r.,
- „Zeo” Zdzisław Oczkowski ze starszeństwem 3.V.1944r.
Rozkaz Inspektoratu /Fo.Pla.Sat/L.623-2864

 

Do stopnia sierżanta: „Natan” Snoch Franciszek ur. 6.01.1918r. ze starszeństwem od 3.05.1944r.

 

Do stopnia plutonowego – rozkazem Inspekt. /Pla.Sat./L.623-2864 ze starszeństwem od 3.05.1944r.:

„Kruk” Józef Nowak ur. 16.09.1910r.
„Kołowoda” Władysław Banaś ur. 04.09.1912r.
„Tares” Stanisław Zalewski (Pleczyński) ur. 8.05.1911r. starszeństwo 11.11.1944r.
„Mały” Sokołowski Gustaw ur. 08.03.1911r
„Rafał” Józef Kopeć ur. 21.03.1919 ze starszeństwem 11.11.1944r.
„Orest” Józef Petelicki ze starszeństwem 11.11.1943r.

 

Do stopnia kaprala – rozkaz. Pla/Sat. L.386-3054 ze starszeństwem 3.05.1944r.
„Smętny” Leon Szafulski ur. 18.07.1918r.
„Zrąb” Józef Malaga ur. 17.02.1915r.
„Iwan” Józef Białacki ur. 26.12.1915r.

 

Do stopnia starszego strzelca Roz. K. Obwodu L.121/2846 ze starszeństwem 3.05.1944r.
„Tur” Piotr Kopeć ur. 01.01.1917r. plut. 140
„Chrabąszcz” Stanisław Korba ur. 10.09.1917r., pluton 140,
„Karaś” NN, urodzony 26.08.1911r., pluton 140,
„Wolny” Jan Nowak ur. 05.12.1918r., pluton 140,
„Stos” NN ur. 10.11.1920r., pluton 140,
“Zawieja” Józef Kędziora ur. 15.12.1914r., pluton 140,
„Norwid” Artur Lachowski ur. 18.03.1925r., pluton 140,
„Ostry” NN ur. 2.-1.1919r., pluton 140,
“Jacek” Władysław Siwek ur. 03.05.1913r., pluton 140,
„Klon” NN ur. 20.05.1914., pluton 142,
„Bolek” NN, ur. 05.10.1920, pluton 142,
„Pawlak” NN ur. 15.02.1923r, pluton 142
„Wyrwicz” NN ur. 06.06,1923r., pluton 142,
„Śmigło” NN ur. 23.03.1921r., pluton 143,
„Żuk” NN ur. 10.02.1927., pluton 142,
„Pieczątka” NN, pluton 142,
„Semafor” Jan Didowski ur. 10.01.1921., pluton 143,
“Groźny” NN, pluton 143,
“Wicher” NN ur. 18.04.1913r., pluton 142,
“Kruk” Wiktor Gruszczyński ur.2.11.1916., pluton 142,
„Morus” NN ur. 2.10.1917, pluton 142
„Sprytny” Bonifacy Gruszka, pluton 142,
„Dzięcioł” NN, ur.25.06.1915, pluton 150,
„Kurzaj” NN, ur.10.02.1916, pluton 150,
„Matla” NN ur.15.07.1906r.,pluton 150,
“Komar” (“Konar”) NN ur.16.04.1905r., pluton 150,
„Rogaty” NN ur. 15.04.1914r., plut. 150,
„Wieloryb” NN ur. 14.03.1916., pluton 150,
„Brzezik” NN ur. 9.11.1912r., pluton 135,
„Marian” NN ur.18.11.1908r., pluton 135,
“CHęciński” NN ur. 15.05.1905r., pluton 135,
„Szary” NN ur. 15.06.1916r., pluton 135,
„Stylowy” NN ur. 25.09.1916r., pluton 135,
„Przetak” NN, pluton 141,
„Figura” NN, pluton 141,
„Lasek” NN, pluton 141,
„Orzechowski” NN, pluton 141,
„Sosna” NN ur. 1.08.1916r., pluton 141,
„Drucik” NN ur. 17.11.1913r., pluton 141,
„Górny” NN ur. 11.11.1914r., pluton 141.

Komenda Podobwodu

Na podstawie dostępnych materiałów udało się ustalić następujący schemat Komendy Rejonu/Podobwodu oraz jego obsadę personalną:

Komendanci Podobwodu (kolejno):

-por. Michał Szrek „Zapała" – od koniec 1940r. do koniec czerwca 1943r.,
-ppor. Edmund Malaga „Dąb" - od lipiec 1943r. do lipiec 1944r.,
-plut. Józef Kopeć "Rafał" - od lipiec 1944r. do 11.12.1944r.
-ppor. Edmund Malaga "Dąb - od 11.12.1944r. do styczeń 1945r.

Zastępca Komendanta:

-Władysław Miernik „Las” – od koniec 1940 r. do lipiec 1943 r.,
-Stanisław Przeniosło „Kazio” – od koniec 1940 r. do lipiec 1943 r.,
-plut. Józef Kopeć "Rafał" - od lipiec 1943r. do lipiec 1944 r.
-Stefan Pawlusiński „Konar” – od lipiec 1944r. do 29.09.1944 r.,
-plut. Józef Kopeć "Rafał" - od 11.12.1944r. do styczeń 1945 r.

Referat I – ogólno - organizacyjny

-Leon Szafulski „Smętny” – od lipiec 1943 r. do styczeń 1945 r. 

Referat II – wywiad i kontrwywiad

-Władysław Ołubiec „Roman” – od sierpień 1941 r. do maj 1943 r. 
-Czesław Łętowski „Górnik” – od czerwiec 1943 r. do styczeń 1944 r.

-Marian Gawlik "Lew" - od luty 1944 r. do sierpień 1944 r.

Referat III – wojskowo-szkoleniowy

-Marian Gawlik „Lew” – od sierpień 1943 r. do lipiec 1944 r.

Referat IV – kwatermistrzostwo

–Mieczysław Sołkiewicz „Szybki”

Referat V – łączność

-Stanisław Korba „Lew”, „Orzech”,

Referat VI – informacja i propaganda

Stefan Kurek od ? do XII.1943 r.,
-Artur Lachowski „Norwid” od 1.I.1944 r. do styczeń 1945 r.

Referat VII Kedyw

Tak jak w innych strukturach Obwodu nie powołano osobnego referenta. Funkcję tą spełniał referent wywiadu. Od stycznia 1944 r. kiedy funkcja ta nie była obsadzona nie wiemy jak przedstawiała się sytuacja.

Referat uzbrojenia

Nie mamy informacji o istnieniu, ale na terenie Podobwodu produkowane były butelki zapalające.

Referat przerzutów powietrznych

Brak informacji.

Referat WSOP

Brak informacji.

Referat WSK

Brak informacji.

Referat sanitarny

-doktor Jan Bolewski „Marek”,

Referat saperski

Brak informacji.

Referat artylerii

-kpr. rez. NN „Kupec” – od lipiec 1944 r. do styczeń 1945 r.

Referat duszpasterstwa

-ks. Stefan Rzemieniec

Podobwód VI Kielce Miasto

Jeszcze jako Rejon utworzony na przełomie 1939/40r. Przez kolejne lata występował pod kryptonimami: „Kret” i „Dworzyszcze”. Niestety o jego strukturach i żołnierzach wiemy niewiele.

     Prawdopodobnie jesienią 1942 roku przeprowadzono reorganizację dotychczasowych Rejonów. W przypadku Rejonu Kielce zmiana dotyczyła jedynie nazewnictwa: Rejon przemianowano na Podobwód. Teren działania nie uległ zmianie.

Jego Komendantami byli:

- por. Antoni Mikosz "Antoni" - od październik/listopad 1939r. do 1939/40r.

- kpt. Antoni Zieliński „Antoni" – od 1939/40r. do połowy 1940r.,
- kpt. poż. Stefan Meyer "Larissa" - od listopad 1940r. do 1941r.,
- mjr Stefan Boryczko „Korwin" - od 1941r. do sierpień 1944r.,
- kpt. Marian Sylwester Kędziora „Grzegorz" – od sierpień 1944r. do styczeń 1945r.

     Niestety nie znamy danych członków Komendy Rejonu, choć taka niewątpliwie istniała. Niewiele wiemy też o działalności komendy.
Z całą pewnością w 1944r. (zapewne w maju) przy Komendzie Podobwodu Kielce-Miasto rozpoczął się kurs podchorążych. Zakończył się w lipcu 1944 roku.

Struktura terenowa

Rejon, a następnie Podobwód obejmował teren miasta podzielony poczętkowo na 5 dzielnic, będących odpowiednikami Placówek. Niestety nie znamy granic Placówek. 

 

Placówka (Dzielnica) Śródmieście,

Placówka (Dzielnica) Wschód,

Placówka (Dzielnica) Północ, 
Po aresztowaniu 16 czerwca 1944r. Komendanta Placówki połączono ją z Placówką Śródmieście pod dowództwem komendanta tej ostatniej.

 

Placówka (Dzielnica) Zachód,

Placówka (Dzielnica) Południe.

Związek Odwetu

Od kwietnia 1940 r. rozpoczęto tworzenie specjalnej struktury przeznaczonej do prowadzenia bieżącej walki z okupanetem. Niestety o pierwszych działaniach struktury wiemy niewiele.

     Na terenie Obwodu Kielce organizatorem struktur był ppor. Hipolit Krogulec „Albiński". W Kielcach organizował por. Antoni Świtalski „Marian". Podlegały mu placówki: w hucie Ludwików - dowódca wspomniany już Świtalski, w fabryce „Granat" - por. Robak i Siwek „Bonarek", w fabryce świec Wawrzyniaka - por. Marian Szot „Sledź", w fabryce mebli Henryków - Józef Włochyński, w tartaku - hcm. Stanisław Śliwiński „Czaruś", w warsztatach kolejowych - Celestyn Górnik.

Konspiracja w zakładach

Specyfika Podobwodu VI Kielce Miasto sprawiła, że poza podziałem terytorialnym tworzono także struktury grupujące żołnierzy pracujących w tym samym zakładzie. Na wzór wojskowy tworzono tam plutony, które miały początkowo podwójne zadanie: prowadzenia sabotażu, a po ich zajęciu w ramach planowanego powstania zapewnienia ochrony.

Zakłady Wytwórcze „Społem”

Już w styczniu 1940r. Albin Lackoroński „Ryś” – „Kazimierz” otrzymał od dowództwa Obwodu Kielce zadanie zorganizowania plutonu ochrony Zakładów Wytwórczych „Społem”. Pluton miał składać się z trzech drużyn po trzy trzyosobowe sekcje każda. Dowódcami drużyn zostali: Stanisław Wsułek „Szarota” – kierownik wytwórni octu i musztardy, Jan Morawski „Żbik” – pracownik biura oraz Alfons Trojan „Ignacy” – kierownik wytwórni past. Pluton przez cały czas okupacji nie prowadził żadnych poważniejszych akcji, ograniczając swoją działalność do prowadzenia szkolenia, wywiadu, drobnego sabotażu oraz kolportażu prasy konspiracyjnej. Pracownicy zakładu stosowali specyficzną metodę sabotażu. Otóż doprowadzali oni do wykolejania załadowanych wagonów na bocznicy. Celem ponownego ustawienia wagonu na torach załoga poszczególnych wydziałów samorzutnie ofiarowywała swoją pomoc, przerywając oczywiście produkcję.

     Od listopada 1939r.  na terenie zakładu prowadzono także nasłuch wiadomości radiowych. Aparat radiowy, dostarczony przez Wacława Sucharskiego, został umieszczony na poddaszu świecowni. Dział po pracy zamykano, a słuchający radia zostawał zamknięty przez całą noc na strychu. Najczęściej byli to: Tadeusz Adamski, Alfons Trojan „Ignacy” i Henryk Kozłowski „Henko”. Rano oddawano notatki Janowi Iwańskiemu, który przekazywał je dalej. On też z Mieczysławem Sierpińskim „Sęp” byli głównymi dostarczycielami prasy podziemnej do zakładu. Sam Iwański został aresztowany w listopadzie 1942r. Podczas śledztwa nie wydał nikogo. Zginął w obozie koncentracyjnym na Majdanku. 

     Ewenementem w skali kraju było przechowywanie w magazynach zakładów materiałów wybuchowych, w szczególności całego wagonu chloranu potasu (podstawowy składnik szedytu). W połowie września 1943r. do zakładu nadszedł wagon szedytu (20 ton) zapakowanego w skrzynie z napisem „Karsan” – preparat zabezpieczający ziemniaki przed gniciem. Był to efekt akcji jaką przeprowadzili żołnierze Okręgu Przemysłowego „Centrum” wspólnie z żołnierzami Kedyw. Na podstawie podrobionych dokumentów pobrali oni materiał wybuchowy w fabryce zapałek przy ul. Orlicz Dreszera 68 w Częstochowie. Dzięki współpracy z kolejarzami został przetransportowany do Kielc i trafił do magazynów „Społem”.

 

     Zakładowy pluton AK otrzymał rozkaz rozprowadzenia szedytu wśród oddziałów partyzanckich. W czerwcu 1944r. dowódca plutonu Albin Lackoroński otrzymał polecenie od szefa Referatu IV Kwatermistrzostwo Komendy Obwodu Kielce Kazimierza Końcy „Konrad” pobrania z magazynu tony materiału wybuchowego i przewiezienia go do przygotowanego wcześniej miejsca. Odbiór nastąpił 9 czerwca. Wywieziono wtedy z zakładu 18 skrzyń „Karsanu”, które zawierały ponad tonę szedytu. Skrzynie zostały przewiezione do mało używanych pomieszczeń magazynowych Oddziału Skupu Rolnego „Społem” mieszczących się w budynku byłego browaru Karsza przy ulicy Ogrodowej. Miejsce wybrane było już wcześniej bowiem tam przygotowano już blaszane puszki po płynie do czyszczenia metalu – Sidolu. Puszki napełniano następnie materiałem wybuchowym i uzbrajano zapalnikami wykonanymi konspiracyjnie w zakładach „Granat”. Wykonane tak granaty, popularnie nazywane „Sidolówkami” trafiały do magazynów i zostały wykorzystane podczas akcji „Burza”. Po aresztowaniu w dniu 24 czerwca kwatermistrza obwodu zaprzestano produkcji granatów w tym miejscu, a pozostały trotyl przewieziono do innych kryjówek, a częściowo także do oddziałów partyzanckich.

     Także lokale znajdujące się w dyspozycji „Społem”  wykorzystywane były przez struktury konspiracyjne. Swoistą bazą konspiracyjną było mieszkanie Janiny Konasiewicz przy ulicy Złotej, a później przy ulicy Słowackiego. Prowadzone tam były oficjalnie pokoje gościnne dla gości zakładu. Także biura Oddziału Skupu Rolnego „Społem”, kierowanego przez Tadeusza Redlicha-Michalskiego "Tad", były miejscem różnorakich kontaktów konspiracyjnych. Miejsce to było o tyle bezpieczne, że prawie wszyscy jego pracownicy byli członkami organizacji. Po upadku Powstania Warszawskiego miał tu przez kilka dni swoją kwaterę gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”. Stąd po kilku dniach przeniósł się na nową kwaterę do lekarzy Mikołajczyków.

„Huta Ludwików”

Zakładowy pluton ZWZ został także zorganizowany w "Hucie Ludwików". Należeli do niego m.in. Tadeusz Zarzycki, Eugeniusz Wosiński, Olszowski, Marian Marszałek, Jerzy Mikosz, M. Wesołowski, Ryszard Urbaniak, Marian Siemiński, Antoni Świtalski, Edward Górczak i inni. Kolportażem prasy zajmował się Stanisław Ciszek, pracujący przy wytwarzaniu acetylenu. Ze względu na zapach gazu miejsce to nie było odwiedzane przez Niemców.

     Pluton od samego początku istnienia stosował rozmaite techniki sabotażu. Tempo montażu konnych wozów taborowych "Pleskau", do których elementy drewniane wykonywano w zakładach "Henryków" (stanowiących Oddział Drzewny "Huty Ludwików") spowolniono czterokrotnie. Kiedy niemiecka dyrekcja sprowadziła do zakładu oporową zgrzewarkę elektryczną do zgrzewania obręczy nakładanych na drewniane koła wozów "Pleskau", robotnicy wykonując próby spawania tak pokierowali nimi, że wypadły niekorzystnie. Zgrzewarka stała się bezużyteczna i nie była wykorzystywana do końca okupacji. Systematycznie prowadzono także akcję niedosuszania drewna przeznaczonego do produkcji kół, co powodowało ich rozpadanie się do wyschnięciu. Na wydziale remontu samochodów wojskowych, mimo nadzoru żołnierzy niemieckich, sypano do łożysk i tłoków silników opiłki metalu, a w kuźni nacinano resory samochodowe. To tylko niektóre przykłady prowadzonego systematycznie sabotażu, który przynosił niemieckiej gospodarce wojennej wymierne straty.

     Dwukrotnie, w grudniu 1943r. i marcu 1944r., spowodowano także w zakładzie pożary. Obejmowały one oddział wyrobów drewnianych skutecznie go unieruchamiając, gdyż uległa zniszczeniu hala maszynowa, napędowa maszyna parowa oraz cały system napędzania maszyn. Należy dodać, że drugi pożar wybuch w trakcie odbudowy hali, przy próbie ponownego uruchomienia produkcji.
     W roku 1944 gdy Niemcy zamierzali podjąć w zakładzie seryjną produkcję pocisków ze specjalnego stopu żeliwa pluton podjął całą serię odpowiednich działań sabotażowych. Wrzucano do kadzi odlewniczej różne niepożądane składniki przez co próby wlokły się w nieskończoność i właściwie do końca okupacji nie uzyskano zadowalających wyników.

Zakłady „Granat”

Konspiracja powstała także w zakładach "Hasag" (przed wojną "Granat"), ale najbardziej zorganizowane struktury wchodziły w skład Samodzielnej Grupy Przemysłowej (od kwietnia 1942r. w ramach AK), ale historia tej struktury opisana jest w innym miejscu.

Wcielanie Kadry Polski Niepodległej

Już w 1942r. pchor. Tadeusz Petrykowski „Jordan”, „Młot” rozpoczął z upoważnienia Komendanta Obwodu rozmowy z Organizacją Kadra Polski Niepodległej reprezentowanej przez Pawła Stępnia „Gryf”. Rozmowy były prowadzone w domu Władysława Janika, pracownika Urzędu Gminy w Samsonowie. Rozmowy zakończyły się sukcesem.

Rozmowy z Batalionami Chłopskimi

W początkowym okresie okupacji działacze Stronnictwa Ludowego podjęli decyzje o przekazaniu swoich ludzi do tworzącego się wojska w konspiracji. Z biegiem czasu uznali jednak, że w ZWZ nie są w stanie realizować swoich celów politycznych. Utworzyli więc własną bojówkę partyjną, z którą dowództwo Polskiego Państwa Podziemnego prowadziło rozmowy scaleniowe.

