Używając nazwy oddział partyzancki Antoniego Hedy "Szary" zdajemy sobie sprawę, że dokonujemy pewnego rodzaju skrótu który dla niektórych czytelników może być niezrozumiały.

     W pierwszym okresie istnienia oddziałem tym dowodził Zygmunt Kiepas "Krzyk" co jest bezsporne. Oddział pozostawał jednak w bliskich kontaktach z "Szarym", który był w tym czasie jeszcze Komendantem Podobwodu AK Iłża. Dopiero po uzyskaniu od przełożonych zgody na "odejście do lasu" Heda zaczyna osobiście dowodzić oddziałem.

     Birąc pod uwagę powyższe uznaliśmy, że historię oddziału opiszemy w jednym miejscu. Zaznaczamy jednak, że pierwszym dowódcą oddziału był "Krzyk", który zresztą później był zastępcą "Szarego".

 

 

Geneza oddziału

Powstanie oddziału związane jest z sytuacją jaka panowała na terenie Obwodu Iłża, gdzie w lipcu 1943 roku znalazło się zaproszone wcześniej przez "Szarego" Zgrupowanie Partyzanckie Jana Piwnika "Ponury". Zbiegło się to w czasie gdy niemcy przeprowadzili na Zgrupowanie pierwszą obławę i pobyt w lasach starachowickich miał być szansą na odpoczynek i przeprowadzenie wspólnej akcji na Iłżę.

A.Heda zdjęcie z 1936 r.

     18 lipca wieczorem Zgrupowanie Partyzanckie Jana Piwnika „Ponury” opuszcza swoje obozowisko na „Wykusie” przyczynia się do tego informacja od wywiadu, że teren kwaterowania oddziału ma zostać objęty niemiecką obławą. Faktycznie niemieckie oddziały ruszyły na Wykus następnego dnia rano, ale partyzantów już tam nie było.

     Oddziały pod dowództwem „Ponurego” skierowały się na wschód, w kierunku lasów Nadleśnictwa Rataje, a następnie do lasów starachowickich. Oddział zakwaterował zapewne w okolicy leśniczówki Klepacze. Kierunek odwrotu wiązał się z wcześniejszymi rozmowami „Ponurego” z „Szarym”. Heda zaprosił wtedy partyzantów na swój teren.

     Właśnie to zaproszenie było powodem szykowania żywności i innych materiałów na terenie Podobwodu Iłża. Już w pierwszej połowie lipca ustalono zadania. Całość miał koordynować ppor. „Błaszko” Bolesław Jakubowski (w tym czasie już kierownik Kedyw Obwodu Iłża). Do jego dyspozycji oddano dwie grupy. Pierwszą był oddział Tadeusza Czaski „Sekta”. Tak naprawdę była to grupa z oddziału Władysława Czerwonki „Jurek”, która 4 lipca 1943 roku, po walce z Niemcami w lasach małomierzyckich, straciła łączność z oddziałem. „Szary” przysłał do oddziału podchorążego „Sektę” i odtąd oddział w strukturach Podobwodu Iłża. Druga grupa została zmobilizowana w placówkach Sienno i Jawor Solecki. Dowództwo nad tymi żołnierzami objął Stanisław Kowalczyk „Grad”.

     Mąkę skonfiskowano w młynie w Trupieni. Wypiek chleba zorganizowano w majątku Pakosław i należącym do niego, oddalonym o 4 kilometry folwarku Michałów. Równolegle organizowano mięso, warzywa, ziemniaki. Łącznie żywnością załadowano 10 wozów które okrężną drogą skierowano w rejon leśniczówki Klepacze i tam zakopano w beczkach w ziemi. Chleb natomiast umieszczono pod namiotami aby zbytnio nie wysechł. Przygotowania zakończono 18 lipca. Po zakończeniu działań żołnierzy rozpuszczono do domów. Na miejscu pozostała jedynie grupa dowodzona przez „Sektę”.

     21 lipca w gajówce doszło do spotkania „Ponurego” z Antonim Hedą „Szary”. Zgrupowanie otrzymało przygotowanie zapasy żywności, a „Szary” przekazał oficjalnie grupę  „Sekty” do Zgrupowania „Ponurego”. Zapewne już podczas tego spotkania obaj ustalili, że przeprowadzą wspólnymi siłami akcję opanowania Iłży w nocy 24/25.07.1943 r.

     24 lipca podczas ostatniej narady z dowódcami pododdziałów „Ponurego” obecny był Antoni Heda „Szary”. Niebawem mieli nadejść wyznaczani przez niego przewodnicy. Niestety rozwój wypadów pokrzyżował te plany. Niemcy bowiem rozpoczęli także na tym terenie obławę przeciwko żołnierzom „Ponurego”. W efekcie zgrupowanie zmuszone było opuścić teren. Po przejściu torów Skarzysko-Starachowice schroniono się na niewielkim wzgórzu na północ od Skarżyska wychodząc z założenia, że tak blisko od  miejsca obławy wróg nie będzie szukał partyzantów.

A.Heda zdjęcie z okupacji niemieckiej.

     W czasie niemieckich poczynań, wysłani przez dowódcę Podobwodu „Dolina”, w charakterze przewodników bądź łączników, członkowie lokalnych placówek w liczbie 4-5 nie dotarli do miejsc przeznaczenia. Natomiast trzej: Zygmunt Kiepas  „Krzyk”,  Władysław Dąbek „ Bukowy”, Henryk Nagrodkiewicz „Skała”/„Chan”, wpadli w ręce żandarmerii, zostali aresztowani oraz odesłani na dalsze śledztwo do Starachowic.

     Informacja o aresztowaniu żołnierzy już następnego dnia dotarła do „Szarego”, który natychmiast podjął starania o ich uwolnienie.

     26 lipca „Szary” pojechał do Starachowic gdzie nawiązał kontakt z szefem Referatu II Wywiad Komendy Obwodu Iłża ppor. Zdzisław Lis „Elski”. Poprosił go o pomoc w uzyskaniu zgody na przeprowadzenie akcji. Nie było to łatwe bowiem zdecydowanym przeciwnikiem rozwiązania siłowego, ze względu na potencjalne represje ze strony okupanta, był Komendant Podobwodu „Wola” Starachowice por. „Fiszer” Stanisław Ciaś, ale ostatecznie jego zwierzchnik Komendant Obwodu Iłża kpt. „Jaś” Jan Wojciechowski dał przyzwolenie na przeprowadzenie akcji.

     W opracowywaniu planu pomagali z Komendy Obwodu: ppor. Zdzisław Lis „Elski” (kierownik referatu wywiadu), por. policji „Staszek” Zygmunt  Proch (pracownik niemieckiej policji kryminalnej Kripo), ppor. „Błaszko” Bolesław Jakubowski (w tym czasie już kierownik Kedyw Obwodu Iłża).

     Sam Heda postanowił ściągnąć do Starachowic swoich zaufanych współpracowników i obserwując areszt chciał czekać na dogodny moment do odbicia uwięzionych. Do miasta udali się razem z nim: Jurek Jan „Sęp”, Ryszard Koszelnik „Spokojny”. Korzystając z pomocy miejscowej konspiracji przez kilka dni czekają na okazję, akcji która jednak nie nadchodzi.