Już we wrześniu 1940 roku powołano do życia okręg III kielecki partyjnej bojówki, która otrzymała później nazwę Bataliony Chłopskie. W samym mieście ludowcy nie stworzyli swoich placówek. Działała tu jednak Komenda Okręgowa BCh pod dowództwem Stanisława Jagiełły „Szuwara” wraz z całym zespołem łączników i kolporterów prasy. W samych Kielcach znajdowała się Komenda Obwodu BCh, którą dowodził od maja 1942r. Mieczysław Orzeł „Bończa”.

     Aby zatrzymać tą akcję przechodzenia ludzi do nowej organizacji dowództwo ZWZ zaproponowało rozszerzenie udziału Stronnictwa Ludowego w podziemnej armii. Wiosną 1941 roku utworzono Służbę Ochrony Powstania, która miała obejmować roczniki 1903-1891 i na terenach wiejskich miała być organizowana przez ludowców. Politycy chłopscy przyjęli tą decyzję z zadowoleniem, ale nie zrezygnowali z tworzenia własnej bojówki partyjnej. 

     Organizację także dotykały niemieckie represje. Przykładem niech będzie placówka na podkieleckim Czarnowie (formalnie teren Gminy Niewachlów). Dowodził nią por. Piotr Rębosz „Klon”, a jego zastępcą był plutonowy Tadeusz Hofman „Sokół”. Do bardziej aktywnych żołnierzy należeli: Jan Kudła, Lucjan Klimczyk, Władysław Goraj, Stanisław Kukliński, Wincenty Bębacz, Franciszek Cedro, Jan Czekaj, Stanisław Grabka, Władysław Michta i Stanisław Zapała. 4 marca 1941 roku Gestapo aresztowało T. Hofmana oraz Władysława i Antoniego Bębnów. Wobec obawy dalszych aresztowań działalność grupy została przerwana. Część ludzi przeszła następnie do ZWZ lub NSZ, część zaś z por. P. Ręboszem zawiesiła działalność, oczekując dalszego rozwoju wydarzeń. W ostatnich dniach czerwca 1941r. Hofman uciekł z gestapowskiego aresztu i zaczął nawiązywać konspiracyjne kontakty. Odtworzona przez niego grupa, już w mniejszym składzie, weszła jednak już w skład ZWZ, choć z całą pewnością utrzymywała także kontakty z ludowcami.
Po odtworzeniu grupy przeprowadziła ona szereg akcji zbrojnych, polegających głównie na zdobywaniu broni. Już w drugiej połowie 1941r. wynieśli z zakładów "Hasag" (dawny "Grant") sporą ilość materiału wybuchowego oraz 80 sztuk zapalników do granatów ręcznych. W grudniu 1941r. rozbroili dwóch Niemców w lesie na Karczówce. W dniu 20 sierpnia 1942r. zabrali broń wartownikowi oraz komisarzowi garbarni w Białogonie, a przy okazji zarekwirowali na rzecz organizacji skórę i odbiornik radiowy. W listopadzie zdobyli w kieleckiej parowozowni dwa pistolety. W grudniu grupa zlikwidowała Niemca znanego z okrutnego stosunku do Polaków, głównego inspektora "Społem" i "Beru-Werke", zdobywając przy okazji pistolet maszynowy i pistolet.

     Od jesieni 1942 r. Komenda Główna Armii Krajowej zaczęła wywierać naciski na Centralne Kierownictwo Ruchu Ludowego w celu wcielenia BCh do AK. Ludowcy nie chcąc pozbawiać się jednak partyjnej siły zbrojnej zwlekali z decyzją i dopiero pod naciskiem władz emigracyjnych 30 marca 1943 r. podpisali umowę scaleniową.

     Rychło okazało się jednak, że ludowcy nie do końca chcą wypełnić podpisane porozumienie. 1 czerwca 1943 roku komendant obwodu sandomierskiego BCh otrzymał rozkaz regulujący przebieg scalenia, m.in. daty jego rozpoczęcia 1 lipca i zakończenia 31 sierpnia 1943 roku. Jednocześnie jednak Komendant Główny BCh przysłał do Okręgu Kielce pismo o następującej treści:"... Fatalną umowę centralną i jeszcze fatalniejszymi rozkazami, które wydano na podstawie niej i pójdą w teren, przejmować się nie możemy. Umowa jest umową, rozkazy rozkazami, a życie - życiem. Życie kształtować musimy my i tu nie wolno nam odstępować od naszych rozkazów i naszych instrukcji, jakie otrzymaliście... honor chłopów w akcji scalenia nie może być zadraśnięty".

     W Obwodzie Kielce Bataliony Chłopskie były jednak słabe i zapewne z tego powodu rozmowy o wcieleniu do AK oddziałów taktycznych ludowców przebiegały bez większych kłopotów. Ze strony AK rozmowy prowadził pchor. Tadeusz Petrykowski „Jordan”, „Młot”. W dużej części odbywały się one w mieszkaniu Stanisława Michalskiego w Belnie. Ostatecznie umowę podpisano w nakazanym terminie. Ze strony AK podpisał ją Komendant Obwodu mjr Józef Włodarczyk „Wyrwa", a Bataliony Chłopskie reprezentował Mieczysław Orzeł „Dębczak”, szef sztabu Batalionów Chłopskich Komendy III Okręgu Kielce i jednocześnie komendant obwodu Batalionów Chłopskich Kielce. Według umowy przekazano w całym Obwodzie Kieleckim 10 plutonów i 2 drużyny BCh – w sumie 592 ludzi.

Wywiad: struktura i działalność

Od początku okupacji wywiad był jednym z najważniejszych filarów działalności organizacji. Dziś, z perspektywy lat, o działaniach tych wiemy niewiele bowiem straty wśród żołnierzy „cichego frontu” były olbrzymie.

Każdy żołnierz wywiadowcą

Zgodnie z rozkazami podziemia każdy żołnierz miał przekazywać informacje na temat okupanta. Było to możliwe na przykład w przypadku obserwowania poczynań okupanta. Oczywiście z biegiem lat następowała „specjalizacja” i rozrastał się pion wywiadowczy zajmujący się jedynie zbieraniem informacji o wrogu. Skrzętnie zbierane strzępy wiadomości układały się w całość, która owocowała największymi sukcesami w skali całego okręgu. 

Struktura pionu wywiadu

Twórcą struktur wywiadu w Obwodzie Kielce był por. Mieczysław Drewicz „Jan”. Swoją działalność rozpoczął on już jesienią 1939r. i budowę struktur wywiadu rozpoczął niezależnie od struktur liniowych.

     Szczególnie w pierwszym okresie sytuacja organizacyjna była „zagmatwana”. Prawdopodobnie teren obwodu został podzielony na rejony wywiadowcze (obejmowały kilka placówek), którymi dowodzili wyznaczeni ludzie. Teren rejonów wywiadowczych nie zawsze pokrywał się z terenem Rejonów (struktur terenowych) co w późniejszym czasie było korygowane. Ostatecznie z końcem 1943r. zlikwidowano rejony wywiadowcze, a komórki wywiadu zostały włączone w skład struktur liniowych. Strukturę wywiadu opisujemy w części dotyczącej Podobwodów.

Rejon „Przydroże”

Swoim terenem obejmował Placówki: Dąbrowa, Górno, Bieliny i Nowa Słupia. Prawdopodobnie został utworzony jeszcze w 1939r. Od początku okupacji jego kierownikiem był pchor. Józef Maciejski „Maciek”. W sierpniu 1940r. do terenu tego dołączono Placówki: Daleszyce, Szczecno i Cisów.

Rejon „Wit”

Obejmował Daleszyce, Szczecno, Dyminy i Cisów i utworzono go już w 1939r. Prawdopodobnie jego Kierownikiem był por. Franciszek Sobecki (6 sierpnia 1940r. zagrożony aresztowaniem opuszcza teren). Od tego czasu komendantem tego rejonu wywiadowczego był, tak jak w sąsiednim, pchor. Józef Maciejski „Maciek”. Nie podlegała mu jedynie Placówka wywiadu w Dyminach której kierownikiem był Stępień Henryk „Pistl”.

Rejon „Wrzosy”

W czerwcu 1941r. z Placówek Daleszyce, Szczecno, Cisów i Górno ponownie utworzono osobną strukturę wywiadowczą o kryptonimie „Wrzosy”. Jej komendantem został Piotr Sarna „Wielki”. Od 26 października 1942r. otrzymał dodatkowe zadanie organizacji plutonu bojowego. Ostatecznie od 4 wrzesień 1943r. obejmuje obowiązki Komendanta Placówki Daleszyce. Tak więc zamierzenie rozdziału struktur nie zawsze było wykonalne na co miał wpływ brak odpowiedniej kadry. Ostatnim Komendantem rejonu wywiadowczego „Wrzosy” (od wrzesień 1943r) był ppor. Zygmunt Maciejewski „Zadra” z Borkowa.

Niestety nie wiemy jak wyglądały rejony wywiadowcze w pozostałej części Obwodu Kielce.

Ostatecznie na koniec 1943r rejony wywiadowcze zostały zlikwidowane, a dotychczasowe struktury weszły w skład referatu II Komendy Obwodu Kielce.

Wtyczki w niemieckim aparacie

Od początku działalności kierownictwo wywiadu chciało umieścić swoich żołnierzy w niemieckich strukturach co dawało by im możliwość dostępu do cennych wiadomości. Olbrzymie straty wśród wywiadowców, spowodowane aresztowaniami, nie pozwalają nam dokładnie opisać tego aspektu działania. Przedstawiamy efekt dostępnych informacji.

Policja Granatowa

Z chwilą utworzenia przez Niemców, 17 grudnia 1939 roku, Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa (znanej lepiej pod nazwą Policja Granatowa). Pod groźbą kary śmierci powoływało ono do służby przedwojennych policjantów. Część z nich, wynajdując różne powody nie podjęła pracy. Przykładem niech będzie starszy przodownik Stanisław Durlej, który pod pseudonimem „Zagłoba” był pierwszym Komendantem Placówki Niewachlów.

     Część, na polecenie konspiracyjnych organizacji, podjęła służbę narażając się społeczeństwu na potępienie. To oni mieli dostęp do niektórych informacji i byli dla podziemia cennym źródłem wiedzy o niemieckim aparacie przemocy. Wymieńmy spośród dwóch, którzy w strukturach Policji Granatowej w Kielcach zajmowali wysokie funkcje: Zdankiewicz Aleksander „Oskar” (aresztowany przez Niemców 11 listopada 1940 r., zamordowany), Jan Gawlik „Jaks” (aresztowany przez Niemców 15 kwietnia 1942r., zamordowany). Podobnych bohaterów będziemy przedstawiali w materiałach dotyczących o poszczególnych Placówkach.

Wywiad na Poczcie Głównej w Kielcach

W dotychczasowych wpisach często mówiliśmy o współpracownikach wywiadu AK. Nie uda nam się przedstawić wszystkich, ale dzisiejszy dzień poświęcony jest w całości żołnierzom „cichego frontu”. Z dostępnych dokumentów wynika, że wśród żołnierzy wywiadu z placówką na poczcie związany był Zygmunt Słoń "Zygmunt" - nie udało nam się jednak ustalić tej zależności. 
     W czasach kiedy nie było internetu i telefonów komórkowych najważniejsze znaczenie dla sprawnego funkcjonowania niemieckiego aparatu okupacyjnego miała poczta. Ze względu na krzyżowanie się w Kielcach ważnych linii łączności dowództwa niemieckiego z frontem wschodnim Urząd Pocztowy w Kielcach miał olbrzymie znaczenie. Placówka mieściła się wtedy na rogu ulic Sienkiewicza i Hipotecznej i mimo iż była pod szczególnym nadzorem gestapo „kwitł” tam ruch oporu. Już w styczniu 1940 roku działalność na rzecz podziemia podjął tam Józef Bławat „Mróz” i Józef Domagała „Madziar”. Wkrótce utworzono specjalną komórkę konspiracyjną liczącą kilkanaście osób. Dziś poza organizatorami znamy kilka z nazwisk: Zofia Latałło „Zonka”, Kazimiera Klubecka „Kama”, Małgorzata Bławat „Bławatek”. Komórka otrzymała kryptonim „Lis” i nieprzerwanie do końca niemieckiej obecności w mieście pracowała dla Armii Krajowej.
     Jakie tajemnice można było zdobyć na poczcie? Po pierwsze były to donosy, czyli informacje o osobach w różny sposób działających na szkodę okupanta. Listy takie starano się wykraść, zadenuncjowane osoby ostrzec przez organizacje, a następnie same przesyłki zniszczyć. Drugim rodzajem przesyłek były prywatne listy niemieckich żołnierzy (feldposty) przemycano je z budynku poczty na zewnątrz. W nocy specjalny zespół ludzi czytał taką korespondencję wyłapując szczegóły dotyczące jednostek wojskowych, miejsca ich stacjonowania, nastrojów. Następnego dnia przesyłki były wnoszone na pocztę. Ostatnią, najcenniejszą grupą dokumentów były: geheimy – niemieckie pisma tajne. Były one polecone i znajdowały się pod specjalnym nadzorem Niemców kontrolujących polskich pracowników poczty. Pomimo te także takie przesyłki udawało się wynieść, przeczytać, a następnie niepostrzeżenie zwrócić. To w tak prosty sposób o wielu niemieckich tajemnicach dowiadywał się wywiad AK, a wszystko to dzięki ofiarnej pracy dziesiątek osób, których nazwisk i dziś w dużej części nie znamy.
     Tyle w wielkim skrócie o komórce wywiadu na poczcie. Zastanówmy się jednak przez chwilę: wszystkie wyniesione listy gdzieś należało dostarczyć, ale gdzie? Przez cały czas okupacji jednym z głównych takich miejsc był dom Laszczyków (dziś siedziba Muzeum Wsi Kieleckiej) przy ulicy Jana Pawła II. Eugenia Laszczyk „Zenia” odbierała przesyłki z tajną korespondencją. Często także tam listy były czytane, aby jak najszybciej zwrócić je na pocztę.
Niewiele osób wie, że właśnie tłumaczeniem poczty zajmowała się Lota Wawrzykowa „Lowa” (urodzona Niemka, była żoną ukrywającego się poza Kielcami przemysłowca). Została zaprzysiężona do pracy w wywiadzie przez w 1941 r. Tłumaczyła „Feldposty” (listy poczty polowej) i „Geheimy” (tajne pisma urzędowe) dostarczane jej do mieszkania naprzeciw cukierni na rogu ulic Małej i Sienkiewicza.
     Nie zdajemy sobie sprawy ile niemieckich tajemnic zostało wykradzionych dzięki żmudnej pracy żołnierzy „cichego frontu”.

Grupy zbrojne wywiadu

     Swoją własną grupę sabotażowo – dywersyjną tworzyły także referat II wywiad Komendy Obwodu. Od jesieni 1939 roku na czele tego pionu stał  Mieczysław Drewicz „Jan”, „Warren”, „Urban”. Prawdopodobnie już w początku 1940r. podlegała mu grupa pod dowództwem Antoniego Wacławika „Saturn”. Jego zastępcą był Władysław Wojtasik „Wicher”, a należeli do niej: Henryk Bałabuch „Osa”, Stefan Sokalski „Góral”, Jan Sokalski „Jaś” i Zdzisław Sokalski „Zbyszko”. Uzbrojenie grupy stanowiły początkowo 4 karabiny wyniesione jeszcze we wrześniu 1939r przez „Osę” z koszar na Bukówce (jego ojciec był tam dozorcą). Centralnym punktem spotkań grupy był dom „Saturna” przy ulicy Szerokiej 14 (dziś Żeromskiego). Grupa prowadziła nasłuch radiowy, kolportowała prasę i przygotowywała się do zadań sabotażowo – dywersyjnych. W tym celu przeprowadzono kilka akcji rozbrajania Niemców. Jako siódmy do grupy dołączył Józef Małachowski „Wilk” podający się za porucznika. Niestety okazało się, że był wtyczką Gestapo. 8 lutego 1941r. prawie cała grupa została w nocy aresztowana w domach, a następnie zamordowana. Ocalał jedynie Wojtasik, którego nie było akurat w domu.

     Na kolejny ślad istnienia specjalnej grupy podlegającej Komendzie Obwodu napotykamy jesienią 1942r. Zapewne powstała ona wcześniej, ale nie mamy informacji o jej działalności. Z dużą pewnością możemy stwierdzić, że miała charakter grupy likwidacyjnej i podlegała szefowi referatu II Komendy Obwodu. Wiemy, że w jej skład wchodzili: Zygmunt Słoń „Zygmunt” , Tadeusz Pietrzak „Masłowski”, Gawlikowski, Wiech i łączniczka Helena Zdanowska. Grupa przeprowadziła pod koniec października 1942r. zamach na Franza Wittka (opisany w osobnej części). Jej konsekwencjami było aresztowanie jednego z uczestników zamachu, który podczas śledztwa wydał pozostałych.

     Prawdopodobnie w późniejszym czasie w strukturach wywiadu Obwodu Kielce nie istniała już grupa likwidacyjna, a zadania wykonywane były przez jednostki Kierownictwa Dywersji.

Polowanie na Franza Wittka

Historia szefa siatki niemieckich agentów okryta jest wieloma tajemnicami czy legendami, ale mimo to postaramy się uporządkować całą historię. Trwała ona pięć lat mozolnej pracy wywiadu podziemia, która zaowocowała trzynastoma udokumentowanymi zamachami z których ostatni zakończył się sukcesem. 

Co wiemy o zdrajcy?

Naprawdę miał na imię Franz, taki wpis widniał w jego karcie meldunkowej. W zwykłych rozmowach częściej mówiono jednak o nim Hans. Wysoki, elegancki, przystojny brunet o smagłej cerze. Miał około 40 lat. Uwagę osób znających go przykuwały jego oczy: czarne, duże i sprawiające niesamowite wrażenie. Cecha charakterystyczna przycięta w ostry klin, czarna, hiszpańska bródka. To ona zresztą stała się powodem nadania mu przez konspiratorów przydomka „Szpicbródka” lub „Diabeł”.
     Jaka była jego przeszłość? W jednym miejscu zbierzmy wszystkie informacje jakie posiadamy o przeszłości naszego „bohatera”. Uzyskiwane były one w różnych latach, ale ułożymy je aby chronologicznie przedstawić jego życiorys.

Franz Wittek - zdjęcie z przedwojennego dokumentu

     Informacje o pochodzeniu Wittka pochodzą z meldunku Aleksandra Zdankiewicz „Oskard”, funkcjonariusza Policji Granatowej, aktywnie pracującego w wywiadzie ZWZ. Zapewne w 1940r. ustalił on, że Wittek pochodzi z Chorwacji. Należał do organizacji Ustaszy, która była organizatorem buntu w marynarce. Po jego stłumieniu uciekł do Włoch. Następnie przez Niemcy wyjechał do Polski. W 1934 roku został wezwany z Polski do Niemiec, a następnie wyjechał do Francji gdzie 19 października wziął udział w zamachu w Marsylii. On sam zastrzelił francuskiego ministra spraw zagranicznych Ludwika Barthu, a drugi zamachowiec króla Jugosławii Aleksandra I. O wiele później okazało się, że działania te były inspirowane przez Niemców. Tyle ustalił „Oskard”, ile w tym prawdy? Niewiele. Informacje o przeszłości pochodzą od samego Wittka, który z jakiś powodów kłamał.

     W 1939r. Wittek zamieszkał w Mirocicach u nauczycielki miejscowej szkoły Stanisławy Herkel. Ona sama miała dwie córki w wieku 5 i 7 lat, a sprowadziła się do wioski dwa lata wcześniej. Wittek twierdził, że jest jej mężem.
W oczach miejscowej ludności został w tym okresie zapamiętany, jako… społecznik. Chętnie służył ludziom radą, trudnił się pisaniem podań, próśb, pomagał załatwiać w różnych instytucjach drobne sprawy. Dzięki temu szybko zjednał sobie sympatię nie tylko sąsiadów, ale także mieszkańców dalszych wiosek.
     Nigdzie nie pracował, ale za to prowadził szeroką korespondencję i ciągle gdzieś jeździł. Odwiedzali go także goście… niemieccy turyści, których osobiście oprowadzał po okolicy. Już wtedy znalazły się osoby, które z podejrzliwością obserwowały jego działalność. Komendant Posterunku Policji Państwowej w Nowej Słupi, Teofil Stawski, po zebraniu materiałów złożył u swoich przełożonych odpowiedni meldunek. Wkrótce nadeszła odpowiedź wysłana z samej Warszawy. Zalecano w niej, aby Wittkiem się nie interesować, gdyż jego osoba jest dobrze znana. Ten wątek został wyjaśniony lata później, ale przedstawimy go tutaj aby zakończyć temat: W październiku 1942r. Wittek przeprowadził się do Kielc i zamieszkał przy ulicy Małej. Zachorowała wtedy jego córka więc Wittek udał się z nią do doktora Józefa Kalisza mieszkającego na rogu ulic Sienkiewicza i Małej. Córka agenta miała guza pod kolanem. Doktor ostatecznie przeprowadził udaną operację i od tego momentu zaczęła się jego znajomość ze „Szpicbródką”. Doktor Kalisz został w lutym 1940 roku wysiedlony z Łodzi i od tej pory mieszkał i pracował w Kielcach. Wizyta u niego Wittka była powodem kolejnych odwiedzin. Tym razem doktora odwiedzili żołnierze ZWZ, zapewne wywiadowcy obserwujący agenta. Po wyjaśnieniu przez Kalisza celu wizyty Wittka dostał on propozycję współpracy z wywiadem. Ostatecznie został żołnierzem Polskiego Państwa Podziemnego. Zaczął przekazywać informacje o agencie, a z biegiem czasu zajmował się także rannymi żołnierzami Podziemia. Oczywiście agent nie od razu wyjawił przed doktorem historię swojego życia.
     Dość powiedzieć, że dzięki wiadomościom uzyskanym przez doktora ustalono, że po zamachu w Marsylii Wittek uciekł z Francji. Dzięki pomocy niemieckiego wywiadu przedostał się do Hiszpanii, a następnie przez Argentynę, Indie, Japonię i Związek Sowiecki powrócił do Polski, gdzie znalazł się w 1936 roku. Historia „podróży” jest prawdopodobnie kolejną z „bajek” wymyślanych przez agenta. O swojej pracy dla niemieckiego wywiadu nie powiedział nic. Wyznał jednak, że jeszcze przed wojną został aresztowany jako niemiecki agent. Został osadzony w więzieniu na Świętym Krzyżu, ale niedługo zgodził się na propozycję polskiego kontrwywiadu pracy na dwa fronty. Czy były to działania szczere? Raczej nie, ale wyjaśnia dlaczego jeszcze przed wojną interesujący się działalnością Wittka komendant policji w Nowej Słupi otrzymał z Warszawy informację, że działalność tej osoby jest znana.

     Szczyt swojej popularności osiągnął Wittek tuż przed wybuchem II wojny światowej, gdy zaczął wydawać gazetkę, w której nawoływał do czujności wobec wroga, szydził z Niemców i prowadziła wyraźną propagandę antyniemiecką.

Prawda o agencie nr 97

Tak więc widzicie Państwo, że pisząc o przeszłości agenta trudno się opierać na relacjach przekazanych przez niego samego. Wiele lat po wojnie udało się ustalić następujące fakty z życia agenta:
-ojciec Wittka był polakiem z Galicji, który wyjechał za pracą w okolice Zagrzebia. Tam ożenił się z Chorwatką. Ich syn Franciszek przyjechał do Polski w roku 1932,
-początkowo Wittek mieszkał w Bielsku-Białej,
-następnie przeprowadził się do Oświęcimia, gdzie aktywnie działał w Związku Strzeleckim. Tam poznał swoją przyszłą żonę Stanisławę Herkel z którą ma dwójkę dzieci,
-przenoszą się do Warszawy. Wittek pracuje przy melioracji Wisły, a jego żona zajmuje się dorywczymi zajęciami.
-w 1937 roku Stanisława Herkel postanawia usamodzielnić się i po ukończeniu kursu pedagogicznego zostaje nauczycielką we wsi Mirocice, koło Nowej Słupi. Mieszka tam sama z córkami. Wittek pozostał w Warszawie.
-prawdopodobnie w 1938 roku Wittek zatrudnia się w Fabryce Uzbrojenia i Amunicji w Starachowicach, ale nadal nie mieszka jednak z żoną,
-1939r. Wittek zamieszał w Mirocicach,
-1939/40r. Wittek zakłada „spółdzielnię spożywczą” i prowadzi dwa sklepy: w Mirocicach i Jeziórku.
-w niemieckich dokumentach zarejestrowany jest jako agent nr 97 o pseudonimie Kowalski.

Pierwsze kroki

Po zajęciu Kielc Niemcy zaczęli już we wrześniu 1939 roku uruchamiać własną administrację. W magistracie, w pokoju nr 4 zjawili się nowi „urzędnicy”. Odegrali oni szczególną rolę w inspirowaniu aktów terroru. Byli to funkcjonariusze policji bezpieczeństwa (jej IV Wydziału – Tajnej Policji Państwowej – Gestapo).

     To właśnie w tym pokoju meldowali się liczni zausznicy niemieccy z terenu województwa kieleckiego. Tymi zdrajcami byli obywatele polscy niemieckiego pochodzenia, koloniści. Nie wszyscy oczywiście, ale niektórych z nich. W samych Kielcach najbardziej znaną niemiecką rodziną byli Rommlowie. Adolf był głową rodziny, znaleziono u niego zresztą jeszcze przed wojną radiostację. Nie mniej znani byli Mauwowie – właściciele majątku Szczecno – także przed wojną aresztowani za podejrzenie współpracy z III Rzeszą. Byli też tacy jak Fischer – właściciel wesołego miasteczka, który wiosną 1939 roku rozlokował się najpierw na placu obok kina przy ulicy Staszica, a następnie na placu Karscha przy Rogatce Krakowskiej. Po wkroczeniu Niemców został szefem Urzędu Kwaterunkowego i odpowiadał za wysiedlenia polskich rodzin z okolic ulicy Paderewskiego gdzie organizował „dzielnicę niemiecką”. To takie rodziny niemieckiego pochodzenia znając miejscową ludność tworzyły trzon niemieckiego aparatu bezpieczeństwa, kierując siatkami agentów. Oni działali z odkrytą przyłbicą, ale podlegali im inni, o których nikt nie wiedział, że pracują dla Niemców zdradzając Polaków.

     Jednym z ukrytych agentów, który pojawił się w pokoju nr 4 był Franz Wittek. Skąd o tym wiemy? W biurze ewidencji pracował wtedy Marian Kosierkiewicz, był kierownikiem biura. To on na polecenie prezydenta Stefana Artwińskiego niszczył znajdujące się tam dokumenty wojskowe. Gdyby wpadły w ręce niemieckie, byłyby zapewne przyczyną wielu nieszczęść. W akcji niszczenia dokumentów pomagała Janina Oleszczuk, która przez kilka dni wynosiła z urzędu wybrane dokumenty i paliła je we własnym mieszkaniu. Ta dzielna kobieta, późniejszy żołnierz Armii Krajowej, działająca pod pseudonimem „Zosia”, już po latach złożyła relację. Marian Kosierkiewicz zagrożony aresztowaniem ukrywał się. Niemcy go jednak dopadli. Został zamordowany w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz – Birkenau.
Niestety informacja o agencie Wittku powstała niedługo przed aresztowaniem Mariana Kosierkiewicza, który zobaczył Wittka na jednej z kieleckich ulic i dowiedział się, kim jest.

Zdradziecka działalność

Jesienią 1939 roku mieszkańcy Gór Świętokrzyskich w dalszym ciągu traktowali Wittka jako swojego. On chętnie ze wszystkimi rozmawiał, a miejscem spotkań była m.in. restauracja Dutkiewicza w Nowej Słupi. Tworzono plany powołania organizacji konspiracyjnej. Wittek zalecał zbieranie broni.

     Rozmówców nie dziwiły także częste wyjazdy Wittka. On sam tłumaczył je zapewne obowiązkami konspiracyjnymi. Po latach okazało się jednak, że miał w Kielcach do dyspozycji mieszkanie, ale nie było to mieszkanie udostępnione przez ZWZ, ale przez Gestapo. Wiele lat po wojnie zaczęto podawać informacje, o pobycie Wittka w przebraniu w okolicy, gdzie działał oddział Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Czy agent przebywał np. we wsi Szałas koło Samsonowa gdzie śledził oddział? Dziś na to pytanie nie uzyskamy już odpowiedzi. Wiemy natomiast z całą pewnością, że podczas swoich wyjazdów Wittek tworzył na ziemi świętokrzyskiej swoją własną organizację – szpiegowską siatkę, która miała służyć Niemcom.

    Jednym z żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Kielce był Karol Liebert. Do niego także docierały informacje, że Wittek może być niemieckim współpracownikiem. Meldunek z dnia 24 listopada 1939 roku:: „Ze Starachowic przyjechała do Kielc pani X i opowiadała, co tam się działo po wkroczeniu Niemców… Już po tygodniu przybyła tam komisja z Berlina dla przyjęcia fabryki. Po zakładach oprowadzał komisję niejaki Wittek, były technik w tychże zakładach”.
W grudniu 1939 roku do kontrwywiadu wpłynął meldunek „Jana”: „Stwierdzam, że Wittek jest cudzoziemcem zakontraktowanym w roku, 1936 jako technik do fabryki Zakładów Starachowickich, w dziale uzbrojenia”. Kolejny meldunek z tego samego źródła wpłynął do kontrwywiadu w styczniu 1940 roku: „Do Starachowic zjechało gestapo, a jako tłumacz występuje Wittek. Tytułują go oberlejtnantem. Aresztowano wielu byłych wojskowych zatrudnionych przed wojną w Zakładach Starachowickich przy odbiorze uzbrojenia. Podejrzewamy o donosicielstwo wspomnianego Wittka”.
Tyle meldunki. Od podejrzeń do udowodnienia zdrady droga jednak daleka.

Organizacja Orła Białego

Jedną z pierwszych organizacji konspiracyjnych była powstała w Krakowie już we wrześniu 1939 roku Organizacja Orła Białego. W Kielcach organizację tworzył major Józef Kowalówka „Nit”. Na czele wojewódzkich struktur cywilnych organizacji stanął były już prezydent Kielc Stefan Artwiński, który przyjął pseudonim „Stary”. Już w październiku 1939 Organizacja Orła Białego w Kielcach została podporządkowana Komendzie Głównej Służby Zwycięstwu Polski.

     Nie doczekał tego sam Artwiński, zamordowany prawdopodobnie przez funkcjonariuszy Gestapo 7 października 1939 roku i porzucony w podkieleckiej Wiśniówce. Wyczynem tym chwalił się później sam Wittek.
Skąd możemy o tym wiedzieć? Przyznał się do tego pół roku później ( wiosna 1940r.) sam zdrajca, który prowadził w Kielcach specjalne szkolenie dla niemieckich funkcjonariuszy. Zalecił on wtedy stosowanie najsurowszych represji w stosunku do ludności pomagającej „bandytom”, jak określano członków organizacji niepodległościowych. Do tego grona zaliczył także Artwińskiego. Stwierdził, że za próbę antyniemieckiej działalności z pięknego, wytwornego, ale niesłychanie opornego pana, pozostała jedynie plama z kupą mięsa. Wiadomość o przemówieniu przekazał Jan Gawlik „Jaksa” współpracownik ekspozytury wywiadu Okręgu Kielce ZWZ, na czele, której stał podporucznik Jerzy Ewaryst Żetycki „Andrzej”.

     Tragiczne były także losy Organizacji Orła Białego w Skarżysku Kamiennej (szacuje się, że tamtejsze struktury liczyły około 500 osób). Na początku 1940r. w mieście i okolicy rozpoczęły się aresztowania. W dniach 12-15 lutego 1940 roku w Skarżysku - Borze Niemcy zamordowali około 360 mieszkańców miasta i okolic, w tym wielu członków Organizacji Orła Białego. 29 czerwca tego samego roku w Brzasku koło Skarżyska zamordowano kolejnych 760 osób.
     Nie mamy pewności czy z aresztowaniami związany był Wittek. Z całą pewnością odwiedzał on w tym czasie miasto. Potwierdza to meldunek „Ignaca” z maja 1940 roku, który wpłynął do kontrwywiadu Okręgu Kielce ZWZ: (…) wysoki, barczysty, osobnik z kozią bródką, jeździ każdego poniedziałku wagonem „nur fur Deutsche” do Skarżyska”.

.

Na tropie zdrajcy

Jesienią 1939 roku w centrum Gór Świętokrzyskich, tak jak na terenie całego kraju, powstają struktury SZP przemianowanej później na Związek Walki Zbrojnej. Centralną osobą, twórcą konspiracji na tym terenie, był Jan Kosiński „Jacek”. To z jego inicjatywy w poszczególnych gminach powstawały struktury organizacji.

     Już w listopadzie 1939 roku została zorganizowana Placówka w Nowej Słupi. Jej dowódcą został inżynier Stanisław Tatarowski „Kalif”, a jego zastępcą policjant Stanisław Mikołajczyk „Harpun”. Tworząc tajną organizację bacznie zwracali oni uwagę na wszystko co dzieje się na ich terenie. Siłą rzeczy zwrócili także uwagę na Wittka. Dowództwo placówki zaczęło przesyłać do komendy Obwodu Kielce ZWZ meldunki. Wynikało z nich, że za aresztowaniami w najbliższej okolicy może stać Wittek. Ustalono także, że podejrzany jest często odwiedzany przez niemieckich kolonistów (obywatele polscy jeszcze przed wojną mieszkający w Polsce) z terenu całego województwa, którzy mogą być jego informatorami lub łącznikami.
     Tak, więc wywiad ZWZ dysponował już dużą liczbą wiadomości o rzekomym agencie. Władze konspiracyjne na szczeblu ogólnopolskim podjęły jednak decyzję, że w przypadku podejrzeń o zdradę, konspiracyjny sąd decyzję musi podjąć jednogłośnie, a tak naprawdę poza podejrzeniami, nikt nie dysponował dowodami.

Więcej o sądach konspiracyjnych - TUTAJ

PRÓBA 1 – lato 1940r.

Pierwsza próba zabicia Wittka miała miejsce latem 1940 roku. Wiemy na jej temat tylko tyle, że nieznana nam osoba wypchnęła go z kolejki wąskotorowej. Agent wypadł z wagonu podczas jazdy, ale nic mu się nie stało.

PRÓBA 2 – lato 1940r.

Kolejna próba likwidacji także została podjęta przez osobę niezwiązaną z organizacją. Według meldunków wywiadu zamachowcem był robotnik leśny, który chciał się zemścić za wymordowanie jego rodziny. Zaatakował Wittka siekierą, ale ta ześlizgnęła się po głowie, bo uderzony został obuchem, a nie ostrzem. Robotnik został ponoć zastrzelony przez agenta, a on sam… leżał w szpitalu w Kielcach przez kilka dni, a następnie wrócił do domu.

PRÓBA 3 – jesień 1940r.

Dwie pierwsze akcje przeprowadzone były bez akceptacji dowództwa, ale już jesienią 1940r. decyzję o przeprowadzeniu likwidacji zdrajcy „Jacek”, Komendant Rejonu Świętokrzyskiego.

     Do przeprowadzenia akcji Jan Kosiński „Jacek” wytypował kilku podległych mu żołnierzy ZWZ, którym dostarczył pistolety i amunicję. Zasadzkę zaplanowano w Jeziorku, w miejscowości położonej niedaleko od Mirocic (tam mieszkał agent), gdzie często przechodził Wittek. Grupa egzekucyjna przez kilka dni zajmowała pozycję oczekując na zdrajcę, ale ten nie pojawiał się. Kolejnego dnia agent pojawił się na drodze. Konspiratorzy prawdopodobnie za wcześnie otworzyli ogień, a do tego pierwsze strzały były niecelne. Zaalarmowany Wittek ukrył się za drzewami. Nie był nawet ranny. Zaczął się ostrzeliwać. Przedłużająca się wymiana ognia nie była na rękę grupie egzekucyjnej. Sytuacja skomplikowała się, gdy do walki włączyli się żandarmi, którzy nadjechali tam samochodem (niektóre źródła podają, że dwoma bryczkami). Konspiratorzy nie posiadali granatów i podjęli w tych okolicznościach zapewne jedyną słuszną decyzję – wycofanie. Agent także podczas tej próby nie został nawet draśnięty. 

PRÓBA 4 – zima 1940/41r.

Ważną osobą w strukturach konspiracji na terenie gminy Nowa Słupia, gdzie mieszkał Wittek.  był wspomniany już Stanisław Mikołajczyk, pseudonim „Harpun”, „Halban”. Na polecenie organizacji podjął on służbę w Policji Granatowej, która była częścią niemieckiego aparatu ucisku. Wiele osób odwróciło się od niego uważając, że poszedł na współpracę z okupantem. Prawda była jednak zupełnie inna.