     Po konsultacjach z „Elskim” podjęto decyzję, że jedyną możliwością uwolnienia więźniów jest opanowanie aresztu. Nie dysponowano odpowiednimi siłami do przeprowadzenia takiej akcji postanowiono więc nakłonić do współpracy któregoś ze strażników. „Elski” wytypował Czesława Rogowskiego, zastępcę komendanta aresztu, samotnego mężczyznę skierowanego do służby w Starachowicach z kresów wschodnich. Trud rozmowy i przekonania podjął „Szary”, który zadanie zakończył sukcesem.

     Nowy żołnierz Armii Krajowej przyjął pseudonim „Gołąb” (ze względu na siwe włosy) i  był kluczowym elementem akcji. To on miał otworzyć bramę aresztu punktualnie o godzinie 23. Mimo to Heda przygotował jednak plan awaryjny na wypadek, gdyby „Gołąb” nie zdołał lub nie chciał wykonać polecenia. Do Starachowic z dowodzonego przez siebie Podobwodu Iłża ściągnął grupę 20 żołnierzy których przyprowadził zastępca „Szarego”:  ppor. Marian Wujkiewicz „Judym”. Grupa była wyposażona w materiały wybuchowe. Miały one posłużyć do ewentualnego wysadzenia bramy, a gdyby udał się plan pierwotny miała osłaniać wycofanie grupy uderzeniowej.

     Termin akcji ustalono na noc z 9 na 10 sierpnia 1943 r. na godzinę 23.00 W dostępnych materiałach zapisane są także inne terminy akcji, ale opieramy się na wspomnieniach Zygmunta Kiepasa "Krzyk" oraz innych materiałach, które tak umiejscowiły akcje. 

Do aresztu przedostało się pięciu żołnierzy pod dowództwem Antoniego Hedy „Szarego”. W skład grupy wchodzili:  ppor. Marian Wujkiewicz „Judym” (zastępca Komendanta Podobwodu Iłża), ppor. Bolesław Jakubowski„Błaszko”  (był już w tym czasie szefem Kedyw Obwodu Iłża, ale w akcji występował jako zwykły uczestnik) , „Sęp” Jurek Jan, Ryszard Koszelnik  „Spokojny”,  Zygmunt Żurek „Ziomek”.

     Grupa do aresztu weszła zgodnie z pierwotnym planem. Po sterroryzowaniu strażników żołnierze rozpoczęli otwieranie cel. Wyniknęły jednak pewne problemy. Heda, gdy chciał otworzyć celę, w której siedział „Krzyk”, użył niewłaściwego klucza. Złamał klucz w zamku i drzwi trzeba było wyłamywać łomem. Aby uniknąć dalszych problemów pozostałe cele otwierał już „Gołąb”.

     Akcję przeprowadzono bez strat własnych. Jedynym rannym był sam Heda, który tak to opisał w książce „Wspomnienia „Szarego”: Zarządziłem wycofywanie się. Ale przedtem wpadłem do kancelarii, żeby odciąć łączność. Za mną Zygmunt. Szukałem jakiegoś noża, żeby przeciąć sznur, ale ponieważ nie znalazłem, szarpnąłem. Pozostał jeszcze drugi aparat, do którego doskoczył Zygmunt, chcąc go w ten sam co ja sposób unieruchomić. Udało mu się to z nieprzewidzianym skutkiem. Kiedy szarpnął i wyrwał aparat, chciał nim jeszcze uderzyć w ścianę, ale zamiast w nią, trafił mnie w czoło. Uderzył widocznie dobrze, bo aparat się rozleciał, a mnie wyniesiono nieprzytomnego na świeże powietrze. Do dziś pamiętam, jak je wdychałem z rozkoszą, kiedy dochodziłem do siebie.

     Trochę inaczej zapamietał tą sytuację sam Zygmunt Kiepas, który tak to opisał: "Dostał lekko w głowę nie aparatem a wtyczką od sznura. Lekkie zadraśnięcie, a nie rozbicie głowy. Nie ja Jego a On mnie prowadził, bo ledwo lazłem." W tym przypadku bliższy prawdy jest chyba "Krzyk". Całą sytuację traktujemy jednak jako chumorystyczne zakończenie akcji. 

     Uwolniono dokonała uwolnienia 58-61 przetrzymywanych. Akcję przeprowadzono bez strat własnych. Spośród uwolnionych 2-ch zostało wskazanych przez towarzyszy niedoli, jako szpicli i zlikwidowanych, m.in. b. działacza KPP (Komunistycznej Partii Polski) Mariana Kocię ze Skarżyska Książęcego. Wszyscy uwolnieni więźniowie wraz z partyzantami biorącymi udział w akcji udali się w lasy iłżeckie i zatrzymali się w Kotysce.

Pod dowództwem „Krzyka”

Po rozbiciu więzienia wielu uwolnionych nie miało gdzie iść. Podczas postoju na Kotysce podjęto najważniejsze na przyszłość decyzje. Postanowiono utworzyć oddział partyzancki którego dowódcą zostanie Zygmunt Kiepas „Krzyk”.

Z.Kiepas, strzelec z cenzusem podczas służby w Lwowie

     Rankiem Antoni Heda „Szary” z grupą szturmową i zmobilizowanymi do akcji żołnierzami oraz częścią więźniów, którzy chcieli pójść do domu udał się w kierunku Jasieńca. Zygmunt Kiepas „Krzyk” z częścią takich jak on postanowił pozostać w lesie. Ta grupa uwolnionych tworzy formalnie oddział partyzancki. Już po śniadaniu udają się w kierunku miejscowości Borcuchy gdzie kwaterują do połowy września.

     Podczas pobytu w Borcuchach żołnierzami zaopiekowała się Placówka AK Sienno. Oddział wymagał kwater dla niektórzy uwolnionych, np. Kiepas przebywa częściowo na melinie gdzie leczy rany zadane podczas śledztwa. Wszyscy wymagają zapewnienia aprowizacji i odpowiedniego obuwia. Kierownictwo nad akcją organizacji pomocy objął ksiądz Stanisław Domański „Cezary”. W majątku Wola Sieneńska (dziś część wsi Krzyżanówka) wyznaczono punkt kontaktowy do którego zwożono potrzebne dla ludzi produkty. „Krzyk” nie chciał być jednak zdany tylko i wyłącznie na tą pomoc dlatego zaproponował przeprowadzenie akcji na spółdzielnię rolniczą Siennie. Rozpoznanie przeprowadził ks. Domański i dzięki zdobyczy odciążono lokalne struktury w ciężarze utrzymania oddziału. 

     W oddziale „Krzyka” znajduje się grupa żołnierzy kursu podchorążych z Placówki Tarłów (Podobwód Powiśle). Nawiązują oni kontakt ze swoim macierzystym terenem. Doprowadza to do sytuacji gdy do oddziału Kiepasa dołączają kolejni żołnierze z Placówki Tarłów. Po fali aresztowań na swoim terenie są oni spaleni i przebywają już od jakiegoś czasu w Lasach Bałtowskich. Ostatecznie w liczącym około 20-30 żołnierzy oddziale „Krzyka” większość stanowi „grupa tarłowska” pod dowództwem sierż. Leopolda Zawiszy „Brzoza”.