     Mikołajczyk otrzymał rozkaz zdobywania informacji o wrogu. Dzięki niemu kilka osób podejrzanych przez Niemców o działalność konspiracyjną zostało ostrzeżonych i uniknęło aresztowania. W wywiadzie ZWZ przełożonym Mikołajczyka był Józef Maciejski „Maciek”, który rozkazał mu zawrzeć znajomość z Wittkiem i wkraść w jego łaski. Kiedy wcześniejsze próby zamachów nie powiodły się, kierujący wywiadem w Obwodzie Kielce por. Mieczysław Drewicz „Warren” przekazał przez „Maćka” polecenie, aby Mikołajczyk otruł zdrajcę.
     Trucizna miała być systematycznie dosypywana do posiłków lub napojów w czasie wspólnych posiedzeń z Wittkiem. Chodziło o to, aby wywołać wrażenie, że agent zmarł z powodów naturalnych i nie dać powodów do represji. Realizacja planu była jednak trudna, bowiem Mikołajczyk nie miał zbyt wielu możliwości „biesiadowania” z agentem. Małe i podawane od czasu do czasu dawki trucizny spowodowały jedynie zatrucie organizmu. Wittek czuł się źle i z tego powodu leczył się w Słupi u doktora Spelaka, który będąc jednocześnie członkiem ZWZ, składał o tym meldunki. Brak zadawalających działań sprawił, że dowodzący wywiadem w obwodzie „Waren” podjął decyzję o wstrzymaniu „podtruwania” agenta.

PRÓBA 5 – wiosna 1941r.

Wittek w różny sposób werbował swoich współpracowników. Jedni współpracowali z nim z przekonaniem, inni pod przymusem. Stanisław Okulski z Bielin sam  bardzo wcześnie został członkiem ZWZ, a wszedł w orbitę agenta, kiedy nawiązał z nim kontakt, prosząc o uwolnienie z więzienia swojego brata Władysława. 

     Prośba została spełniona, ale od tej chwili Wittek zaczął domagać się od swojego nowego „przyjaciela” informacji o podziemiu. Wreszcie szantażowany Okulski nie wytrzymał i przekazał agentowi listę osób działających w organizacji na terenie gminy Bieliny i Nowa Słupia, a także szczegóły planowanego na niego zamachu. Jak do tego doszło?
     Wiosną 1941 roku na polecenie szefa wywiadu ZWZ w Obwodzie Kielce rozpoczęto przygotowania do kolejnej próby zabicia Wittka. Agent miał zostać zastrzelony przez specjalnie powołany patrol w skład, którego miało wejść czterech żołnierzy ZWZ. Dwóch z Bielin (w tym Stanisław Okulski) i dwóch z Kielc . Byli to Jan „Janek” i Jerzy „Jur”, bracia o nazwisku Waloch, którzy od dawna byli związani konspiracją ZWZ w Bielinach. W skład patrolu miał także wchodzić Mikołajczyk „Harpun”, który miał wskazać bojówce agenta. Termin akcji został ustalony na 14 kwietnia. Zanim akcja została przeprowadzona Wittek postanowił przeprowadzić aresztowania zgodnie z listą dostarczoną mu przez Okulskiego.
13 kwietnia 1941 aresztowano w Bielinach 14 osób, w tym dowódcę miejscowej placówki ZWZ. Tego samego dnia aresztowany został także sam Mikołajczyk. Zażył, co prawda truciznę, ale Wittek rozkazał natychmiast przewieźć go do kieleckiego szpitala. Próby uratowania wywiadowcy nie powiodły się. Zmarł w kieleckim więzieniu dwa dni później. Jednocześnie niemieccy funkcjonariusze aresztowali w Kielcach braci Walochów (jeden z nich został zakatowany, drugiemu udało się później uciec). Kolejna próba zamachu nie udała się, ale tym razem Wittek przez swoich agentów zadał podziemiu dosyć poważne straty.
     Wróćmy jeszcze go samego Stanisława Okulskiego. Po aresztowaniach przestał ukrywać swoje kontakty z Niemcami. Pozostawał pod ich opieką i wskazywał kolejne osoby związane z podziemiem. Zdawał sobie zapewne sprawę, że dosięgnie go karząca ręka podziemia. Stało się to jesienią 1941 roku.

PRÓBA 6 – 23 czerwca 1942r.

Prawda o działalności agenta spowodowała także działanie Batalionów Chłopskich. Konspiratorzy z tej organizacji mieszkający w Mirocicach, Baszowicach i samym Jeziorku, czyli w najbliższej okolicy od miejsca zamieszkania zdrajcy, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Pod dowództwem Stefana Dziuby „Komar” opracowali plan nowego zamachu. Miał być prosty w realizacji. Ludowcy zamierzali spalić agenta w domu w którym mieszkał. Nikt z nich nie wziął jednak pod uwagę, że agent zajmuje połowę domu Michała Lepiarza, a w drugiej połowie mieszka sam właściciel z rodziną.

     23 czerwca 1942 roku stwierdzono, że Wittek jest w domu. Podjęto decyzję o wykonaniu akcji. Zabarykadowano wejście do domu. Następnie w kilku miejscach podłożono ogień, ludowcy czekali zaś na zewnątrz z bronią w ręku. Mieli pilnować aby agent nie wyskoczył przez okno.
     Zanim ogień ogarnął cały dom do jednego z uczestników akcji przyjechał brat z informacją, że nadjeżdżają dwa niemieckie samochody z żandarmerią. Później okazało się, że Wittek miał z tymi samochodami jechać na jakąś akcję. Ten zbieg okoliczności zmusił BCh-owców do wycofania się.
     Z relacji córki właściciela domu wiemy co działo się w jego wnętrzu. Gdy pożar obudził domowników Wittek nakazał wszystkim zgromadzić się na wewnętrznym korytarzu i zakazał opuszczać dom. Liczył, że niebawem nadbiegną sąsiedzi do gaszenia. Pożar zagrażał bowiem innym drewnianym zabudowaniom wioski. Przewidywania agenta sprawdziły się, a dodatkowo wycofanie ludowców uratowało mu życie.
     Wszyscy zajęci byli ratowaniem dobytku i nikt początkowo nie zwrócił uwagi na stojącą obok domu szopę, która także została podpalona. Tej nocy spali w niej syn gospodarza, który pomimo poparzeń wydostał się z ognia. Nie udało się to trzynastoletniemu synowi córki Lepiarza, który zginął. Nieprzemyślana akcja BCH nie tylko nie przyniosła efektu, ale spowodowała śmierć niewinnego człowieka.

PRÓBA 7 – październik 1942r.

Pożar domu w którym mieszkał agent zmusił go do opuszczenia Mirocic. Przeniósł się najpierw do Nowej Słupi i zakwaterował w domu Władysława Dutkiewicza. Na początku października 1942 roku Wittek już na stałe wyprowadził się do Kielc. Razem z żoną i dziećmi zamieszkał przy ulicy Małej 23 (niektóre źródła podają, że była to Mała 21). 

     Ówczesny szef wywiadu ZWZ w Obwodzie Kielce, Wilhelm Sumara „Will” (występujący pod konspiracyjnym nazwiskiem Stanisław Janicki, kierował wywiadem od wiosny 1942r.) uznał, że likwidacja agenta ma status pierwszeństwa.
     Pod koniec października 1942 roku (niektóre źródła podają, że we wrześniu, ale to niemożliwe bowiem agent nie mieszkał jeszcze w Kielcach) akcję miało przeprowadzić trzech żołnierzy ZWZ. Ubrani w robociarskie ubrania weszli na klatkę schodową. Jeden z nich zapukał do drzwi mieszkania Wittka, a zapytany przez jego żonę, kto tam, odpowiedział, że jest przysłany do sprawdzenia rur wodno-kanalizacyjnych, ponieważ na parterze są przecieki. Kiedy drzwi się otworzyły trójka wykonawców próbowała dostać się do wnętrza. Zobaczyli agenta. Padły strzały, ale kobieta w ostatniej chwili zasłoniła agenta. Wittek także zaczął strzelać do zamachowców. Jeden z nich został lekko ranny w rękę, więc wycofali się z budynku.
     Wittek postawił na nogi cały podległy sobie aparat. Jeden z agentów sprowadził doktora Kalisza z relacji którego wiemy dziś, że żona agenta otrzymała dwa postrzały w ręce. Po opatrzeniu pozostała ona w domu, a zdrajca rozpoczął swoje polowanie na wykonawców zamachu.
     Aby wyjaśnić wszystkie okoliczności musimy trochę cofnąć się w czasie. Po strzelaninie w mieszkaniu Wittek nie stracił głowy. Gdy żołnierze konspiracji wybiegli z jego kamienicy zauważył, że wbiegli do budynku przy ulicy Małej 19, ale nie wyszli z niego. Naprowadziło go to ślad organizacji. W okresie wojny strych tego budynku połączony był z sąsiednimi dzięki czemu zamachowcy niepostrzeżenie przeszli nimi i znaleźli się aż na ulicy Sienkiewicza. Budynek został zapewne poddany obserwacji.

     Jak pamiętamy jeden z wykonawców został ranny. Traf chciał, że niedługo później został przypadkowo aresztowany przez Niemców, a jego rana wzbudziła ich zainteresowanie. Niestety chłopak załamał się w śledztwie. Rozpoczęły się aresztowania pozostałych wykonawców i ich współpracowników. Zygmunt Słoń „Zygmunt” po aresztowaniu trafił do obozu Auschwitz-Birkenau. Tadeusz Pietrzak „Masłowski” po aresztowaniu próbował się powiesić w celi w więzieniu kieleckim. Został przez Niemców odratowany, ale nie pożył długo. Wysłany do obozu Auschwitz-Birkenau został tam wkrótce zamordowany (inne źródła mówią, że stracił życie już w Kielcach). Aresztowana została także łączniczka wykonawców Helena Zdanowska oraz związany z grupą Wiech. Także ona trafiła do obozu Auschwitz-Birkenau. Losu trzeciego wykonawcy: Gawlikowskiego nie udało się ustalić.
     Powróćmy teraz do samego budynku w którym zniknęli wykonawcy zamachu. Nie wiemy czy to dzięki obserwacji budynku czy przez zeznania rannego wykonawcy Niemcy uchwycili kolejne nici organizacji. Otóż w budynku przy ulicy Małej 19 mieściła się piekarnia, a jej właściciel, Gawlikowski (nie uczestnik zamachu), umożliwił w jednym z zakamarku strychu zorganizować tajną „kancelarię” szefowi wywiadu Obwodu Kielce. W wyniku rozpracowania Wittek osobiście aresztował kierującego wywiadem „Willa”, który zginął w obozie koncentracyjnym. Aresztowany został także właściciel piekarni. Także on został zamordowany w Niemieckim obozie koncentracyjnym. Tak więc kolejna próba zamachu nie dość, że nie zakończyła się sukcesem to jeszcze doprowadziła do kolejnych aresztowań.

PRÓBA 8 – listopad 1942r.

Aresztowania przeprowadzone przez Niemców w Kielcach pod koniec 1942r. sparaliżowały działalność ZWZ. Kierownictwo Obwodu Kielce zdawało sobie sprawę, że za aresztowaniami w szeregach organizacji stoi aparat kierowany przez Wittka. Potrzebą chwili stała się jego likwidacja. 

     Rozkaz zorganizowania kolejnego zamachu otrzymał ponownie Jan Kosiński „Jacek” Komendant Podobwodu Bodzentyn ZWZ. Wykonanie zadania zlecił on Henrykowi Pawelcowi „Jędrek”, który na terenie podobwodu był dowódcą sekcji dywersyjnej. W historii Polskiego Państwa Podziemnego bardziej znany jest jednak pod pseudonimem „Andrzej”.
Pawelec pojawił się w Kielcach w listopadzie 1942 roku. W jeden z kawiarni przy ulicy Sienkiewicza doszło do spotkania w którym uczestniczyli: „Jędrek”, „Jacek”, Komendant Miasta (chodzi o Komendanta Podobwodu Kielce) oraz por. Roman Zarębski „Zaw” (wtedy prawdopodobnie zastępca szefa wywiadu Obwodu Kielce). Omówiono z wykonawcą szczegóły zamachu, który miał być wykonany… sztyletem. „Jędrek” otrzymał informacje gdzie mieszka Wittek oraz którymi ulicami się porusza. Sposób wykonania zamachu pozostawiono wykonawcy.

     Przez kilka dni „Jędrek” krążył po kieleckich ulicach w oczekiwaniu na sprzyjające okoliczności. Kilka raz był w okolicy przechodzącego Wittka, ale ten zawsze był w towarzystwie gestapowców lub konfidentów. W takich okolicznościach akcja nie miała szans powodzenia. W tym czasie (30 listopada 1942r.) miała miejsce ucieczka więźniów z więzienia przy ulicy Zamkowej w Kielcach. Niemcy szaleli, a w tych okolicznościach dalsze oczekiwanie na sprzyjające okoliczności było ryzykowne. „Jędrek” został odwołany na swój macierzysty teren.

PRÓBA 9 – 13 marzec 1943r.

Dowództwo Obwodu Kielce AK do sprawy likwidacji Wittka powróciło w marcu 1943 roku. Wykonanie wyroku ponownie powierzono Henrykowi Pawelcowi „Jędrek”. 

     Punktem oczekiwania dla „Jędrka” był Zakład Fotograficzny Stefanii Bonikowskiej (członek ZWZ-AK), mieszczący się przy zbiegu ul. Dużej i Placu Panny Marii. Ludzie z dywersyjnej grupy kieleckiej otrzymali obserwacji agenta i poinformowania „Jędrka” o pojawieniu się Wittka na ulicy.
     Nastał dzień 13 marca 1943 roku jeden z wywiadowców przynosi wiadomość, że agent wyszedł z domu. Zaczęło się. Oddajmy głos wykonawcy akcji: „… Szedłem Dużą przez Plac Panny Marii do rogu ulicy Małej. Zza rogu zobaczyłem Wittka, stał odwrócony plecami. Przyspieszyłem. Zbliżyłem się na odległość kilku metrów i wyciągnąłem rewolwer. Zobaczyłem przerażenie w oczach tych którzy z nim stali. W tym momencie Wittek odwrócił się i zakrył twarz rękoma. Nacisnąłem spust, słychać było uderzenie iglicy i… niewypał. Zdążyłem wprowadzić drugi nabój i znowu niewypał. Minęły dwie, może trzy sekundy. Za długo! Nie zastanawiając się, rzuciłem się do ucieczki – Kapitulną w kierunku Sienkiewicza. Wittek oprzytomniał i zaczął mnie gonić strzelając z pistoletu. Wokół mnie bzykały kule. Dostałem rykoszetem w okolicę lewego oka. Druga kula drasnęła mnie po żebrach. Dobiegłem do ulicy Sienkiewicza. Krew zalała mi twarz. To już koniec…"
     Ostatecznie „Jędrkowi” udaje się wydostać z Kielc, a Wittek ponownie miał szczęście, ale dlaczego… Tak wyjaśnił to kolega Pawelca z oddziału partyzanckiego Bolesław Boczarski „Jurand”: „…Nazajutrz po akcji, gdy spotkaliśmy się z „Jędrkiem” i gdy opowiadał nam o swych wrażeniach i przebiegu akcji, zarzucaliśmy mu, że na skutek zdenerwowania nie wprowadził pierwszego naboju do lufy. Wówczas pokazał nam ten nabój – istotnie: niewypał. Udaliśmy się niezwłocznie do lasu na Bukową Górę, gdzie próbowaliśmy pozostałe naboje. Jeszcze trzy nie odpaliły. Były to naboje produkowane wówczas w Fabryce Amunicji w Skarżysku i posiadały spłonki nie napełnione masą zapalną – zapewne wynik sabotażu tamtejszych robotników…”.

PRÓBA 10 – 6 lipiec 1943r.

Dotychczasowe próby wykonania wyroku nie przyniosły efektu. Dokończenie zadania przejął więc Marian Sołtysiak „Barabasz” szef Kierownictwa Dywersji AK w Obwodzie Kielce, a jednocześnie dowódca oddziału partyzanckiego. Wykonanie zadania „Barabasz” powierzył grupie pod dowództwem Stefana Fąfary „Dan”. 

     2 lipca 1943 r. sekcja „Dana”, w skład której weszli: Henryk Giżycki „Heniek”, Sławomir Warens „Sławek”, Bronisław Sitarski „Tadek” i Stanisław Łubek  „Orlicz”, pod dowództwem samego „Dana” udała się do Kielc celem doprowadzenia do końca akcji likwidacyjnej na Wittka. Po przybyciu do miasta od kontrwywiadu AK otrzymano informacje, że Niemcy zostali uprzedzeni o wejściu do miasta, grupy partyzantów. Stąd też dało się zauważyć ich wzmożoną czujność, gęste patrole uliczne, legitymowanie osób podejrzanych itp. Trzeba było na zakonspirowanej melinie odczekać kilka dni. Wykorzystano je na dalsze zaznajomienie się z planem miasta oraz obserwację trasy, którą codziennie Wittek przechodził do pracy w gestapo. Stwierdzono też, że Witek chodzi pod ochroną kilku cywilnych gestapowców, że jest bardzo czujny i uważny. W dniu 5 lipca wieczorem „Dan” przeprowadził ostatnią odprawę swych chłopców, decydując się na dokonanie zamachu w następnym dniu tj. 6 lipca w godzinach rannych. Zamach postanowiono przeprowadzić w pobliżu gmachu gestapo przy ul. Seminaryjskiej. 

      6 lipca był dniem targowym. Grupa nocująca w mieszkaniu ojca „Leszka” przy ulicy Bodzentyńskiej 4 wyszła na akcję około godziny 9. Zajęto ustalone wcześniej stanowiska. Czterdzieści pięć minut później (inne źródła podają, że było to około 10.30) zauważono Wittka w towarzystwie małej dziewczynki (służącej), przechodzącego ulicą Seminaryjską.  „Orlicz” udający handlarza ubezpieczał od strony ówczesnego placu Wolności. Usadowił się w tym celu na jednej z przygodnych chłopskich furmanek. „Dan” – dowódca akcji ulokował się przy jednej z bram, natomiast „Heniek” i „Tadek” nieco dalej na ulicy Seminaryjskiej. Natomiast „Sławek” zajął miejsce na rogu ulic Wesołej i Bandurskiego celem ewentualnego ubezpieczenia kolegów po wykonaniu zadania. „Dan”, który pierwszy zauważył przechodzącego Wittka, ubrany był w elegancki garnitur i tyrolski kapelusz – przypominał swym wyglądem młodego Niemca zażywającego spaceru. Dał on natychmiast znak ręką czatującym dalej „Heńkowi” i „Tadkowi”. Ci dwaj przegapili jednak przejście Wittka i w tej sytuacji „Dan” zmuszony był dojść do nich, wskazując im śpiesznie idącego w kierunku ulicy Wesołej wprost na stanowisko „Sławka”. Trzeba było agenta dopędzić. „Tadek” bez zastanowienia się co robi, wydobył spod płaszcza swojego stena i wraz z „Heńkiem” biegiem podążył za Wittkiem. Przebiegając obok koszar, mieszczących się w dawnym Gimnazjum im. Królowej Jadwigi , wprawili w osłupienie stojącego tam wartownika niemieckiego, lecz na to ten specjalnie nie zareagował. Wziął ich prawdopodobnie za gestapowców w cywilu. Do zdrajcy dopadli na rogu ulicy Wesołej i Bandurskiego, tuż przy stanowisku „Sławka”. „Tadek” z odległości kilku kroków otworzył ze stena ciągły ogień. Wittek jak długi zwalił się na ziemię. Idąc z nim mała dziewczynka wystraszona odskoczyła na bok. „Tadek” z „Heńkiem” dopadli do leżącego, strzelając w tułów i w nogi. Rozlega się strzelanina ze wszystkich stron.                   To strzelają ubezpieczający Wittka gestapowcy, których z kolei związał ogniem „Sławek” i „Dan”. „Orlicz” jest w zasadzie bezczynny, dochodziły do niego tylko odgłosy walki. Nastąpił alarm kwaterujących w dawnym seminarium biskupim Niemców. Strzelają oni teraz z okien i bramy. „Tadek” odskoczył w ulicę Prostą łącząc się z „Danem”, natomiast „Heniek” i „Sławek” ostrzeliwując się wycofują się ulicą Ogrodową w kierunku ulicy Chęcińskiej. Na ulicy tej spotkali przypadkowo stojący tam ciężarowy samochód. Skorzystali z tej okazji. „Sławek” wdrapał się na budę. Przy pomocy tego samochodu udało im się odskoczyć kilkaset metrów, gdzie wyskoczyli zacierając za sobą ślady. „Orlicz” bez większych trudności, stwierdziwszy zacichanie strzelaniny i brak w jego pobliżu akcji Niemców, spokojnie wycofał się na własną rękę,. Wszyscy zaszokowani udaną akcją oraz przewidywaniem kontrakcji ze strony Niemców, za wyjątkiem „Orlicza”, nie skorzystali z punktu zbornego, wyznaczonego w mieście, lecz wydostali się za miasto w różnym czasie docierając do obozu. Najwięcej obaw o los kolegów przeżył właśnie „Orlicz”, oczekujący ich na punkcie zbornym. Sądząc, że wszyscy padli, przyszedł do obozu. Radości nie było końca, ale zmąciła ją wiadomość, że agent który otrzymał 14 kul… przeżył.

     Narosło wiele legend jak to możliwe. Jedna z nich mówiła, że Wittek nosił kuloodporną kamizelkę. Niezależne od legend faktem jest, że wszystkie kule ugodziły agenta w nogi. Do ratowania agenta został wezwany przez gestapo doktor Kalisz. Stan Wittka po zamachu był bardzo ciężki, ale po operacji udało mu się dojść do zdrowia. Przebywał wprawdzie w szpitalu trzy miesiące, ale zapewne kiedy poczuł się lepiej także stamtąd kierował działaniami zbrodniczej siatki.

PRÓBA 11 – 20 kwiecień 1944r.

Po wyjściu ze szpitala agent nie wrócił do swojego mieszkania przy ulicy Małej, ale został umieszczeniu w budynku gestapo, gdzie miał pokój przydzielony na jego tymczasowe lokum. Wywiad AK wiedział o tym od doktora Kalisza, który przychodził tam zmieniać opatrunki.

     W późniejszym czasie Wittek zamieszkał w budynku przy ulicy Focha 17, prawie na rogu dzisiejszych ulic Paderewskiego i Złotej. Zaletą nowej lokalizacji była bliskość „miejsca pracy” Wittka w gestapo na rogu Paderewskiego i Solnej.
Agent przechodził tylko przez jezdnię, a ta część miasta była swoistą niemiecką dzielnicą i przez cały czas kręciło się tam wielu żołnierzy. Zdrajca miał zapewne względne poczucie bezpieczeństwa. Początkowo poruszał się o kulach. Później wystarczyła mu tylko laska. W innych częściach miasta pojawiał się bardzo rzadko, dlatego wykonanie wyroku stało się bardzo trudne.
     Wobec braku efektów dotychczasowych prób wykonania wyroku dowództwo Obwodu AK Kielce wydaje rozkaz aby kolejna została przeprowadzona przez dowódcę oddziału partyzanckiego Zbigniewa Kruszelnickiego „Wilka”.

     W decyzji o miejscu wykonania zamachu pomogły ustalenia wywiadu AK: na koniec każdego tygodnia, około godziny 21-ej, do budynku na rogu ulic Źródłowej i Mazurskiej (dom Habów, ale nie wiemy kto był właścicielem w tamtym czasie) przyjeżdżają gestapowcy, a wśród nich Wittek.
     „Wilk” podjął decyzję, że akcję przeprowadzi sam w dniu 20 kwietnia 1944 roku. W towarzystwie Bronisławy Jóźwik „Bronka” przeszedł przez miasto, aż w okolicy ulicy Krynicznej (dziś to ulica Winnicka) w zaroślach przebrał się w niemiecki mundur , który dotychczas niosła łączniczka. To był właśnie pomysł „Wilka”, który podczas wielu akcji zakładał mundur niemieckiego kapitana, dzięki czemu dezorientował okupantów. 
     Kiedy „Wilk” przebrał się łączniczka odeszła z jego cywilnym ubraniem. Po zajęciu miejsca w ukryciu minuty wlekły się niesamowicie. Dopiero około 22 przed budynek podjechało auto z agentem. „Wilk” przebiegł przez jezdnię. Padły strzały. Z głowy Wittka zleciał kapelusz, a on sam upadł na ziemię. Padł także towarzyszący mu oficer.

     Kruszelnicki odszedł ulicą Św. Stanisława Kostki do mieszkania Reny Gorgosz „Maja” gdzie postanowił się schronić. Na drugi dzień opuścił kryjówkę i szczęśliwie dotarł do konspiracyjnej meliny. Tam od " Bronki " dowiedział się, że prawdy… Towarzyszący Wittkowi oficer jest ciężko ranny, ale sam agent nie ma nawet jednego zadraśnięcia, a jedynie… przestrzelony kapelusz. Jak to możliwe? Prawdopodobnie gdy agent zobaczył nadbiegającego do niego oficera („Wilka”) zorientował się, że jest to kolejny zamach. Wittek stał wysoko w niemieckiej hierarchii i zapewne znał, choćby z widzenia, wszystkich oficerów. Widząc obcego wiedział co to oznacza. W chwili kiedy padały pierwsze strzały agent sam upadał już na ziemię, stąd przestrzelony kapelusz. Zabrakło kilkanaście centymetrów lub kilka sekund. Wittek po raz kolejny wyszedł cało.

PRÓBA 12 – 2 czerwca 1944r.

W maju 1944 roku wywiad AK ustalił, że Wittek chce 17 czerwca wynieść się z Kielc do Hiszpanii, aby ostatecznie uniknąć zemsty podziemia za swoje zdrady i zbrodnie. Dowództwo AK przyspieszyło przygotowania do kolejnego zamachu.

     Dnia 1 czerwca 1944 r. por. Roman Zarębski „Zaw”, szef wywiadu Obwodu Kielce,wezwał na odprawę przy ul. Bodzentyńskiej 11, czterech żołnierzy kieleckiego Kedywu. Byli to: Kazimierz Chmieliński „Janosik”, Zychowicz Józef „Zdzich”, Jan Karaś „Karol” i Zygmunt Firley „Kajtek” (prawdziwe nazwisko Dudek). Ustalono plan kolejnego zamachu na agenta.
     Następnego dnia, 2 czerwca 1944 roku, żołnierze AK uzbrojeni w pistolety i granaty spotkali się w stolarni Jana Kulika ps.”Dziadek” przy ul. Piotrkowskiej 37 by stąd po krótkiej naradzie udać się na akcję. Zgodnie z planem miała ona zostać przeprowadzona w „niemieckiej dzielnicy”. Na miejsce oczekiwania wybrano narożny budynek przy ul. Focha 15 (dziś Paderewskiego) róg z ul. Złotą, a dokładnie mieszkanie pani Dobskiej, która nie wiedząc o niczym musiała razem z dzieckiem zostać w domu. Niestety Wittek, który wyszedł ze swojego domu w towarzystwie Daszkiewicza (jego pomocnik, także agent, który wykurował się już po wcześniejszym zamachu na niego) nie poszedł do budynku Gestapo na rogu dzisiejszej Paderewskiego i Solnej, ale poszedł tą ostatnią ulicą w kierunku niemieckich garaży. Niedługo potem obaj wyjechali czarnym osobowym wozem.
     Zmiana przejścia agentów sprawiła, że wykonawcy, w dzielnicy naszpikowanej niemieckimi urzędami i mieszkaniami, nie byli w stanie wykonać zadania. Ostatecznie wycofali się z zajmowanego pomieszczenia. Byli tym bardziej wściekli, że prawie na odległość strzału mieli nie jednego, a dwóch niebezpiecznych agentów.

PRÓBA 13 – 15 czerwca 1944r.

Termin kolejnej akcji wyznaczono na dzień 15 czerwca 1944r. i nadano jej kryptonim „Hiszpania”. Wzmocniono grupę żołnierzami z oddziału partyzanckiego, a dowódcą akcji mianowano cichociemnego. 

     W dniu zamachu tuż przed 6.00 rano czterej partyzanci pojawili się na ulicy Klonowej 3 w domu Władysława Chyba. Tu czekali na łącznika. O 7.30 łącznik zaprowadził ich na ulicę Piotrkowską do stolarni Jana Kulika, gdzie mieli do nich dołączyć żołnierze z kieleckiej sekcji likwidacyjnej" Karol ", " Kajtek " i " Janosik ". Obecny był tylko „Karol” więc grupa w tym składzie udała się na miejsce akcji.
     Przed godziną 8 rano żołnierze dotarli na miejsce. Do upatrzonego mieszkania (ten sam lokal co przy poprzedniej akcji) weszli dowodzący akcją ppor. Kazimierz Smolak „Nurek” – cichociemny, Roman Kasperowicz „Szarada” oraz Jan Karaś „Karol” z kieleckiej grupy likwidacyjnej. Niedługo potem na miejsce koncentracji dotarł także Zygmunt Firlej „Kajtek”, także członek kieleckiej grupy likwidacyjnej. Spóźnił się, bo po prostu zaspał. Życie.

     Dwaj kolejni: Janusz Likowski „Milcz” oraz Józef Skorzecki „Bąk” zatrzymali się na ulicy Solnej, przy mostku nad Silnicą. Uzbrojeni w broń krótką mieli osłaniać główną grupę wyknawców.
     Tak, więc o godzinie 8 wszyscy członkowie akcji byli na swoich miejscach. I rozpoczęli żmudne oczekiwanie na pojawienie się agenta. Po latach tak wspominał „Milcz”: „ Pomysł doprawdy szaleńczy. Pod oknami spacerują uzbrojeni Niemcy, a Wittek nie wyłazi ze swej bramy. Jacyś Niemcy przeszli ulicą. Przejechały dwie budy żandarmów z okolicy, bo wozy zabłocone gruntownie, rozproszyli się po budynkach – chyba tu kwaterowali. Przez chwilę pustka. Ludzi cywilnych nie ma na lekarstwo, każdy obchodzi tę ulicę naokoło. Okropne takie czekanie. Wloką się minuty jak całe dnie. Wpatrują się wszyscy w punkt, gdzie ma się ukazać człowiek, dla którego przeznaczone są nasze kule”. O godzinie 10 „Karol” krzyknął jest.”

     Zaczęło się. Wittek wyszedł w towarzystwie innego mężczyzny. Idą powoli prowadząc ożywioną rozmowę. Agent o lasce . Zamachowcy wybiegli z zajmowanego przez siebie lokalu. Pierwszy wyskoczył „Kajtek”. Zanim dobiegł do agenta, jego żona krzyczała z balkonu, aby go ostrzec. Nie pomogło. Wittek sięga do płaszcza po broń, ale w tym czasie „Kajtek” serią z pistoletu maszynowego strzela do niego. Agent kręcąc się jak spirala pada na ziemię. Podbiega „Nurek” i z bliskiej odległości strzela do leżącego w kałuży krwi zdrajcy. Musi być pewny, że ten już nigdy nie wstanie. W tym czasie „Kajtek” strzela za mężczyzną towarzyszącym Wittkowi, ale ten ucieka. „Szarada” ostrzeliwuje budynek Gestapo. „Karol” obserwując sytuację krzyczy do wszystkich: Uciekajcie.
     Przeskakują na ulicę Solną. I dopiero wtedy Niemcy, którzy po pierwszych strzałach ukryli się za samochodami, podejmują walkę za uciekającymi zamachowcami. Ci są już na ulicy Solnej. Pierwszy pada ranny w nogę „Nurek”. Przebiegający obok niego „Karol” woła do „Kajtka” – dobij go. Taka była bowiem umowa, że rannych należy dobić, aby żywi nie dostali się w ręce Niemców. Kiedy „Kajtek” chciał to zrobić „Nurek” wykrztusił – nie dobijaj. „Kajtek” chwycił go na plecy i zaczął się z nim wycofywać. Do walki dołączyli stanowiący ubezpieczenie „Milcz” i „Bąk”. Jako ostatni wycofuje się „Szarada” i kiedy wszyscy są już w pewnym oddaleniu pada ranny. Strzela jeszcze przez chwilę, ale kolejne Niemieckie pociski są celne. Gdy Niemcy do niego doszli starszy strzelec „Szarada” – pochodzący zresztą z Warszawy, już nie żył.
     „Kajtek” po zostawieniu Nurka w zaroślach nad Silnicą, przedarł się aż w okolice ulicy Chęcińskiej, a po południu dotarł do rodzinnego Białogonu. „Karol”, „ Milcz”, i „Bączek” uciekają w kierunku ulicy Spacerowej. Tam czeka ich jeszcze przypadkowa potyczka z Niemcami, którzy nadjechali samochodem. Wszyscy Niemcy giną. Zamachowcy zmieniają kierunek ucieczki i uciekają w kierunku ulicy Zacisze. Szczęśliwie docierają do Białogona. Podczas tej ucieczki odłączył się ranny w nogę „Milcz”. Ukrył się w jakiś zabudowaniach, jak się potem okazało niedaleko ukrywał się „Kajtek”. Na drugi dzień organizacja przerzuciła go do obozowiska oddziału partyzanckiego. Rana okazała się groźna. Sprowadzony z Kielc doktor Latało orzekł, że nogę trzeba amputować, widząc łzy w oczach kolegów „Milcz” powiedział cicho „Nie martwcie się chłopaki. Będziecie mnie chować na raty. Dalej doktorze, pierwsza rata do piachu”.

Ewakuacja „Nurka”

Przejdźmy teraz do ostatniego i zarazem najbardziej tragicznego epizodu w tej dramatycznej akcji. Aż trudno uwierzyć, że niezauważony przez Niemców ranny „Nurek" przeleżał kilkanaście godzin ukryty w parkowych zaroślach i to zaledwie 100 metrów od miejsca zamachu. 

     Z niecierpliwością oczekiwał na jakąkolwiek pomoc, która wciąż nie nadchodziła. Miał nadzieję, że „Kajtek", który osobiście go ukrył, zorganizuje jakąś akcję ratunkową. Z pewnością długo jeszcze czekałby, gdyby nie przechodzący obok jakiś młody mężczyzna w kolejarskim mundurze." Nurek " postanowił zaryzykować i poprosić go o pomoc. Zresztą nie miał już innego wyjścia, gdyż z rany postrzałowej nogi wypłynęło sporo krwi i pomimo, że zrobił sobie prowizoryczny opatrunek, to z każdą chwilą stawał się on coraz słabszy. Męczyła go nie tylko wysoka gorączka, ale także odczuwał potworne pragnienie, które w żaden sposób nie mógł ugasić. Okazało się, że przypadkowo napotkany mężczyzna, Marian Tarka, był przychylnie nastawiony do żołnierzy polskiego podziemia. Postanowił więc rannemu partyzantowi pomóc. " Nurek " poprosił go o powiadomienie Jana Kity ps. „Batory" (żołnierz AK wywodzący się z Kadry Polski Niepodległej) o tym gdzie jest i w jakim stanie zdrowotnym się znajduje.
     Istnieje kilka wersji o sposobie i miejscu dostarczenia owych informacji przez młodego kolejarza. Najbardziej prawdopodobna pochodzi od pisemnej relacji żony „Batorego" i zarazem łączniczki AK Stanisławy Kity ps. „Szarotka”. Pisze ona w swoich wspomnieniach, że 15 czerwca późnym wieczorem do drzwi jej mieszkania przy ul. Ogrodowej zapukał jakiś nieznany mężczyzna. Powiedział, że zaprowadzi ją do parku i wskaże miejsce, gdzie przebywa ranny żołnierz AK. „Szarotka" natychmiast udała się w towarzystwie nieznajomego mężczyzny do wskazanego przez niego miejsca. Gdy tam dotarła ujrzała leżącego w kałuży krwi rannego kolegę. Na jej widok „Nurek" ożywił się, a na jego twarzy pojawił się uśmiech, a także radość z wykonanej akcji: „Wiesz, osobiście rozwaliłem draniowi łeb, teraz to już na pewno nie żyje", a po chwili dodał: „Jestem ranny i cholernie chce mi się pić, błagam pomóż mi ".

     „Szarotka" poleciła mu aby poczekał, a sama pobiegła do swojego mieszkania i wzięła jakiś pojemnik z wodą. W drodze powrotnej wstąpiła jeszcze do swojego sąsiada lekarza Mirosława Korduby, który też współpracował z kielecką AK i wzięła od niego środki opatrunkowe. Tak zaopatrzona powróciła do „Nurka” i zajęła się nim, a następnie wróciła ponownie do swojego domu, aby wraz ze swoja siostrą omówić dalszy plan działania. Gdy obie kobiety szykowały się już do wyjścia w mieszkaniu pojawił się Zygmunt Gajda „Krzemień”, szef kieleckiego Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS) Narodowych Sił Zbrojnych. Po wysłuchaniu wyjaśnień „Krzemień" zobowiązał się, że wraz ze swoimi ludźmi zorganizuje akcję wywiezienia „Nurka" z parku. Natychmiast wyszedł z mieszkania, a dwie odważne kobiety według wcześniejszych ustaleń wróciły do swojego rannego kolegi. Długo nie musiały przy nim czekać. Wkrótce do parku przyjechała dorożka wraz z dwoma żołnierzami „Krzemienia" i tym środkiem transportu przewieźli „Nurka" do małego drewnianego domku przy ul. Szydłowskiej 10 (obecnie Targowa 12). Był to dom Witkowicza i jednocześnie melina patrolu. Tam czekali na nich Władysław Bochniewski „Artur” (zastępca szefa wywiadu w Obwodzie Kielce), „Krzemień” oraz dwaj kolejni żołnierze.
     Wszyscy byli przekonani, że miejsce jest bezpieczne. „Artur” i „Krzemień" wyszli zostawiając „Nurka" pod opieką czterech żołnierzy NSZ. Byli to: Jan Matyjak „Ares”, Władysław Malinowski „Biały”, Józef Mójecki „Sikorka” i Kazimierz Dziewiór „Skazaniec".