Z.Kiepas "Krzyk", zdjęcie z pierwszych lat okupacji niemieckiej

     Za zgodą „Szarego” cały oddział pod dowództwem Kiepasa udał się na tereny nawiślańskie  gdzie grupa miała wykonać wyroki na osobach odpowiedzialnych za aresztowania.

     Formalnie dowódcą oddziału był „Krzyk”, ale z racji, że nie znał on terenu oddział prowadził „Brzoza”. Natychmiast po przybyciu do lasów potoczkowskich (koło Tarłowa) grupa nawiązała kontakt z ppor. Edwardem Niezgodzińskim „Wilk”, Komendant Placówki Tarłów.

     W oddziale narasta jednak coraz większy problem osobowy. Formalnym dowódcą jest Kiepas (nominowany  przez „Szarego” i najwyższy stopniem), ale wysokie aspiracje miał także „Brzoza” (przewodzący najliczniejszej grupie żołnierzy, a do tego posiadający za sobą wsparcie swojego terenu). Oddział przeprowadził w tym czasie dwie akcje. Pierwsza to likwidacja Wacławy Strzeleckiej, akuszerki z Tarłowa za współpracę z Niemcami. Druga to likwidacja Piotra Borunia, członka formacji komunistycznego GL , za bandytyzm (prawdopodobnie była to samowolna akcja „Brzozy”).

     Do sprawności wracali też żołnierze na których można było polegać.  Dotychczas tak Zygmunt Kiepas „Krzyk” jak i Władysław Dąbek „Bukowy” często przebywali na kwaterach dochodząc do sprawności po niemieckich katorgach teraz praktycznie na stałe zameldowali się w oddziale. Zmiany osobowe pozwoliły uformować oddział w sile plutonu w składzie 3 drużyn. Ich dowódca zostają: Stefan Sławiński „Lis” (dołączył do oddziału z bratem juz po rozbiciu więzienia), Władysław Dąbek „Bukowy”, Marian Badowski „Fuks” oraz sekca gospodarcza. 

Wrzesień 1943 r.

Od początku września do oddziału dołączył Antoni Heda „Szary”, który objął nad oddziałem dowodzenie. Poza szkoleniem i sprawami organizacyjnymi oddział przeprowadził w tym czsie kilka akcji z których najważniejsze miały miejsce w Pakosławiu i Gozdawie.

     Od początku września do oddziału dołączył Antoni Heda „Szary”, który przestał dowodzić strukturami AK w Podobwodzie Iłża, ale powierzono mu funkcje kierownika Kedywu (Kierownictwo Dywersji) w Obwodzie Iłża i jednocześnie wydano zgodę na dowodzenie oddziałem partyzanckim.
     Pierwszy okres to czas organizacyjny, kiedy zintensyfikowano szkolenie, a jednocześnie uzupełniano braki w wyposażeniu. Jako miejsce pierwszej dużej akcji i jednocześnie sprawdzianu wybrano majątek Pakosław.

15 września 1943 r. - Pakosław

Marian Wujkiewicz "Judym"

     Na miejsce pierwszej dużej akcji wybrano majątek znajdujący się pod niemieckim zarządem w Pakosławiu pod Iłżą gdzie kwaterował oddział niemieckich ozdrowieńców. Jego wielkość szacowano na pluton, inne źródła powojenne podają około 40 żołnierzy. Byli oni angażowani do pomocy w ściąganiu z okolicznych wiosek kontyngentów, a przez swoją ruchliwość paraliżowali działalność konspiracyjną na tym terenie. Było to o tyle ważne że w wiosce mieszkał Marian Wujkiewicz „Judym” (po „Szarym” Komendant Podobwodu Iłża), a administratorem majątku był Walczak, członek AK. Ułatwiało to rozpoznanie budynków i przygotowanie akcji.
     Siły oddziału „Szarego” (w tym czasie oddział liczył około 30 ludzi) były za słabe na wykonanie takiego zadania. Zmobilizowano więc ok. 20 żołnierzy z terenu Placówki Jawor Solecki. Żołnierzami tymi dowodził Wincenty Tomasik „Potok” oraz Stanisław Kowalczyk „Grad”.
     Termin akcji ustalono na 15 września. Dzień wcześniej partyzanckie siły zostały skoncentrowane w lasku koło folwarku Michałów. Tam dokonano podziału zadań. Niewiele wiemy o przydziale zadań. Możemy jedynie ustalić, że ubezpieczeniem akcji dowodził Władysław Dąbek „Bukowy”, a głównym kierunkiem z którego obawiano się pomocy była Iłża.

     Około godziny 11 licząca 18 żołnierzy grupa szturmowa zaczęła przemykać do folwarku Michałów. Żołnierze udawali robotników wracających z pola, a broń przewieziono ukrytą w furmankach. W samym folwarku rozbrojono jednego z przebywających tam Niemców. Do „Szarego” dotarła wtedy informacja od „Judyma”, że zaplanowany fortel nie powiódł się. Chodziło o to, że dla odwrócenia niemieckiej wagi planowano rozegrać mecz w pikę nożną (kilka razy Niemcy się na to zgadzali). Niestety tym razem niemieckie dowództwo nie wyraziło zgody. Sytuacja była trudna bowiem z folwarku Michałów do majątku Pakosław było około kilometra odkrytego terenu. Biorąc pod uwagę stały posterunek obserwacyjny na wieżyczce majątku niepostrzeżone dotarcie do niego było niemożliwe. Frontalny atak groził zdziesiątkowaniem sił partyzanckich bowiem Niemcy do dyspozycji mieli umocnione pozycje wzmocnione zasiekami z drutów kolczastych.  

     „Szary” widząc na podwórku folwarku jeżdżącego konno (koń Elida z folwarku) Edmunda Kamińskiego „Czerkies” zaobserwował, że jego partyzanci i cywile przyglądają się temu z zainteresowaniem nie zwracając na nic uwagi innego. Heda uznał, że tak samo zareagują niemieccy obserwatorzy i żołnierze kwaterujący w Pakosławiu. Postanowił wykorzystać fortel do opanowania majątku.

     „Czerkies” został przebrany w mundur Niemca wziętego wcześniej do niewoli. Pozostali żołnierze zostali załadowani na wozy. Część z nich była w ukryciu, a część udawała chłopów. „Szary” planował dostać się do majątku około godziny 15. Grupa szturmowa miała jechać wśród osób które po obiadowej przerwie wychodzą w pole co dawało większą szansę na jej skryte podejście. Przygotowania zostały zakończone ponownym podziałem zadań związanym ze zmianą sytuacji.

Wincenty Tomasik "Potok", zdjęcie przedwojenne

     Akcję rozpoczęła się o godz. 15-tej. Przebrany za Niemca, świetnie znający niemiecki Edmund Kamiński "Czerkies", zajechał na koniu na dziedziniec majątku i ostrym tonem kazał strażnikom przywołać niemieckiego dowódcę i zawiadomić, że zbliża się "niemiecka" jednostka, którą trzeba zakwaterować. Potem dał zagapionym strażnikom popis woltyżerki. W tym czasie nadjechały pod dwór wozy z ukrytymi partyzantami AK. Nie zauważeni partyzanci sforsowali na tyłach budynku płot i zasieki z drutu kolczastego i zajęli stanowiska.