     Niestety pech chciał ,że moment zabierania rannego z parku zauważył jakiś członek niemieckiej organizacji zbrojnej Hitlerjugend. Zapisał on numer rejestracyjny dorożki i powiadomił odpowiednie władze niemieckie. Gdy po skończonej akcji dorożkarz wracał do swojego domu, został zatrzymany przez żandarmów. Po jego aresztowaniu i torturach w obawie o swoje życie wyjawił swoim oprawcom dokąd zawiózł rannego partyzanta. Bardzo szybko przed drewniany domek na ul. Szydłowskiej 10 nadjechały cztery ciężarówki pełne uzbrojonych żandarmów i dwa samochody osobowe z gestapowcami. Natychmiast zablokowali wszystkie ulice. Zauważył to stojący na ubezpieczeniu „Skazaniec”. Strzelił kilka razy, ale sam ostrzelany i ranny salwował się ucieczką. Pozostali podjęli nierówną walkę i polegli.
     Tak, więc w akcji zginęło 2 biorących w niej udział żołnierzy AK: „Nurek” Kazimierz Smolak oraz Roman Kasperowicz „Szarada”. Już po akcji zginęło trzech kolejnych (żołnierze NSZ): Jan Matyjak „Ares”, Władysław Malinowski „Biały” i Józef Mójecki „Sikorka”. Po stronie niemieckiej w całodziennych walkach w różnych częściach miasta zginęło 10 Niemców, a kolejnych 9 zostało rannych.

Szkolenie

Ze względu na napływ do organizacji ludzi nieprzeszkolonych wojskowo oraz brak kadry referat III Komendy Obwodu organizował ich szkolenie. Niestety na temat działalności referatu wiemy niewiele.

     Prawdopodobnie pierwszy kurs szkolenia podchorążych został zorganizowany w Kielcach. Trwał od 15 stycznia do 15 października 1943r. Komendantem kursu był kpt. Władysław Bajdor „Roland Nieufny”. Zastępcą komendanta i jednocześnie szefem szkolenia był kpt. Eugeniusz Siwocha „Piotr”. Wykładowcami byli: mjr Bronisław Jankowski „Młot” (pod pseudonimem „Bryła” Komendant Okręgu Kielce NOW, a później szef sztabu NSZ ), kpt. Wincenty Ordyczyński „Kalos”, por. Antoni Rodak „Góra” oraz por. Król „Roch”.
     Kurs rozpoczęło 38 elewów z których dwóch zginęło podczas szkolenia. Kompania szkoleniowa dzieliła się na dwa plutony którymi dowodzili: Zdzisław Jędrzejkiewicz i Aleksander Niedzielski „Wiktor”. Oprócz przeszkolenia teoretycznego na kursie odbywało się także szkolenie o dostępnych rodzajach uzbrojenia oraz swoista „praktyka” w oddziałach partyzanckich.

     W późniejszym czasie szkolenie przeniesiono na szczebel podobwodów i jest opisane w części ich dotyczących.

Zrzuty lotnicze

Jedną z najbardziej pilnie strzeżonych tajemnic organizacji były zrzuty lotnicze. Osoby zaangażowane w organizację ich prawidłowego przyjęcia składały nawet specjalną przysięgę. W obwodzie zdarzył się jednak przypadek jej złamania przez dwóch żołnierzy.

Organizacja samych przerzutów lotniczych w Okręgu Kielce została dokładnie opisana w osobnej części

     W tej części zajmiemy się jedynie dokładnym opisem zrzutów przeprowadzonych na terenie Obwodu Kielce. Ich organizacją zajmował się  referat przerzutów powietrznych którego kierownikiem był  NN „Józef”. Niestety nic nie wiemy o innych żołnierzach referatu.

26/27 styczeń 1943r.

Placówka odbiorcza „Żubr” (kryptonim obowiązujący przed reorganizacją w połowie 1943r., później kryptonim „Morwa”) zlokalizowana była 14 km na północny zachód od Kielc, na terenie Placówki Piekoszów.  Nie wiemy kto był oficerem zrzutowym, ale można przyjąć, że był to NN „Józef” kierownik referatu Przerzutów Powietrznych Komendy Obwodu Kielce. Do zabezpieczenia zrzutu wyznaczono specjalną sekcję lotniczą. Została ona powołana z żołnierzy Placówki Piekoszów, ale podlegała bezpośrednio Komendantowi Podobwodu Piekoszów. 

W jej skład wchodzili:
Plutonowy Nowak Józef „Kruk”,
Plutonowy Łowicki Władysław „Jałowiec”,
Kapral Białacki Józef „Iwan”,
Kapral Malaga Józef „Zrąb”,
St. strzelec Kędziora Józef „Zawieja”,
St. strzelec Kopeć Piotr „Tur”
Strzelec Nowak Jan „Polny”,
Strzelec Kręcikij Jan „Świeca”,
Strzelec Zygała Ireneusz „Ryś”,
Zygała Marian.

     Samolot Halifax nadleciał zgodnie z planem. Jego dowódcą był por. Radomir Walczak. Samolot wystartował z lotniska Tempsford. W operacji lotniczej „Gauge” leciała XIX ekipa spadochronowa. Zrzucono 4 soczków: kpt. Florian Edmund Adrian „Liberator”, kpt. Wacław Jan Pijanowski „Dym”, ppor. Stanisław Sołtys „Sowa”, kpt. Michał Tajchman „Mikita”. Nie wyrzucono zasobników bo zawiódł wyrzutnik.
     Jeszcze tej samej nocy Józef Malaga „Zrąb” i Piotr Kopeć „Tur” eskortowali cichociemnych do konspiracyjnych kwater w Kielcach.

13/14 marzec 1943r.

Placówka „Olcha” (kryptonim obowiązujący przed reorganizacją w połowie 1943r.) 9 km na południowy wschód od Kielc, Obwód Kielce. Placówka zrzutowa była zlokalizowana na otoczonym z trzech stron polu pomiędzy wioskami Niestachów i Kranów (koło gajówki „Mazur”).

     Oficerem odpowiedzialnym za przyjęcie zrzutu był pchor. Tadeusz Petrykowski „Jordan” (ówczesny Komendant Podobwodu Dyminy na którego terenie miał on miejsce). Nasłuch radiowy był prowadzony koło Bukówki pod Kielcami. Do przyjęcia zrzutu wytypowanych zostało 32 żołnierzy z plutonu 147 Placówki Daleszyce. Całością zmobilizowanych żołnierzy dowodził kapral Henryk Kozuba „Boleski” (zastępca dowódcy plutonu 147).
Żołnierze z chwilą mobilizacji zostali podzieleni na kilka grup, tak że obsada przedstawiała się następująco:
Oficer zrzutowy: pchor. Tadeusz Petrykowski „Jordan”,
Oddział sygnalizacyjny ze stacją nadawczo odbiorczą pod dowództwem kpr. Juliana Żebrowskiego „Karaś”,
Oddział przejmujący skoczków - dowódca kapral Henryk Kozub „Boleski”,
Oddział załadunkowy – dowódca kapral Michał Szumski „Zacny”,
Oddział zabezpieczający – dowódca kapral Józef Paciorka „Miś”,
Dalekim zabezpieczeniem placówki zrzutowej zajęła się sekcja dywersyjna z Podobwodu Bodzentyn pod dowództwem Henryka Pawelca „Andrzej” (nie znajduje to potwierdzenia we wszystkich materiałach, ale opis przekazany przez Bolesława Boczarskiego „Jurand” jest zgodny z okolicznościami zrzutu).

     Nad placówkę zrzutową nadleciał samolot Halifax którym dowodził por. Karol Gębik. W operacji lotniczej „Tile” lecieli żołnierze z XXIV ekipy spadochronowej. Przyjęto 4 skoczków: por. Oskar Farenholc „Sum”, por. Janusz Prądzyński „Trzy”, ppor. Jan Rostworowski „Mat”, ppor. Edwin Scheller-Czarny „Fordon”. Podczas zrzutu obowiązywały następujące hasła: ekipa odbioru zrzutu „Wicek”, skoczkowie odzew „Staszek”. Cichociemni posiadali specjalne pasy z walutą. Po zrzucie zostały one razem ze skoczkami przewiezione do Kielc.
     Poza skoczkami przyjęto paczek zawierających: 2 km, 18 pm, 25 pistoletów, 24 granaty ręczne i 50 kg plastiku. Sprzęt załadowano na dwa wozy i przewieziono do Kranowa. Podczas transportu jedna paczka spadła w lesie z wozu i rozsypała się. Ochrona transportu (partyzanci „Barabasza” i kilku ludzi z plutonu 147) zabierają rozsypaną broń. Uzbrojenie oddziału „Barabasza” powiększyło się odtąd o siedem Coltów oraz dwa pistolety maszynowe Sten.

     Ostatecznie sprzęt zrzutowy umieszczono w trzech schronach znajdujących się w zabudowaniach: Henryka Kozuba „Boleski”, Jana i Jadwigi Piotrowskich i Franciszka Kamińskiego „Żelbeton”. Po pewnym czasie wywiad AK przechwycił na poczcie w Daleszycach anonim informujący Niemców, że „Boleski” przechowuje broń. Wobec zagrożenia cztery paczki przewieziono na teren Placówki Dyminy, a pozostałe do schronu w Cisowie (Placówka Daleszyce).

     Skład żołnierzy z plutonu 147 biorących udział w przyjęciu zrzutu:
Kozub Henryk „Boleski” – zastępca dowódcy plutonu,
Drużyna I (wieś Kranów)
Zebrzowski Julian „Karaś” – dowódca drużyny,
Kamiński Franciszek „Żelbeton” – zastępca dowódcy,
Baran Józef,
Kaniszewski Wacław „Czuwaj”,
Kosmala Stanisław,
Kosmala Tadeusz „Kosa”,
Kraska Józef „Chewrolet”,
Kraska Mieczysław „Tulipan”,
Kraska Wacław,
Kunowska Stanisława,
Malec Ludwik „Motyl”,
Mazurczak Daniel,
Piotrowski Władysław,
Stachurska-Kraska Maria „Boleski IV”,
Wójcik Stanisław „Jeleń”,
Zebrzowski Wacław.

Drużyna II (wieś Brzechów)
Paciorek Józef „Miś” – dowódca drużyny,
Szumski Michał „Znany” – zastępca dowódcy drużyny,
Błaszczyk Jan „Ułan”,
Błaszczyk Józef „Lud”,
Błaszczyk Stanisław „Gaduła”,
Bąk Antoni „Świerk”,
Grzywa Jan „Brzoza”,
Kraj Józef „Dzielny”,
Kułaga Franciszek „Świerk”,
Kumor Wacław,
Ponikowski Edward,
Sikora Stanisław „Śliwa”,
Strząbała Antoni „Jabłko”,
Strząbała Józef „Groźny”,
Strząbała Stanisław „Pisarek”,
Strząbała Wojciech „Sosna”.

8/9 kwiecień 1944r.

Od 3 kwietnia 1944r. na terenie Placówki Daleszyce rozpoczęto oczekiwanie na zapowiadany zrzut. Miał on nastąpić na placówkę zrzutową „Mirt” koło wsi Ociesęki (w kierunku na Wólkę Pokłonną) na terenie Placówki Cisów. Oficerem zrzutowym był NN „Józef”, kierownik Referatu Przerzutów Powietrznych Komendy Obwodu Kielce, ale organizacją zabezpieczenia miał zająć się oddział partyzancki „Wybranieccy” Mariana Sołtysiaka „Barabasz” oraz chorąży Piotr Sarna „Wielki”, Komendant Placówki Daleszyce. 

     Nasłuch potwierdzający wykonanie zrzutu był prowadzony równolegle w dwóch miejscach. We własnym domu w Daleszycach nasłuch prowadziła Maria Michalczyk „Doliński”, Kierownik Placówki Wywiadowczej w Daleszycach. Po usłyszeniu po raz pierwszy odpowiedniej piosenki (jedne relacje podają, że była to „Przepióreczka”, a inne, że „Czerwony pas”) poinformowała ona o tym „Wielkiego” przez łącznika (Michał Michalczyk „Miś”). Korzystając z telefonu w nadleśnictwie przekazała także umówione hasło „drzewo kupiłam, asygnata do odebrania) do leśniczówki w Cisowie, gdzie odebrał je Franciszek Furmanek „Tęgi”. Niezależnie nasłuch prowadzony był przez Jadwigę Żarnowską „Mira” w dworku w Cisowie. To tam odebrano drugi sygnał potwierdzający star samolotu.
     Do obsługi zrzutu powołani zostali: Stanisław Kowalczyk „Arski” (dowódca plutonu 148 z Placówki Daleszyce), jego zastępca Bogdan Stachurski „Ząbek”, Skrzyniarz „Bartosz” z Niwek, Henryk Kozub „Boleski” (zastępca dowódcy plutonu 147 z Placówki Daleszyce). Obsługę zrzutu stanowiło 18 żołnierzy z plutonu 169 pod dowództwem Józefa Wójcika „Soplica” (dowódca plutonu i jednocześnie Komendant Placówki Cisów). Transport materiału zrzutowego miały zapewnić cztery furmanki parokonne z Daleszyc i osiem z Cisowa. Zamknięciem dróg dojazdowych zajął się Edward Skrobot „Wierny” zastępca dowódcy „Wybranieckich”.

     Około północy nad placówkę zrzutową nadleciał samolot Liberator którym dowodził kpt. Kazimierz Wunsche. Samolot wystartował z Brindisi. W operacji lotniczej „Weller 4” lecieli żołnierze XXXV ekipy spadochronowej. Przyjęto 4 skoczków: kpt. Bolesław Jackiewicz „Łabędź”, ppor. Edward Kiwer „Biegaj”, rtm. Stanisław Raczkowski „Bułany” i ppor. Ludwik Wiechuła „Jeleń”. Hasło rozpoznawcze obsługi zrzutowiska brzmiało „Janek”, a odzew cichociemnych „Józef”. Cichociemni przekazali oficerowi zrzutowemu pasy z pieniędzmi, a sami w obstawie partyzantów udali się do obozu „Wybranieckich”.

     Poza cichociemnymi w zrzucie przyjęto 4 km, 49 pm, 15 pistoletów, 130 granatów ręcznych, 5 granatów przeciwpancernych, 2 radiostacje, 2 odbiorniki, 2 paczki mundurowe i 109 kg plastiku. Sprzęt zapakowany był w 9 zasobnikach i 6 paczkach (cześć relacji podaje, że w trzech). Pieniądze otrzymane podczas zrzutu zostały ukryte w Widełkach. Sprzętu załadowano na furmanki, którymi dowodził Józef Wójcik „Soplica” i przewieziono do wcześniej przygotowanego magazynu w obrębie gospodarstwa Jana Fortuńskiego w Ociesękach. W przygotowanym schronie zabrakło miejsca na cały zrzutowy sprzęt i jeden z kontenerów został ukryty w ściółce na podwórzu.

     W nocy z 10 na 11 kwietnia 1944r. magazyn został okradziony. Pozostał jedynie kontener ukryty pod ściółką na podwórku. Dokonali tego ludzie z Batalionów Chłopskich, którzy nie respektowali rozkazu o połączeniu się z Armią Krajową. Pochodzili on w większości z placówek BCH: Oględów, Szydłów, Potok i Kurozwęki. Dowodził nimi Aleksander Liszaj „Tomczyk”, a jego zastępcą był Piotr Pawlina „Piotr”. Ta samowolna akcja została zorganizowana przez działaczy BCH, którzy domagali się broni dla swoich partyjnych bojówek podlegających pozostającemu w konspiracji Stronnictwu Ludowemu. Jak do tego doszło. W grupie żołnierzy z plutonu 169 z Placówki Cisów biorących udział w przyjmowaniu zrzutu znajdowali się bracia Jan Kopacz „Adek” i Mieczysław Kopacz „Chrobry” – obaj z Ociesęk. Wcześniej należeli oni do Batalionów Chłopskich, ale na terenie Placówki Cisów do podporządkowania się AK doszło już wcześniej. Niestety ci żołnierze ponad przysięgę postawili wierność partyjnym przywódcom i ujawnili ludowcom miejsce zmagazynowania broni. Po kradzieży broni ludowcy zatrzymali się w lesie mokrzańskim obok szosy z Chmielnika do Staszowa. Broń rozdzielono między placówki biorące udział w „akcji”. Większość zatrzymał jednak „Tomczyk”, który utworzył tego dnia oddział partyzancki nieuznawany nawet przez ludowców. Nie jest to tematem naszego opracowania, ale temat ten zakończymy taką informacją. 21 maja 1944r. „Tomczyk” (wtedy już oficjalnie uznany przez BCH jako dowódca oddziału partyzanckiego) został zastrzelony koło Stopnicy w nieznanych okolicznościach (prawdopodobnie przez swoich partyjnych towarzyszy walki).
     Informacja o kradzieży broni nie mogła jednak pozostać bez odpowiedzi ze strony Armii Krajowej. Na terenie placówki zjawił się Mieczysław Drewicz „Warren”, wtedy kierownik referatu III Komendy Obwodu Kielce i z polecenia Komendanta Obwodu nakazał oddziałowi Mariana Sołtysiaka „Barabasz” odzyskanie za wszelką cenę broni.

     Zapewne jeszcze 11 kwietnia Piotr Sarna „Wielki”, Komendant Placówki Daleszyce, przewiózł z grupą 14 żołnierzy ze swojej placówki ocalały kontener oraz pasy z pieniędzmi do schronu zlokalizowanego u Henryk Kozuba „Boleski” w Kranowie. Kilka dni później pieniądze odebrał Marian Sołtysiak „Barabasz”, który dostarczył je do Komendy Obwodu.

     Wykonując rozkaz przełożonych w dniach 11 – 16 kwietnia oddział „Wybranieccy” wykonał rajd w celu odzyskania skradzionej broni, który zakończył się niestety tragicznie.

9/10 czerwiec 1944r.

Placówka „Malwa” zlokalizowana była 4 km na północny zachód od Daleszyc koło wsi Kranów. W zrzucie przyjęto: 8 km, 58 pm, 2 piaty, 35 pistoletów, 254 granaty ręczne, 12 grantów przeciwpancernych, 6 radiostacji, 6 odbiorników, 12 paczek mundurowych i 155 kg plastiku. 

     Odbiorem zrzutu zajęły się  m.in. miejscowe drużyny oraz oddział partyzancki „Wilk” (oddział, którym dowodził wcześniej Zbigniew Kruszelnicki „Wilk”). Część broni „Wilki” przetransportowały w kolejnych dniach na teren Podobwodu Niewachlów.

Produkcja uzbrojenia

Mimo zdobywania broni na Niemcach oraz otrzymywaniu zrzutów lotniczych zapasy uzbrojenia zawsze były niewspółmierne do potrzeb. Problem był tym bardziej ważny, że planowano przecież wybuch powstania. Od początku okupacji rozwijano więc własną „produkcję” uzbrojenia.

Samodzielne inicjatywy

Głównym specjalistą od napraw i produkcji uzbrojenia w Okręgu Kielce był ppor./por. Wacław Różański "Żubr". Działalność konspiracyjną rozpoczął już jesienią 1939r., a organizowana przez niego samodzielna grupa już w grudniu weszła w struktury SZP. Z zawodu był inżynierem metalurgiem. Podczas okupacji pracował w kieleckiej parowozowni, gdzie pełnił funkcję jej polskiego kierownika. Z całą pewnością sprawami uzbrojenia zajął się na szerszą skalę w czerwcu 1942r. W warsztatach parowozowni zorganizował wtedy konspiracyjną rusznikarnię, gdzie dokonywano napraw broni, głównie pistoletów. Z biegiem czasu dorabiano tam także uszkodzone lub brakujące części. Spawaniem magazynków zajmował się głównie Mieczysław Mańko "Wieża". Poszczególne elementy z innych konspiracyjnych warsztatów dostarczali Jan Mańko i Janina Jesionowska "Mała". Gotowe magazynki odbierał Eugeniusz Pytel "Oset". Ojciec "Osta", Roman Pytel także urządził we własnym domu przy ulicy Poprzecznej 4 rusznikarnię. Reperował tu broń, wyrabiał magazynki oraz butelki zapalające. Bron kompletowano i składano w domu W. Różańskiego przy ulicy Częstochowskiej 6, gdzie mieścił się także magazyn. Od czerwca 1942r. do stycznia 1945r. zmontowano około 200 sztuk różnego rodzaju broni. Z biegiem czasu w konspiracyjną produkcję i naprawę uzbrojenia zaangażowanych było coraz więcej osób. Szczególnie „cenna” była grupa utworzona przez „Żubra” z pracowników (w tym nauczycieli) Szkoły Salezjańskiej przy kościele Świętego Krzyża. Na przestrzeni lat do grupy rusznikarzy należeli: Jan Rosiak, Piotr Madeksza, Leon Fabiszewski, Misiewicz, Stanisław Przybysławski, Franciszek Krasek.

     Prawdopodobnie w tym samym czasie (od lato 1942r.) rozpoczęto prace nad montowaniem pistoletów z części wykradanych przez robotników z fabryki „Hasag”, a także produkcją granatów wg technologii opracowanej przez Wacława Różańskiego "Żubra" w lokalu przy ulicy Radomskiej. W warsztacie mechanicznym Józefa Toporka mieścił się już konspiracyjny sekretariat Wydziału I Organizacyjnego Obwodu Kielce, ale mimo to (niezgodnie z zasadami konspiracji) ulokowano w nim jeszcze jedno konspiracyjne ogniwo. Józef Toporek wspólnie z braćmi Janem „Twardy” i Stefanem zajął się produkcją uzbrojenia. Niestety wśród pracowników warsztatu znalazł się konfident. Jego zdradziecka działalność doprowadziła do tragedii. W dniu 15 maja 1943r. wychodzących z warsztatu Jana i Józefa Toporków, oraz por. Stanisława Rybińskiego - szefa Wydziału Organizacyjnego aresztowało Gestapo. Prowadzono ich ulicą Radomską, przy ulicy Orlej były ruiny zbombardowanego domu, tam padło hasło - uciekamy. Ucieczka udała się Józefowi Toporkowi i Stanisławowi Rybińskiemu, pościg za Janem Toporkiem trwał do ul. Chęcińskiej, tam został ciężko ranny w brzuch od kuli szefa gestapo Büsinga. Po dwóch dniach zmarł w szpitalu więziennym.

     Produkcję uzbrojenia uruchomiono także poza Kielcami. Najbardziej znany jest przypadek produkcji pistoletów maszynowych w Suchedniowie, ale ta sprawa opisana jest w osobnej części.

     Z inicjatywy Jana Kosińskiego „Jacek”, Komendant Podobwodu Bodzentyn, w marcu 1943r. rozpoczęto montaż kbk typu „Mauser ze zdobytych części i wyprodukowanych własnym sumptem kolb. Szefem produkcji był st. sierż. Józef Piorun „Wawrzek”, a jego zastępcą Zachariasz Stobiecki „Dąb”. Do 15 września 1944r. zmontowano 65 sztuk karabinów.

     Równolegle z działalnością grupy Różańskiego na terenie Obwodu Kielce powstawały także inne inicjatywy zmierzające do produkcji uzbrojenia. W pierwszej połowie września 1942r. pracownik węzła kolejowego PKP w Kielcach, członek AK, Antoni Pęczkiewicz „Rodak” rozpoczął przygotowania do konspiracyjnej produkcji granatów. Niektóre źródła wskazują, że nastąpiło to na polecenie Komendy Okręgu, ale bardziej prawdopodobne jest, że inicjatywa wyszła z Komendy Obwodu Kielce. Pęczkiewicz nie był osobą przypadkową. Jego syn Zbigniew pracował w „Hucie Ludwików” i posiadał tam dostęp do niezbędnych urządzeń. Projekt techniczny granatu wykonał „Rodak”, a formę odlewu wykonał w „Ludwikowie” jego syn wraz z Marianem Spychajem. Próbnych odlewów dokonywano ze złomu czcionek drukarskich. Pierwsza wersja granatu miała czerep gładki – skąd potoczna nazwa „ołowianki”. Waga czerepu wahała się w granicach od 700 do 730 g. W ich produkcji brało udział kilku zaufanych pracowników z magazynów zakładu. Czerep granatu po załadowaniu materiałem kruszącym zamykano kapslem, z którego na zewnątrz wystawał lont, a wewnątrz czerepu znajdował się zapalnik (produkowano je w kieleckim „Hasagu” skąd były wykradane). Wadą tego granatu było to, że znajdujący się na zewnątrz lont ulegał łatwo zamoczeniu lub mechanicznemu uszkodzeniu podczas transportu. Bywało także, że granat nie eksplodował wcale. Działo się tak wtedy gdy odlew czerepu wykonano ze zbyt twardego stopu. Łącznie wyprodukowano około 300 sztuk „ołowianek”.

Referat uzbrojenia

Uruchomienie produkcji granatów nie rozwiązało problemów z uzbrojeniem. Wadliwość granatów wymusiła zastosowanie nowych rozwiązań zarówno technologicznych jak i organizacyjnych. Prawdopodobnie w 1943r. w strukturach Komendy Obwodu Kielce powołano referat uzbrojenia, którego szefem został Wacław Różański „Żubr” i to jemu podporządkowano wszystkie inicjatywy dotyczące produkcji uzbrojenia. Sam Różański rozszerzył swoją działalność konspiracyjną o produkcję granatów prostszej konstrukcji (do tego wątku jeszcze wrócimy), ale jednocześnie rozpoczęto prace nad ulepszoną wersją dotychczas produkowanego.

     Na początku 1943r. zespół pod kierunkiem Antoniego Pęczkiewicza „Rodak” przystąpił do produkcji drugiej wersji granatu pod nazwą: wolnościówki. Od poprzedniej różniły się tym, że miały naciętą powierzchnię czerepu, co ułatwiało rozrywanie się granatu na odłamki, a jednocześnie zwiększało skuteczność rażenia. Przez udoskonalenie rdzeni odlewniczych ciężar czerepu zmalał do 650 g. Granatów tego typu wyprodukowano w „Ludwikowie” około 400 sztuk.

     Trzecią wersje granatu opracowano już wiosną 1943r. Wtedy to łączniczka Danuta Barańska „Baśka” dostarczyła do zakładu około 100 sztuk zapalników wykonanych konspiracyjnie w Warszawie. Posiadały one łyżkę z zawleczką i działały na zasadzie ogólnie stosowanej w zapalnikach do granatów. Do uruchomienia produkcji granatów tego typu nie doszło bowiem w połowie 1943r. zakończono ich produkcje na terenie zakładu. Ich montaż ze względów konspiracyjnych przeniesiono poza Kielce o czym jeszcze napiszemy. 

Produkcja granatów w Białogonie

Prawdopodobnie wiosną 1943r. „Żubr”, który był jednocześnie szefem referatu uzbrojenia Komendy Obwodu i Komendantem Dzielnicy (Placówki) Zachód w Kielcach nawiązał kontakt z Placówką Niewachlów. Podczas spotkania w konspiracyjnym bunkrze (spotkanie związane było z rozpoczynaniem produkcji butelek zapalających w terenie i „Żubr” przyniósł ze sobą granat i butelkę konspiracyjnej produkcji). Podczas spotkania okazało się, że miejscowi konspiratorzy wykradli z wagonów kolejowych dwa worki trotylu. Podczas spotkania obecni byli także żołnierze z Plutonu Białogon (Placówka Niewachlów), którzy mieli możliwości wykonywania czerepów granatów. Od słowa do słowa…

     Już w 1935r. Odlewnia Żeliwa „Białogon” rozpoczęła na zlecenie Departamentu Uzbrojenia Wojska Polskiego produkcję nie nabitych granatów ręcznych wz 24. Modele granatów zostały ukryte we wrześniu 1939r. przez Józefa Chłopka, gisera, który niedługo później został członkiem ZWZ pod pseudonimem „Żeliwo”. Modele nie posiadały jednak rdzeni i to od ich wykonania należało rozpocząć przygotowania do uruchomienia produkcji. Rdzenie wykonał modelarz Przesłański.
     Samo uruchomienie konspiracyjnej produkcji wymagało ustalenia wielu szczegółów i odpowiedniego zorganizowania pracy. Główne zadanie należało do gisera, który pozostawał w ukryciu w odlewni, kiedy wszyscy robotnicy ją już opuszczali, a ją samą zamykano. Dopiero wtedy przygotowywał rdzenie i przenosił je do suszarni. Jego bezpieczeństwa strzegł kręcący się na zewnątrz Leon Machura „Siem”, który jako elektryk zakładu nadzorował sprawność urządzeń i punktów oświetleniowych i jego obecność nie wzbudzała podejrzeń. Po skończeniu zadania „Żeliwo” wychodził przez okno odlewni, a następnie ubezpieczany przez „Siema” przez dziurę w parkanie opuszczał zakład. Następnego dnia przychodził do pracy wcześniej od innych i natychmiast pobrane z pieca żelazo wlewał do gotowych już form granatów i ukrywał je w stercie żelastwa. Na tym etapie jego zadanie było zakończone.

     Podczas przerwy obiadowej, gdy robotnicy opuszczali odlewnię, przychodzili tam Zbigniew Turliński i Roman Żurowski „Gandhi”. Chłodne już granaty przenosili w workach do warsztatu elektrycznego, pod opiekę „Siema”, który oczyszczał je na szlifierce, wykonywał otwór na zapalnik, a następnie go gwintował (gwintowniki zostały dostarczone z Komendy Obwodu). Gotowe już czerepy wynosili z zakładu Turliński  i Żurowski. Jeden z nich przerzucał worek z czerepami przez parkan, a drugi przejmował go na zewnątrz i przenosił do któregoś z lokali konspiracyjnych. Tam odbywało się wypełnianie czerepów trotylem i montaż zapalników (trotyl i zapalniki dostarczane były z Komendy Obwodu. Tygodniowo grupa była w stanie wykonać około 20 sztuk granatów. Z biegiem czasu zmieniały się osoby („Gandhi” odszedł do oddziału partyzanckiego), ale zawsze dowódcą  sekcji produkcji był „Siem”. Niestety nie udało nam się ustalić do kiedy trwała produkcja granatów w tym punkcie.

Decentralizacja produkcji

W połowie 1943r. organizację konspiracyjnej produkcji granatów przejął Referat IV Kwatermistrzostwo Komendy Obwodu Kielce. Jego szef, Kazimierz Konca „Konrad”, postanowił zdecentralizować montaż granatów, a także uruchomić produkcję butelek szturmowych. Zadania te były wykonywane na terenie obwodu.

Podobwód Bodzentyn

Z dostępnych materiałów wiemy, że granaty różnych typów montowano na terenie Podobwodu Bodzentyn. We wsi Ciekoty ich produkcją, konstrukcja i materiały dostarczone zostały przez Referat IV Komendy Obwodu Kielce, zajmował się Jacek Kmieć „Mały”.

Podobwód Niewachlów

      Latem 1943r. zadanie zorganizowania punktu produkcji butelek szturmowych otrzymał Komendant Placówki Niewachlów por. Stanisław Masłowski „Obłok”. Na miejsce prac wybrano gospodarstwo Sylwestra Zająca z Oblęgora. Prawdopodobnie w sierpniu przystąpiono do budowy specjalnego schronu umieszczonego pod stodołą. W pracach brali udział: „Obłok”,Jan Masłowski „Świerk:, Stanisław Zając „Zawisza”, Tadeusz Lasota „Topór”, Władysław Wodecki „Wiór” i Jan Czarnecki. Do końca września wykonano bunkier o wymiarach 4 na 4 metry i wysokości dwóch metrów do którego wejście zostało zamaskowane snopkami słomy. Niedługo później otrzymano surowce niezbędne do uruchomiono produkcję. W ciągu kilku nocy wykonano 150 butelek dysponentem których była Komenda Obwodu. Ostatnie sztuki butelek zostały wywiezione w sierpniu 1944r.

Podobwód Piekoszów

     Produkcję butelek zapalających prowadzono także na terenie Podobwodu Piekoszów. Prawdopodobnie jeszcze w 1943 roku Stefan Pawlusiński „Konar” kierownik Szkoły Podstawowej (Powszechnej) w Gałęzicach i jednocześnie Komendant Placówki Zajączków wykonał we własnym domu w Gałęzicach schron w którym przechowywana była broń i amunicja. Latem 1944r. „Konar” wykonywał tam, zapewnie w porozumieniu z Referatem IV Komendy Obwodu, butelki zapalające. W połowie lipca 1944r., w czasie przygotowywania butelek nastąpił wybuch materiałów łatwopalnych. Pożar jaki powstał w wyniku wybuchu materiałów strawił cały jego dobytek, powodując jednocześnie eksplozję magazynu broni i amunicji umieszczonego w piwnicy pod podłogą pokoju. W wyniku wypadku zostali ciężko poparzeni „Konar” i jego syn, 19-letni Henryk, który leczony w szpitalu kieleckim zmarł 3 września 1944r. „Konar” pod opieką lekarza Podobwodu „Marka” leczył się w domu.

Podobwód Kielce

     Granaty produkowano także w domu Różańskich, choć na mniejszą skalę. Tam głównym specjalistą od produkcji był ojciec "Żubra". Do produkcji granatów używano początkowo puszek po konserwach. Ogółem wykonano ich około 2 tysiące, a potocznie nazywano je "buksiakami". Zanim granaty trafiły do oddziałów partyzanckich należało je przechować, dlatego Józef i Stefan Toporkowie urządzili u siebie zamaskowany magazyn, gdzie obok granatów znajdowała się amunicja i zdobywany materiał wybuchowy, służący do napełniania granatów.

     Po zakończeniu produkcji granatów w kieleckim „Ludwikowie” przeniesiono ją na teren obwodu. Stało się to dzięki działalności szefa referatu uzbrojenia Komendy Obwodu Kielce Wacława Różańskiego „Żubr” i zostało już opisane.

     Przedstawmy jeszcze dalsze losy grupy z „Ludwikowa”. Od połowy 1943r., po zaprzestaniu produkcji granatów, grupa przestawiła się na drobne naprawy broni i scalanie amunicji. Amunicja była dostarczana do „Ludwikowa” w częściach z „Hasagu” w Skarżysku. Scalanie amunicji polegało na połączeniu pocisku z łuską naboju uprzednio naładowaną prochem. Dostawą elementów ze Skarżyska zajmował się Antoni Pęczkiewicz „Rodak” i Olgierd Frank-Wiszniewski z Suchedniowa (związany z konspiracyjną produkcją pistoletów maszynowych w Suchedniowie). Rozprowadzaniem gotowej amunicji i dostawą ich do oddziałów partyzanckich zajmowali się zaś: Bronisław Sieńczak, Halina Cybulska, Tadeusz Maliszewski „Łoś”, Marian Maksym „Max” i Eugeniusz Raczyński, z zawodu kierowca. Scalanie amunicji trwało do początku sierpnia 1944r., kiedy to żołnierze z referatu uzbrojenia stawili się na koncentrację w ramach akcji „Burza”. Do tego czasu scalili około 30 000 naboi kalibru 9 mm.

Biuro Informacji i Propagandy

Od samego początku tworzenia konspiracji jednym z podstawowych zadań było wydawanie konspiracyjnej prasy. Po latach o kulisach ich tworzenia wiemy niewiele. Podobnie jest ze strukturą Biura Informacji i Propagandy.

     W przypadku prasy SZP-ZWZ-AK  Kielce zajmują miejsce szczególne. Wydawane tu pisma Komendy Obwodu z biegiem czasu stawały się pisami Komendy Okręgu. Historia tych tytułów została opisana w osobnej części.

"Sprawy Polskie"

Istnieje jednak tytuł, którego wydawanie było wznawiane kilkakrotnie w Obwodzie Kielce i wiąże się z nim szereg spraw niewyjaśnionych do dziś.

     Pismo pod nazwą „Sprawy Polskie” zaczęto redagować prawdopodobnie jeszcze pod koniec 1939r. Wskazuje na to fakt druku pisma w drukarni należącej do Polskie Partii Socjalistycznej. Zacznijmy jednak od początku.

Pierwsza odsłona

Już w październiku 1939r. doświadczeni działacze PPS w Kielcach podjęli decyzję o założeniu tajnej drukarni w zabudowaniach Franciszka i Marii Polanowskich we wsi Sosnówka koło Tumlina (Gmina Samsonów). Drukarnia rozpoczęła pracę już w październiku. Drukowano początkowo ulotki i odezwy, a od końca 1939r. pismo Komitetu Okręgowego PPS pt. „Świt”. Prawdopodobnie zespół redakcyjny pisma znał grupę pracowników Ubezpieczalni Społecznej w Kielcach, którzy rozpoczynali przygotowania do wydawania pisma „Sprawy Polskie”. Nie znamy składu zespołu redakcyjnego, ale wiemy, że od połowy 1940r. pismo drukowane było w drukarni w Sosnówce. W zecerni pracowali: Władysław Rutkiewicz „Aleksander”, Edward Rutkiewicz „Cichy”, Mieczysław Kufel „Kędzierzawy” oraz Włodzimierz Sienkiewicz (junior) „Juliusz”, który robił również korekty. Pismo tłoczyli: Kazimierz, Tadeusz i Stanisław Polanowscy, Stefania Rutkiewicz, jej córka Władysława oraz Mieczysław Kufel. Nad bezpieczeństwem drukarni czuwali: Feliks Grzybowski, Tadeusz Polanowski i szesnastoletnia Maria Polanowska. Przewożeniem pisma do Kielc zajmowali się Stanisław i Kazimierz Polanowscy. „Sprawy Polskie” ukazywały się co dwa tygodnie w nakładzie 300-500 egzemplarzy.
     W grudniu 1940r. zakończono działalność drukarni nastąpiły bowiem aresztowania wśród jej pracowników. Władze PPS do której należały urządzenia podjęły decyzję o przekazaniu maszyny dociskowej prawdopodobnie do Iłży, a zecernię wraz z odpowiednio zabezpieczonymi czcionkami zakopano w pobliskim lesie. W czerwcu lub lipcu 1965r. Józef Matuszewski, Bronisław Szybalski oraz Tadeusz Polanowski wykopali je i za pośrednictwem Bolesława Boczarskiego „Jurand” przekazali do Głównej Komisji Historycznej ZBoWiD w Warszawie.
     Tak więc od końca 1940r. „Sprawy Polskie” nie ukazywały się. Zresztą w tym czasie Obwód Kielce nie wydawał własnego pisma bowiem utworzone tu wcześniej tytuły zostały przejęte przez okręg i ukazywały się jako organ prasowy Komendy Okręgu Kielce.