     Grupa szturmowa składała się z 18 partyzantów. Podzielono ich na trzy sześcioosobowe grupy. Grupą uderzeniową dowodził bezpośrednio Antoni Heda „Szary” wiemy, że w jej skład wchodzili: Stefan Sławiński „Lis”, Franciszek Sławiński „Szczodry”,  Marian Badowski „Fuks”  oraz dwaj nierozpoznani żołnierze. Zadaniem grupy było wdarcie się do budynku wejściem głównym od strony północnej.

     Za grupą uderzeniową stanowiska zajmowała grupa ubezpieczenia którą prawdopodobnie dowodził Wincenty Tomasik „Potok”. Tu odpowiedzialne zadanie miał obsługujący ręczny karabin maszynowy  Stanisław Kowalczyk „Grad”, który miał w pierwszej fazie walki wyeliminować niemieckiego wartownika na wieżyczce. Nie wiemy kto jeszcze wchodził w skład grupy.

     Od strony północnej grupą ubezpieczeniową dowodził prawdopodobnie Zygmunt Kiepas  „Krzyk”, ale nie wiemy kto wchodził w jej skład.

     Wszystkim udało się zająć wyznaczone stanowiska i dopiero wtedy ich obecność została przez Niemców odkryta. Celna seria „Grada” wyeliminował z walki wartownika, ale wielu Niemców zajęło stanowiska obronne w budynku. Ich ogień był na tyle celny, że nie pozwolił na wdarcie się do środka partyzantom. To wtedy ranny w głowę i nogę został Franciszek Sławiński „Szczodry”. Udało się go wyciągnąć z pola rażenia i założyć prowizoryczny opatrunek.

     Brak powodzenia w ataku spowodował zmianę planu partyzanckiej taktyki. Dach budynku obrzucono granatami, ale sprawiło to jedynie, że część Niemców zmieniła swoje miejsca obronne z piętra na parter.

Stanisław Kowalczyk "Grad"

     Nie chcąc przedłużać walki „Szary” postanowił podpalić budynek. Partyzanci zaczęli napełniać ropą znalezioną w magazynie butelki, którymi zamierzano obrzucić budynek. Widząc to administrator majątku zaczął obawiać się, że ogień ogarnie pozostałe budynki. Poprosił on „Szarego” o możliwość wezwania Niemców do kapitulacji. Obawiając się, że budynek będzie spalony załoga poddała się.

     Po trwającej około dwie godziny walce budynek opuściło 14 Niemców (z czego 7 było rannych), trzech kolejnych znaleziono ukrytych w zakamarkach majątku, dwóch kolejnych próbowało uciec i według  Szarego utopiło się w bagnach. Biorąc pod uwagę jednego pojmanego wcześniej i ośmiu zabitych w walce to niemiecka załoga liczyła 27 ludzi.

     Podczas akcji zdobyto kilkadziesiąt sztuk broni, w tym 4 erkaemy, amunicję, granaty, mundury, koce, bieliznę i płaszcze. Niebagatelna była także zdobycz materialna w postaci żywności, którą załadowano na 10 wozów (do niektórych przywiązane były dodatkowo krowy). Pozostały w majątku dobytek „Szary” nakazał rozdać pracownikom majątku.

     Na zakończenie akcji zgromadzono się na podwórzu majątku razem ze służbą folwarczną i razem odśpiewano  Hymn Narodowy i Rotę. Przed odejściem z Pakosławia partyzanci opatrzyli rannych Niemców, zwolnili jeńców i polecili im, aby po 15 minutach po wymarszu partyzantów odwieźli rannych do szpitala w Iłży.

     Oddział „Szarego” ochraniając wozy ze zdobyczą opuścił przed zmrokiem majątek i odszedł w kierunku folwarku Michałów, a następnie lasami przeszedł w okolice wsi Seredzice. Gdzie prawdopodobnie około godzi 20 zatrzymano się na skraju lasu na nocleg. Dopiero tam zajęto się rannym którego przekazano pod piekę Wacławowi Ochnio „Delemer” z Placówki Seredzice. W późniejszym czasie „Szczodry” został przewieziony do konspiracyjnego szpitala w Krzyżanowicach.

23 września 1943 r. - Gozdawa

Ksiądz Stanisław Domański "Cezary"

     Prawdopodobnie już podczas pierwszego okresu stacjonowania oddziału na terenie Placówki Sienno ( w czasie gdy dowodził „Krzyk”, a pomoc dla oddziału koordynował ksiądz Stanisław Domański „Cezary”) partyzanci usłyszeli wiele nagannym zachowaniu mieszkańców wsi Gozdawa. Była ona od wielu lat zamieszkała przez niemieckich kolonistów . Konflikty miały miejsce i przed wojną, ale dopiero czas okupacji uwypuklił je w całej okazałości. Informacje o mieszkańcach wioski przekazywał Komendant Placówki Sienno Kalikst Kwapiński „Kruk” i Jerzy Falkiewicz „Orlik”. To właśnie wywiad placówki ustalił plan wart oraz listę najbardziej zajadłych kolonistów.
     Zdobycie podczas akcji w Pakosławiu mundury niemieckie naprowadziły „Szarego” na pomysł przeprowadzenia akcji. Wytypował on dziewięciu żołnierzy, którzy ubrali niemieckie mundury. Tak samo zrobił on sam. Kluczową osobą był jednak biegle władający niemieckim Edmund Kamiński "Czerkies".
     Oddział wjechał do wioski rano licząc, że zastanie mieszkańców w domach. Partyzanci podjechali pod wieżę obserwacyjną i nakazali wartownikowi włączyć syrenę. Nadbiegającym kolonistom wytłumaczono, że to kontrola. Początkowo nakazano wszystkim zgromadzić się przed budynkiem szkoły, ale kiedy „Szary” zorientował się, że nie ma tam piwnicy zmieniono miejsce na mleczarnię. Koloniści byli wpuszczni do budynku pojedynczo. Sprawdzano ich broń i za jakiekolwiek uchybienie dostawali baty. W ten sposób ukarano około 20 osób które były przeświadczone, że jest to akcja niemieckiego wojska. Także przemówienie na zakończenie akcji było w charakterze przesłania: my niemieckie wojsko walczymy z wrogiem, a wy prześladując polaków sprawiacie, że coraz większe nasze siły muszą strzec bezpieczeństwa.
     Broń kolonistów została zarekwirowana, a oni sami pozostali w przeświadczeniu, że operacja była wykonana przez wojskową komisję.

Lipsko

     Prawdopodobnie także w tym samym miesiącu jedna z drużyn oddziału wyprawiła się z lasów starachowickich w daleką drogę – do Lipska. Dzięki wywiadowi AK ustalono, że w tamtejszym magazynie Niemcy przechowują dużą ilość czapek narciarskich, mundurów i butów zgromadzonych na potrzeby pracowników poczty. Zdobycie wyposażenia rozwiązało problem ubioru oddziału wobec nadciągających chłodów. Nadwyżkę ubiorów ukryto w leśnych kryjówkach.

Kontyngenty

     Nie mamy pewności, ale wszystko wskazuje, że także we wrześniu oddział rozpoczął akcję ataków na niemieckie transporty wiozące zboże zabrane ze wsi w ramach obowiązkowych kontyngentów. Samochody po opanowaniu kierowane były w rejon gajówki Murowanka. Tu przeładowywano je na wiejskie furmanki i rozwożono do okolicznych wiosek. Z tych zapasów oddział korzystał później.

Zakończenie sprawy "Brzozy"

     Zapewne także w tym miesiącu zakończony został problem Leopolda Zawiszy "Brzoza". Za pomniejsze przewinienia został zdjęty z funkcji szefa oddziału i bez funkcji przydzielony do którejś z drużyn. Niestety spowodowało to odwrotny skutek. "Brzoza" ukradł broń i zdezerterował z oddziału.

     Za jego niesubordynację, działalność na własną rękę, a w końcu dezercję i kradzież broni zapadła decyzja o jego likwidacji. Wykonania wyroku podjęli się i wykonali go żołnierze macierzystej dla sierż. „Brzozy” kompanii konspiracyjnej z Tarłowa. 

Październik 1943 r.

Wydaje się że w październiku ustalił się podział organizacyjny oddziału liczącego około 40 ludzi. Nowe obowiązki miał też „Szary”, który od miesiąca dowodził nie tylko oddziałem, ale też Kedywem w całym obwodzie. Zapewne więc sprawy organizacyjne stały się w tym miesiącu pierwszoplanowymi. Wśród nich było zdobycie funduszy na działalność co zaowocowało dwoma akcjami w Starachowicach. 

Organizacja oddziału

     W dostępnej literaturze rożnie określa się wielkość oddziału jesienią 1943 r. Nie będziemy się do tego odnosili bowiem pamięć ludzka jest zawodna. Wszystko wskazuje na to, że oddział liczył około 40 ludzi. Utrwalił się też podział organizacyjny, który prawdopodobnie przedstawiał się następująco.

Dowódca: Antoni Heda „Szary”

Z-ca dowódcy: Zygmunt Kiepas „Krzyk"

Dowódcy drużyn:

- Stefan Sławiński „Lis”,

- Władysław Dąbek „Bukowy”,

- Marian Badowski „Fuks”,

oraz sekcja gospodarcza.

     Należy pamiętać, że Antoni Heda „Szary: był w tym czasie także Kierownikiem Kierownictwa Dywersji w Obwodzie Iłża co sprawiało, że podlegały mu wszystkie patrole czy sekcje dywersyjne działające na terenie obwodu. Nie uprawnia to do twierdzenia, że byli to członkowie oddziału, a ich akcje można zaliczyć „na konto” oddziału.

15 października 1943 r. – Starachowice, kasa po raz pierwszy

Oddział działając zgodnie z rozkazami wyższego dowództwa płacił za wyżywienie otrzymywane w wioskach. Fundusze na ten cel otrzymywano z Komendy Obwodu. Były one jednak niewystarczające (dotyczyło to wszystkich oddziałów partyzanckich). W celu poprawy sytuacji finansowej: zbliżała się zima i żołnierzy należało rozdzielić do konspiracyjnych kwater zapewniając im środki na wyżywienie, „Szary” postanowił (zapewne w porozumieniu z Komendą Obwodu Iłża) przeprowadzić akcję zdobycia finansów.

     Jako cel akcji wybrano zakłady  „Hermann Goering Werke” w Starachowicach. „Szary” zdawał sobie sprawę, że nie ma sposobności na opanowanie głównego skarbca gdzie znajdowało się w tym czasie około 4 mln zł przeznaczonych na wypłaty. Jako cel akcji wytypowano jedno z pomieszczeń rachuby gdzie przygotowano mniejszą kwotę (około miliona zł) do wypłaty dla pracowników. Rozpoznanie do akcji przeprowadził Zenon Boduszewski „Zenek” (zapewne działający w wywiadzie obwodu).

     Szykując się do akcji oddział przeniósł się do obozowiska na Kotysce gdzie oczekiwano na odpowiedni moment do przeprowadzenia zadania. Do przeprowadzenia akcji wyznaczono prawdopodobnie sześciu żołnierzy. Dowództwo nad grupą objął Zygmunt Kiepas „Krzyk”. Dziś wiadomo jedynie, że w akcji wzięli udział: Stefan Sławiński „Lis”, Kamiński Edmund „Czerkies” i Marian Badowski „Fuchs”.

     Grupa miała dostać się do głównego budynku zakładu razem z urzędnikami idącymi do pracy. Po sterroryzowaniu przebywających w pokoju partyzanci mieli zabrać pieniądze do trzech przyniesionych walizek i wyjść z budynku. Miasto mieli opuścić kolejką, aby jak najszybciej znaleźć się w lesie.

     Niestety już po wejściu grupy na teren zakładu zaczęły wyć syreny. Oddział obawiając się, że akcja została wykryta wycofał się z miasta. Dopiero później okazało się, że alarm był fałszywy, a spowodowały go przeciążone kompresory.

Likwidacja konfidentów

Józef Małek "Tygrys"

     Prawdopodobnie w październiku z oddziałem zaczął częściej współpracować Józef Małek „Tygrys”, żołnierz patroli likwidacyjnych Komendy Obwodu. Brał on udział między innymi w ujęciu i straceniu konfidentów ze Starachowic, Romanowskiego i Fabryńskiego oraz ich przełożonych Felerdta i Pancka. Niektórzy z konfidentów przed likwidacją byli przesłuchiwani. Akcje te prawdopodobnie miały miejsce w październiku i listopadzie.
     Trudno dziś określić czy działania te prowadzone były jako patrol likwidacyjny czy cześć oddziału partyzanckiego, ale to drugie twierdzenie wydaje się bliższe prawdy bowiem jeszcze w październiku „Tygrys” bierze udział w akcji oddziału.

29 października 1943 r. – Starachowice, kasa po raz drugi

     Niepowodzenie pierwszej akcji nie zniechęciło „Szarego” do przeprowadzenia akcji. Przy współpracy z Referatem II Wywiad Komendy Obwodu Iłża (kluczową rolę pełnił tak jak poprzednim razem Zenon Boduszewski „Zenek”)  prowadzono rozpoznanie, ale tym razem za cel obrano kasą główną Zakładów Starachowickich. Zadanie nie było łatwe zakład produkował uzbrojenie i stąd znajdował się pod szczególną ochroną. Kasa znajdowała się w Biurze Głównym, położonym obok głównej bramy z wartownią obsadzoną przez oddział Werkschutzu, w których skoszarowanych było około 200 żołnierzy, głównie pochodzenia ukraińskiego.

     Różne są opisy akcji ale porównując wspomnienia uznaliśmy, że akcja przebiegła w następujący sposób. Zgodnie z przyjętym planem działania akcję miało przeprowadzić tylko trzynastu żołnierzy:

-Heda Antoni „Szary”,

-Kiepas Zygmunt „Krzyk”,

-Dąbek Władysław „Bukowy”,

-Kamiński Edmund „Czerkies”,

-Michalski Zbigniew „Fuchs”,

-Małek Józef „Tygrys”,

-Stawski Teofil „Kret”,

-Łęcki Zdzisław „Skalbmierz”,

-Łęcki Tadeusz „Krogulec”,

-Kosiur Aleksander „Zant”,

-Mączyński Mieczysław „Mat”,

-Sołtyk Wacław „Liść”,

-Pączek Jan „Szklanka”.