Druga odsłona

Druga odsłona wydawania pisma do dziś związana jest z niewyjaśnioną tajemnicą. Na przełomie 1941/42r. Obwód Kielce podjął decyzję o reaktywowaniu pisma. Miało ono ponieść na duchu mieszkańców Kielc i okolicy bowiem w tym czasie nastąpiło szereg aresztowań, a kilkanaście osób musiało opuścić miasto. Wobec braku odpowiedniego zaplecza zwrócono się o pomoc do Warszawy. Prawdopodobnie prywatnymi kanałami dotarto do Zygmunta Hempla „Łukasz”. Od początku 1940 r. zajmował się on sprawami związanymi z głównym organem prasowym SZP, "Biuletynem Informacyjnym", głównie jego kolportażem. Dzięki jego staraniom 6 lipca 1940 r. zaczęła działać tajna drukarnia, w której drukowano pismo, a nie powielano. Na wiosnę 1941 r. przestał być członkiem ZWZ. Prawdopodobnie został z niego usunięty za prezentowanie poglądów piłsudczykowskich. Od tego czasu rozpoczął tworzenie podziemnego ugrupowania piłsudczykowskiego skupionego wokół pisma „Myśl Państwowa”. Dzięki jego staraniom funkcję drukarza przyjął przedwojenny dziennikarz Wacław Zagórski  „Lech” któremu zapewniono mieszkanie, utrzymanie i skromne wynagrodzenie. Był on podobnie jak Hempel związany z ruchem piłsudczykowskim, co miało istotne znaczenie dla oblicza politycznego gazety, gdyż wobec chwilowego braku miejscowych redaktorów teksty dostarczane były z Warszawy.

     Zagórski dotarł do Kielc w lutym 1942r. i przystąpił do uruchamiania maszyny drukarskiej, którą także przywieziono z Warszawy. Na miejsce jej pracy wybrano parter oficyny należącej do Banku Polskiego (w czasie okupacji Banku Emisyjnego) przy ulicy Leonarda. Budynek był administrowany przez Bigosińskiego. Prace przygotowawcze zajęły dużo czasu bowiem maszyna zabrana w pośpiechu z warszawskiego getta została w transporcie poważnie uszkodzona. Zagórskiego uderzył brak stosowania podstawowych reguł konspiracyjnych przez ludzi z którymi się kontaktował: Bigosińskiego i Majchrzaka. Drukarnia nie miała żadnego zabezpieczenia i pracowała niemal jawnie.
     Mimo kłopotów i podejrzeń pierwszy numer „Spraw Polskich” ukazał się 19 kwietnia 1942r. (niektóre źródła podają datę 15 kwietnia). Ukazywało się jako tygodnik, ale jego egzemplarzy nie odnaleziono. Kolportażem zajmowali się Majchrzak i Bigosiński (okolice Kielc), a Masłowski dostarczał je do Koluszek i Końskich. Łączniczką Zagórskiego była Maria Masłowska, która przywoziła teksty z Warszawy.

     Szereg spraw związanych z działalnością drukarni budził niepokój Zagórskiego. Pogłębił je efekt wyjazdu do Warszawy, gdzie Zagórski spotkał się z żoną byłego Szefa Sztabu KG ZWZ, płk. Janusza Albrechta „Wojciech”. Został on aresztowany w Warszawie przez kieleckie Gestapo i przetrzymywany w Kielcach. Po uwolnieniu miał ułatwić Niemcom rozpoczęcie rozmów z Komendantem Głównym ZWZ. 

     Żona Albrechta stwierdziła, że rozpoznała Majchrzaka jako pracownika Gestapo i na tej podstawie sąd podziemny wydał na niego wyrok śmierci. Dodatkowo Bigosiński przyprowadził do drukarni swojego drukarza, który miał wydawać pismo organizacji „Miecz i Pług”, której warszawska centrala była w tym czasie faktycznie kierowana przez agentów Gestapo.
   Pełen najgorszych przeczuć Zagórski postanowił działać. W czerwcu 1942r, do siódmego numeru pisma, wstawił ostrzeżenie następującej treści:
„Uwaga! Uwaga! Prowokatorzy wkradli się do naszej podziemnej organizacji. W ich rękach jest drukarnia, w której drukujemy „Sprawy Polskie”. Oni kierują kolportażem pisma. Zanim dosięgnie ich ręka sprawiedliwości – ostrzegam wszystkich członków organizacji, kolporterów, odbiorców i czytelników. Ukrywajcie się przed prowokatorami. Nie lekceważcie mojego ostrzeżenia! Ostrzegajcie innych! – Wasz drukarz!”.
     Po wydrukowaniu numeru, przy pomocy Marii Masłowskiej rozprowadził pismo, a następnie zniszczył maszynę, czcionki i wyjechał z Kielc do Warszawy gdzie w dalszym ciągu zajmował się wydawaniem konspiracyjnej prasy.
Sprawa jest tym bardziej tajemnicza, że w Kielcach nie została aresztowana ani jedna osoba związana z pismem. Co więcej wyrok na Majchrzaku, jeżeli faktycznie był wydany, nie został wykonany. Zresztą nikt z członków ruchu oporu w Kielcach nie wymieniał wśród agentów Gestapo nazwisk: Bigosińskiego i Majchrzaka.
     Także w 1942r. Obwód Kielce wydawał dwutygodnik „Sprawy Żołnierskie”. Pismo było początkowo powielane, a następnie drukowane i miało objętość 4-8 stron. Ukazało się prawdopodobnie 15 numerów, i niektóre z nich zachowały się do dziś. Czas oraz sposób wydawania może świadczyć, że pismo było przez pewien czas drukowane także w drukarni przy ulicy Leonarda.

Odsłona trzecia

Do ostatniej reaktywacji pisma „Sprawy Polskie” przez Obwód Kielce doszło w 1944r. Pierwszy numer ukazał się prawdopodobnie latem. Jego objętość wynosiła 8 stron. Pismo jako dwutygodnik ukazywało się do sierpnia 1945r.

Akcje zbrojne

Większość akcji zbrojnych opisanych jest w rozdziałach dotyczących działalności poszczególnych struktury czy oddziałów partyzanckich, ale w historii Obwodu Kielce znajduje się kilka takich, które nie mieszczą się w ramach tych rozdziałów. To właśnie im poświęcamy osobną część.

Szkoła niemieckich agentów

„Przeszkolonych agentów (agentki) będzie się umieszczać w restauracjach, kawiarniach, w sklepach, zakładach fryzjerskich, na dworcach, w pociągach, w urzędach i zakładach przemysłowych”. Meldunek o tej treści zelektryzował wywiad Obwodu Kielce i uświadomił wszystkim, że Niemcy zamierzają wgryźć się w społeczeństwo i ostatecznie zgłębić tajemnice podziemia.

     Pierwsze informacje o zamiarach Niemców przekazał Jan Gawlik „Jaks”. Przed wojną oficer policji w Kielcach. Już jesienią 1939 roku wciągnięty do ruchu oporu. Na polecenie organizacji wstąpił do policji podlegającej Niemcom i został w niej komendantem powiatu kieleckiego. Z racji pełnionej funkcji spotykał się z funkcjonariuszami żandarmerii, a nawet gestapo przekazując wywiadowi ZWZ cenne informacje.
     Zdobyte informacje trafiały do Wilhelma Sumary (konspiracyjne nazwisko Stanisław Janicki) „Wil”, „Bronisław”, który był wtedy szefem wywiadu w Obwodzie Kielce ZWZ i układały się w kolejną niebezpieczną dla podziemia całość. Wiadomym już było, że działem sieci konfidentów kierował Wittek, który wkrótce miał zamieszkać w Kielcach. Jego zdekonspirowanie sprawiło, że w swoich zbrodniczych działaniach mógł od tej chwili opierać się jedynie na informacjach od swoich agentów. W celu podniesienia efektywności działań Wittek postanowił wyszkolić całkowicie nową grupę informatorów, umieszczanych w różnych miejscach. Aby zrealizować swój plan postanowił on utworzyć w Kielcach specjalną szkołę agentów.
     W meldunku z września 1941 roku „Jaksa” meldował, że rozpoczęto szkolenie agentów. Odbywało się ono trzy razy w tygodniu w niepozornym budynku, na ternie zakładów „Granat” – Hasag. Konfidenci, a pierwsza grupa liczyła dziewięć osób, przywożeni byli na zajęcia samochodem. Także po zajęciach furgonetka rozwoziła ich do domów.
     Dowództwo ZWZ postanowiło w zarodku zlikwidować niemiecki pomysł. Postanowiono za jednym zamachem zlikwidować budynek i samych adeptów niemieckiego wywiadu. Rozkaz rozpoznania terenu, wart, podejścia i trasy odwrotu otrzymał Aleksander Bobrowski „Madziar”, były pracownik zakładu, znający doskonale jego topografię. Na czele grupy uderzeniowej stanął Józef Jawor „Zbyszko”. Termin wykonania akcji wyznaczono na pierwszą dekadę października.

     Wyznaczonego dnia konspiratorzy przybyli w okolice fabryki i tu podzielili się na dwie grupy. Pierwsza przecięła druty ogrodzenia, za którymi mieścił się barak. Przez otwór przecisnęło się dwóch chłopaków, którzy zajęli stanowiska za tylną ścianą budynku. Członkowie drugiej grupy zostali rozstawieni w niewielkiej odległości od jezdni. Dowódca akcji uzbrojony był w pistolet maszynowy, rewolwer i dwa granaty. Pozostali mieli broń krótką i granaty. Co ważne dla przebiegu akcji granaty były konspiracyjnej produkcji.
     W chwili gdy samochód wjechał na jezdnię obrzucono go granatami. Jednocześnie obrzucono granatami barak „szkoły”. Następnie wykonawcy błyskawicznie odskoczyli z miejsca akcji, bowiem okolica była nasycona niemieckimi wartami. Wszyscy dotarli na przygotowaną wcześniej przez Stanisława Janysta „Jura”, kwaterę na Czarnowie.
Wywiad ZWZ nie mógł ustalić czy podczas akcji Niemcy ponieśli jakieś straty. Wynikało to stąd, że okupanci okryli je tajemnicą świadczyło bowiem o ich kompromitacji. Wittek nie zrezygnował jednak z prowadzenia „szkoły agentów”. Z późniejszych informacji wynika, że wznowiła ona zajęcia w budynku przy ulicy Bodzentyńskiej, pomiędzy Rynkiem, a ulicą Wesołą. Później przenoszona była w inne miejsca miasta, jak choćby na ulicę Aleksandra i funkcjonowała ponoć jeszcze w 1944 roku.

     Niemieccy agenci zbierali także swoje krwawe żniwo. 15 kwietnia 1942 roku aresztowali Jana Gawlika „Jaks”, który dostarczył ZWZ pierwsze informacje o „szkole”. Po śledztwie został wysłany do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie zginął po kilku miesiącach.

Uwolnienie więźniów na stacji Szczukowskie Górki

4 marca 1943r. Niemy przeprowadzili w Kielcach łapankę osób przeznaczonych do prac przymusowych w Rzeszy. Głównym celem były urzędy, w tym Ubezpieczalnia Społeczna – miejsce zatrudnienia wielu konspiratorów. 

     Jeszcze tego samego dnia w południe, na szczeblu Komendy Obwodu, zapadła decyzja o zbrojnym odbiciu aresztowanych. Czasu było niewiele bowiem obawiano się, że pojmani jeszcze tego samego dnia pociągiem osobowym odjeżdżającym o godzinie 18.20 zostaną wywiezieni do obozu przejściowego w Częstochowie. Por. Piotr Wcisło „Wicher”, „Szczery”, zastępca szefa Referatu I Organizacyjnego Komendy Obwodu przekazał rozkaz przeprowadzenia akcji Komendantowi Dzielnicy (Placówki) Zachód (Kielce). Ppor. Wacław Różański „Żubr" miał mało czasu, ale udało mu się zebrać grupę pięciu żołnierzy. Byli to: Józef Szybalski „Antoś”, Stefan Sowiński „Niedźwiedź”, Aleksander Cecot „Sośnia” i NN „Kazik”. Sam objął nad nimi dowództwo. Uzbrojeni byli w dwa posiadane przez siebie pistolety, a trzy kolejne dostarczył „Szczery”. Mimo błyskawicznych przygotowań akcji tego dnia nie przeprowadzono bowiem pojmani nie zostali doprowadzeni do pociągu. Następnego dnia grupa ponownie zajęła stanowiska. „Antoś” wsiadł na dworcu Kielce Główne do przedostatniego wagonu, wagon z wywożonymi był bowiem doczepiany zawsze na końcu. „Żubr” z pozostałymi dosiadł się do niego na kolejnej stacji Kielce Herbskie. Po uzyskaniu najświeższych informacji zaatakowali wagon z aresztowanymi jeszcze przed kolejną stacją, Szczukowskie Górki. Konwojenci byli zaskoczeni, ale mimo to jeden z nich, granatowy policjant, zaczął stawiać opór i został postrzelony przez „Sośnię”. Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji zaczęli z niego uciekać uwolnieni ludzie. Wycofali się także żołnierze podziemia unosząc zdobyty karabin i dwa pistolety. 

Rozbrojenie kierownika Arbeitsamtu

26 lipca 1943r. – dowódca grupy bojowej z huty „Ludwików” w Kielcach ppor. Antoni Świtalski „Marian” w gabinecie kierownika Arbeitsamt przy ulicy Sienkiewicza 64 przeprowadził akcję jego rozbrojenia. Zdobył cztery rewolwery.

Komenda Obwodu

Na podstawie dostępnych materiałów udało się ustalić następujący schemat Komendy Obwodu Kielce oraz jego obsadę personalną.

Komendanci Obwodu Kielce:

-por. Hempel Kazimierz „Socha" - od jesień 1939r. do kwiecień 1940r.
-kpt. Antoni Zieliński „Łada" – od połowy 1940r. do październik 1940r.
-kpt. Władysław Ćmakowski „Srogi" - od październik 1940r. do grudzień 1940r.
-ppłk Franciszek Faix „Turnia" - od marzec do wrzesień 1941r.
-mjr Zygmunt Żywocki „Kłos", „Anioł" – od wrzesień 1941r. – do maj 1942r.
-mjr Józef Włodarczyk „Wyrwa" – od maj 1942r. do lipiec 1944r.
-mjr Stefan Boryczko „Korwin" – od sierpień 1944r. do styczeń 1945r.

Referat I Organizacyjny

-por. Stanisław Rybiński „Grom”, „Andrzej” – od grudzień 1939r. do 15 maj 1943r. (aresztowany zbiegł z transportu).
-por. Piotr Wcisło „Wicher”, „Szczery” – od końca maj 1943r. do 16 czerwiec 1943r. (aresztowany). 
-Jan Olczyk – od ? do ?
Oficer ewidencyjny: Stanisław Gołąbek „Nil” - od 1940r. do 16 czerwca 1943r. (aresztowany).

Referat II Wywiad

-por. Mieczysław Drewicz „Jan”, „Warren”, „Urban” – od jesień 1939. do wiosna 1942r.
-ppor. Wilhelm Sumara „Bronisław”, „Will” (konspiracyjne nazwisko Stanisław Janicki)– od wiosna 1942r. do 11 listopad 1942r. (aresztowany),
-por. Bochniewski Władysław „Artur” – prawdopodobnie p.o. kierownika ( i później prawdopodobnie zastępca )
-por. Roman Zarębski „Zaw” – od maj 1943r. do wiosna 1944r.
-Władysław Ołubiec „Nor”, „Roman”, „Amo” – od wiosna 1944r. do styczeń 1945r.

Referat III Operacyjno-Wyszkoleniowy

-por. Piotr Wcisło „Wicher”, „Szczery” – od jesień 1939r. do wiosna 1942r.
-por. Mieczysław Drewicz „Jan”, „Warren”, „Urban” – od wiosna 1942r. do sierpień 1944r.

Referat IV Kwatermistrzostwo

-Józef Melanowski „Stanisław” – od ? do grudzień 1942r.
-por. Kazimierz Końca „Konrad” – od styczeń 1943r. do 24 czerwiec 1944r. (aresztowany, rozstrzelany 6 lipca 1944r.).
-Albin Lanckoroński – od lipiec 1944r. do styczeń 1945r.

Referat V Łączności

-por./kpt. Józef Kundera „Orlik” – od styczeń 1943r. do sierpień 1944r.
Zastępca: st. sierż. Edward Kościelecki „Karol” – od? do ?

Referat VI Biuro Informacji i Propagandy

-Edmund Massalski - od ? do styczeń 1945r.

Referat VII Kedyw

-ppor./por. Marian Sołtysiak „Barabasz” – od czerwiec 1943r. do sierpień 1944r.

Referat Uzbrojenia

–ppor./por. Wacław Różański „Żubr” - od początek 1943r. do styczeń 1945r.

Referat przerzutów powietrznych

– NN „Józef”

Referat WSOP

– mjr. NN „Cis”

Referat WSK

– Stefania Gierowska "Pnienia" – od 1 styczeń 1944r. do styczeń 1945r. 

Referat Sanitarny

-ppor. lek. Alfred Adamus,
-ppłk. lek. med. Józef Kalisz „Kosma” (jednocześnie szef referatu sanitarnego Inspektoratu Kieleckiego)

Referat saperski

-kpt. Stanisław Ciepielewski „Michał” – od ? do czerwiec 1944r.,
-ppor./por. Franciszek Sarniński „Szpadel” – od ? do ?

Źródła:

Opracowując powyższy tekst korzystaliśmy z następujących publikacji:

Adamczyk M.: Prasa konspiracyjna na kielecczyźnie w latach 1939-1945,
Borzobohaty W.: Jodła,
Felcman S.: Nie złożono broni,
Malaga E.: Wspomnienia,
Massalski A., Meducki S.: Kielce w latach okupacji hitlerowskiej 1939-1945,
Rell J.: Podobwód ZWZ-AK „Morwa” Skarżysko-Kamienna

Wróć