Edmund Kamiński "Czerkies", zdjęcie przedwojenne

     Najpierw odwiedzono dom kasjera, który zabierał ze sobą klucze od kasy. Wykonał to „Szary” któremu towarzyszył Teofil Stawski „Kret” i jeszcze jeden partyzant. Pomimo oporu zabrano klucze, a do pilnowania kasjera pozostał w mieszkaniu Tadeusz Łęcki „Krogulec”(sam „Szary” podaje, że pozostał Mieczysław Ciura „Cygan”).
     Pozostała grupa udała się do Zakładów. Planowano dostać się na ich teren od strony Orłowa wykorzystując rosnący tam las. W tamtym też miejscu pozostała, uzbrojona w rkm, grupa ubezpieczająca pod dowództwem Zygmunta Kiepasa „Krzyk”. W przypadku niepowodzenia akcji miała ona zapewnić bezpieczny odwrót głównej grupie.
     Akcję rozpoczęto po godzinie 22 korzystając z dużego ruchu robotników którzy powracali właśnie z pracy do domów. Miejsce w którym partyzanci zamierzali sforsować ogrodzenie zakładu znajdowało się w zasięgu wzroku wartownika z wieżyczki. Odwróceniem jego uwagi zajął się Wacław Sołtyk „Liść”, który udając pijanego wzbudził ogólną wesołość robotników powracających właśnie z pracy.
     Pozwoliło to głównej grupie niepostrzeżenie dostać się na teren zakładu. Partyzanci poubierani byli w robotnicze kombinezony co w zapadających ciemnościach sprawiało wrażenie, że są pracownikami zakładu. Jedynie Kamiński Edmund „Czerkies” i Michalski Zbigniew „Fuchs” ubrani byli na podobieństwo Niemców w tyrolskie kapelusiki, płaszcze, niemieckie opaski itp. Znając język niemiecki przewidziano dla nich odpowiedzialne zadanie.
     W budynku w którym znajdowała się kasa służbę pełniło dwóch żołnierzy Werkschutzu. Na noc zamykali oni drzwi od środka na łańcuch. Po dotarciu pod budynek partyzanci natknęli się na pierwszy problem: jak otworzyć drzwi. Zaczął się z nimi szamotać „Fuchs”. Hałas zaalarmował wartowników, ale ci widząc „Niemca” sami otworzyli drzwi. „Fuchs” po wejściu do wewnątrz zaczął po niemiecku wymyślać wartowników. Ten teatr przerwało wkroczenie „Szarego”, który z pistoletem w ręku zmusił wartowników do poddania się.

     Partyzanci po opanowaniu budynku podzielili się na grupy. Ubezpieczeniem dowodził Edmund „Czerkies”. Teofil Stawski „Kret” udał się do centrali telefonicznej, gdzie pilnował dwóch Polek – telefonistek. Główna grupa pod dowództwem „Szarego” napotkała jednak w budynku kolejne problemy. Wejście do pomieszczeń kasowych było od strony korytarza oddzielone kratą do której nie posiadano kluczy. Dopiero po pewnym czasie udało się je odnaleźć i grupa dostała się do pomieszczenia kasowego. Po opuszczeniu rolet (świecące się światło w czasie gdy biuro nie pracowało mogło zaalarmować strażników) jeden z żołnierzy otworzył kasę i rozpoczęto ładowanie pieniędzy do worków. W tym czasie do budynku zbliżał się podoficer prowadzący dwóch żołnierzy do zmiany warty. Zostali oni wpuszczeni przez „Czerkiesa” do środka i dopiero tam ich rozbrojono.
     Po załadowaniu pieniędzy do worków wyniesiono je przed budynek, gdzie „Czerkies” zatrzymał dwóch robotników, którym nakazał pomóc przy niesieniu „zdobyczy”.
     Tą samą drogą co poprzednio partyzanci opuścili zakład i udali się do Lipia, gdzie podczas odpoczynku przeliczono fundusze. Zdobyto ponad dwa miliony złotych, które rozmieszczone zostały w różnych kryjówkach, a część zapewne przekazano na potrzeby Komendy Obwodu.

     Problematyczna jest zdobyta przez partyzantów kwota. Sam Heda podaje, że było to ponad 2,5 miliona. Marian Langer określa zdobycz na: około 2 miliony. Natomiast w monografii „Jodła” znajdują się dwa różne zapisy. Dziś zapewne nie ustalimy dokładnej kwoty, ale zapewne oscylowała ona około dwóch milionów i niewątpliwie był to sukces „Szarego”. 

Listopad 1943 r.

Na działalność oddziału w tym miesiącu miały wpływ dwa wydarzenia. Podporządkowanie oddziału strukturom Inspektoratu Starachowickiego, a co za ty, idzie wyprawa w koneckie, oraz współpraca z „Ponury”, a dokładnie udział we wspólnej mszy z okazji Święta Niepodległości.

Inspektorat Starachowicki

     Inspektorat Starachowicki został utworzony już w połowie 1943 r. Powstał on z wydzielenia Obwodów Iłża i Końskie z Inspektoratu Radomskiego. Inspektorem został mianowany mjr Stanisław Łączkowski „Nałęcz”. W początkowym okresie siedziba inspektora znajdowała się w Skarżysku-Kamiennej. W czerwcu 1943 r. por. Stanisław Poreda „Śwątek” (dotychczasowy Komendant Podobwodu II Starachowice w Obwodzie Iłża) został powołany na stanowisko szefa sztabu Inspektoratu Starachowickiego. Pierwszy okres pracy nowej struktury polegał zapewne na przygotowaniu kwestii organizacyjnych. Wiadomość ta jest w pewien sposób potwierdzona przez fakt, że Obwód Iłża formalnie przekazany został do nowego inspektoratu dopiero około 15 października 1943 r.

Stanisław Gądzio „Kos”

     Niestety także w październiku 1943r. „Nałęcz” został aresztowany przez Gestapo i jego dalsze losy są nieznane. W listopadzie 1943 r. Inspektorem mianowany zostaje mjr Stanisław Gądzio „Kos”. Jest on jednocześnie Komendantem Obwodu Jędrzejów. Najpierw musi przekazać swoje dotychczasowe obowiązki następcy i zapewne funkcję w inspektoracie obejmuje dopiero wiosną 1944 r. Siedzibą Inspektoratu są w tym czasie Starachowice.
     Nie zmienia to jednak faktu, że już w listopadzie 1943 r. Gądzio przebywa czasowo na terenie inspektoratu. Porządkuje jego sprawy organizacyjne. Jedna z nich dotyczy uporządkowania kwestii oddziałów partyzanckich. Działający dotąd w ramach Obwodu Iłża oddział Antoniego Hedy "Szary" zostaje podporządkowany Inspektorowi Starachowickiemu, który jednocześnie wskazuje mu jako teren działania Obwód Końskie.
     Nie wiemy dokładnie kiedy zapadają decyzje, ale ich wykonanie odsunięto w czasie. Oddział „Szarego” miał jak najszybciej przeprowadzić rekonesans w nowym terenie, ale na stałe ma się przenieść w późniejszym czasie.
Podporządkowanie oddziału Inspektorowi Starachowickiemu ma wpływ jeszcze na jedną sprawę. Jak pamiętamy od września 1943 roku „Szary” jest Kierownikiem Kedywu w Obwodzie Iłża. Zmiana podległości sprawia zapewne, że zostaje odwołany z tej funkcji. Kiedy to nastąpiło? W listopadzie czy może dopiero na wiosnę? A może „Szary” został jednocześnie mianowany Kierownikiem Kedyw w Inspektoracie Starachowickim. Nie mamy odpowiednich dokumentów aby jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania, ale biorąc pod uwagę wiele okoliczności przychylamy się do tej ostatniej wersji.
     Do sprawy tej jeszcze powrócimy. Teraz odkładamy ją w czasie tak jak zrobił to oddział, który musiał się przygotować do kolejnego zadania.

7 listopada 1943 r. – Michałów

     Wydzielona z oddziału grupa żołnierzy dokonała rekwizycji w folwarku Michałów (koło Pakosławia). Folwark znajdował się pod niemieckim zarządem, a dodatkowo umiejscowiony był przy lesie i partyzanci doskonale znali go z poprzedniej akcji. Podczas akcji zarekwirowano wiele artykułów spożywczych, trzodę i bydło, a wszystko by przygotować jak najwięcej żywności. Była ona potrzebna bowiem oddział wybierał się na uroczystości Święta Niepodległości organizowane przez Jana Piwnika „Ponurego”.
     Podczas akcji w Michałowie pojmano niemieckiego konfidenta Łysiaka (prawdopodobnie ukraińskiej narodowości). Aby nie powodować represji na mieszkańcach folwarku uprowadzono go do lasu. Po przesłuchaniach został rozstrzelany prawdopodobnie 9 listopada.

11 listopada 1943 r. – Święto Niepodległości

     10 listopada wieczorem oddział „Szarego” wyruszył w drogę w kierunku Pasma Jeleniowskiego. Dokładne miejsce zgrupowania nie było znane ale „Szary” miał się spotkać ze Zgrupowaniami Partyzanckimi „Ponury” w masywie Szczytniaka koło Nowej Słupi. 

Msza polowa z okazji Święta Niepodległości

     Od rana 11 listopada na koncentrację stawiają się pododdziały podlegające bezpośrednio „Ponuremu”. Dociera też oddział „Szarego” liczący około 40 żołnierzy. Musimy wyjaśnić tu pewną nieścisłość. Sam Antoni Heda podaje, że jego oddział był w tym czasie IV Zgrupowaniem u „Ponurego” co nie znajduje potwierdzenia w stanie faktycznym. Oddział „Szarego” nigdy nie wchodził w skład Zgrupowań Partyzanckich „Ponurego”. „Szary” jako kierownik Kedyw w Obwodzie Iłża podległa jednak „Ponuremu”, który był od czerwca także Kierownikiem Kedyw w całym Okręgu Kielce.
     Zwykło się podawać, że partyzancka koncentracja rozpoczęła się partyzancką defiladą, a następnie mszą która odbyła się na „Szczytniaku” w Paśmie Jeleniowskim. Przyjęło się mówić, że msza została odprawiona na „Szczytniaku” i że mszę odprawiał ks. Kapelan Zygmunt Głowacki ps. „Jaskólski”. Tak też m.in. w swoich wspomnieniach ujął to Marian Świderski „Dzik”. Historycy skupieni w Stowarzyszenie Pamięci Ponury-Nurt po przeprowadzonych badaniach źródeł twierdzą, że uroczysta Msza Święta odprawiana była w dniu 11 listopada 1943 r. przez O. Sylwestra Graniecznego (ojciec z Klasztoru na Świętym Krzyżu, który w tym czasie był wikarym w pobliskiej Nowej Słupi). Uznają oni, że dokładnym miejsce uroczystości i mszy była Góra Skoszyńska.

     Potwierdzeniem tych ustaleń są wyjaśnienia samego księdza Zygmunta Głowackiego „Jaskólski", który potwierdził, że do roku 1944 pracował w Diecezji Sandomierskiej. Nie mógł więc być kapelanem Zgrupowań Partyzanckich "Ponury". 
     Po zakończeniu uroczystości wszystkie pododdziały zostały na noc na miejscu. Dopiero na drugi dzień zaczęły się rozchodzić do wyznaczonych im rejonów. Oddział „Szarego” wracał w lasy starachowickie szlakiem przez Kunów.

Akcje likwidacyjne

     Po powrocie z uroczystości Święta Niepodległości oddział zakwaterował w okolicach gajówki Klepacze. Prawdopodobnie rozpoczął się proces demobilizacji żołnierzy i ich odchodzenia na kwatery, a co za tym idzie zmian organizacyjnych. Niestety nie jesteśmy w stanie uchwycić tych zmian.
     Oddział generalnie szykował się do „zimowania” a w tym czasie wykonywał akcje likwidacyjne w najbliższej okolicy.
20 listopada – wykonanie wyroku śmierci na funkcjonariuszu policji granatowej nazwiskiem Pora, którego z użyciem grupy wypadowej przeprowadzono z Wierzbnika do lasu,
24 listopada – likwidacja konfidenta nazwiskiem Felerski po śledztwie i wyroku, sprowadzonego przez grupę wypadową 2 dni wstecz z Wierzbnika,
25 listopada – likwidacja konfidenta nazwiskiem Pawłowski po śledztwie i wyroku, sprowadzonego przez grupę wypadową 3 dni wstecz z Wierzbnika.

Wyprawa w koneckie

     Zgodnie z decyzją Inspektora Starachowickiemu, któremu podlegał teraz oddział, miał on przenieść się w na teren Obwodu Końskie na terenie którego nie było odpowiedniej siły zbrojnej AK. Całkowicie nowy teren wymuszał przeprowadzenie rekonesansu i zapewne taki był cel wyprawy A.Hedy.
     Nie wiemy jakie siły towarzyszyły mu podczas wyprawy, ale jest to zapewne tylko drużyna pod dowództwem Józefa Małka „Tygrys”. Oddział po przedostaniu się w okolice Końskich zakwaterował prawdopodobnie w lasach koło Baryczy chcąc nawiązać kontakt z dowództwem w Końskich. „Szary” nie zdawał sobie sprawy, że w Baryczy stacjonowały dość duże niemieckie siły strzegące sowieckich jeńców.

Pobyt partyzantów w okolicy zbiegł się wykryciem przez niemców spisku jeńców którzy chcieli uciec (mieli oni kontakt z Antonim Piwowarczykiem „Wąsowicz”, który był wówczas zastępcą Komendanta Obwodu Końskie i jednocześnie nadzorował sprawy dywersji). Niemcy wyprowadzili z obozu na rozstrzelanie 15 jeńców. Podczas egzekucji Sowieci rzucili się do ucieczki. Tylko czterem udało się uniknąć niemieckich kul, ale podążał za nimi niemiecki pościg.

     Heda wysłał na rozpoznanie w kierunku strzałów kilku żołnierzy pod dowództwem Józefa Małka „Tygrys”. Partyzanci napotkali uciekających dwóch jeńców, a słysząc odgłosy pościgu przygotowali zasadzkę. Ostrzelani Niemcy nie podjęli walki (według „Szarego” poległo trzech z nich). Dwaj uciekinierzy zostali uratowani (niektóre relacje podają, że uratowanych zostało czterech). Okazało się, że są to Ormianie, lekarze Muszeg Stiepanian Serdakowicz i Sarkis Martyrosjan.

     Wszyscy pozostali odtąd w oddziale, który po zdekonspirowaniu swojego miejsca postoju musiał przejść na inny teren. Nie wiemy czy ostatecznie doszło do spotkania z przedstawicielami Komendy Obwodu Końskie. „Szary” wraz ze swoimi ludźmi odszedł w lasy starachowickie.

Grudzień 1943 r.

Ostatni miesiąc roku oddział spędził na systematycznej demobilizacji żołnierzy, którzy byli odsyłani na kwatery. Poza zdobywaniem środków niezbędnych do życia oddział nie prowadził akcji zbrojnych. Niestety rok zakończyła tragedia.

Ciężarówka z mleczarni

     W grudniu 1943r. oddział przeprowadził akcję zdobycia ciężarówki przewożącej produkty z mleczarni w Iłży. Zatrzymano ją na szosie Marcule – Lubienia, ale okazało się znajduje się na niej jedynie jedna beczka masła i trochę sera. Z tą zdobyczą oddział udał się do gajówki Klepacze gdzie spędził Święta Bożego Narodzenia. 

14 grudnia

     Rozbrojenie ochrony i przejęcie transportu żywności. Zdobyto broń i oporządzenie funkcjonariuszy policji granatowej bez strat własnych.

Demobilizacja

     Prawdopodobnie po tych akcjach nastąpiła główna fala demobilizacji. Żołnierze otrzymali fałszywe dokumenty (zdjęcia były robione w gajówce Klepacze) i zostali skierowani na konspiracyjne kwatery. Trzeba pamiętać, że sporą grupę stanowili nadal żołnierze z Podobwodu Powiśle (Placówka Tarłów). Pozostali kwaterowali pojedynczo lub małymi grupami. Dla przykładu Józef Małek „Tygrys” odszedł na kwaterę 16 grudnia. Razem z nim poszło dwóch uratowanych w Koneckiem Ormian. Zimę spędzili w ukryciu u gospodarza Brewki koło Wąchocka.

Święta Bożego Narodzenia

Zdzisław Łęcki „Skalbmierz”

     Ostatni pozostający w oddziale, żołnierze spędzili święta w gajówce Klepacze.  W lesie pozostała jedynie niewielka grupa żołnierzy pod dowództwem  Jana Ziębory „Zwid”. W grupie tej znajdowali się m.in. Zdzisław Łęcki „Skalbmierz” i Tadeusz Łęcki „Krogulec”. Grupa ta często zmieniała zakwaterowanie przebywając w położonych na uboczu kwaterach.

Śmierć Zdzisława Łęckiego "Skalbmierz"

     W ostatnich dniach grudnia grupa dowodzona przez „Zwida” zakwaterowała w Michałowie pod Wierzbnikiem u młynarza Albiekiera. Sam Ziębora przekazał dowodzenie grupą „Skalbmierzowi” i udał się do Starachowic odwiedzić rodzinę.  Prawdopodobnie podczas kilkudniowego pobytu gospodarz zdobył sobie zaufanie partyzantów, a ci pozwolili mu odwiedzić brata. Niestety poinformowali oni niemiecką żandarmerię o miejscu pobytu partyzantów.
     W noc sylwestrową 31.12/1.01.1944 r. żołnierze AK zauważyli zbliżających się Niemców. Błyskawicznie rozpoczęto opuszczanie przez okno budynku i wycofywanie się w kierunku lasu – ten teren nie był przez żandarmów obstawiony. Podczas walki ranni zostali Aleksander Kosior „Zant”i Eugeniusz Ziębora „Wierch”, ale udało im się wycofać. Jako ostatni wycofywał się Zdzisław Łęcki „Skalbmierz”, ale zanim wyszedł z domu został ranny wrzuconym do środka granatem. Ranny dostał się w niemieckie ręce i został zamordowany następnego dnia.
     Zdając sobie sprawę że karząca ręka Polskiego Państwa Podziemnego dosięgnie go Albekier opuścił teren, ale wyrokiem Sądu Podziemnego zlikwidowany został jego brat.

Luty 1944 r.

W lutym pola zasłane były jeszcze grubą warstwą śniegu. Mimo to oddział został zmobilizowany do odbioru zrzutu lotniczego. Stawiło się około 30 żołnierzy. Biorąc pod uwagę, że podczas przerwy zimowej stracono kilku zabitych i rannych oraz prawdopodobnie oddział utracił łączność z częścią „grupy Tarłowskiej” był to dobry wynik świadczący o karności żołnierzy. Ich postawa miała wpływ na walkę w Edwardowie.

26 lutego 1944 r. – Edwardów

     W drugiej połowie lutego miał nastąpić zrzut lotniczy w związku z czym oddział „Szarego” otrzymał od przełożonych rozkaz mobilizacja. Stawiło się 56 żołnierzy (sam Heda podaje, że było ich 90). Oddziałem dowodził Zygmunt Kiepas „Krzyk” i prawdopodobnie był on podzielony na dwie drużyny którymi dowodzili:  Stefan Sławiński „Lis” i Włodzimierz Gmerek „Bielik”. Partyzanci wyruszyli  w okolice Jedlanki Starej k/Iłży dla zabezpieczenia  miejsca zrzutu lotniczego. Nie było z nimi „Szarego”, który korzystając z okoliczności odwiedził w Krzyżanowicach swoją narzeczoną. 

Z.Kiepas "Krzyk", podczas leczenia w Błazinach

     26 lutego kwaterowano w czterech ostatnich gospodarstwach we wsi Edwardów niedaleko osady Wielgie. Rankiem (około godziny 9) partyzanckie ubezpieczenie dostrzegło w sąsiedniej wsi Kochanów podwody z  niemieckimi  żandarmami i granatowymi policjantami. „Krzyk” ogłosił ostre pogotowie i kazał żołnierzom pozostać w zabudowaniach.  Tak jak w innych tego rodzaju akcjach obowiązywał zakaz zaczepnych działań zbrojnych, aby nie dekonspirować terenu.  Kiepas  miał nadzieję, że Niemcy po załatwieniu swoich spraw wrócą do Iłży drogą, którą przyjechali.

     Około godziny 12 ubezpieczenie poinformowało „Krzyka”, że niemiecki oddział zapakował się na 6 podwód i zbliża się do wioski. Na wycofanie było już za późno, walka mogła narazić wioskę na represje. Kiepas podjął więc decyzję o ukryciu żołnierzy i nakazał przepuścić kolumnę. Wszyscy żołnierze otrzymali także otwierania ognia bez koniecznej potrzeby.

     Niemiecka kolumna bez przeszkód przejeżdżała przez wioskę. Niestety już na jej skraju żandarmi postanowili odwiedzić domy wybierając akurat te w których ukryci byli partyzanci. Wchodzący do zabudowań zostali przywitani ogniem. Pozostali żandarmi, znajdujący się jeszcze na drodze, zajęli stanowiska w przydrożnych rowach. Rozpoczęła się chaotyczna walka na bliską odległość podczas której trudno było mówić o dowodzeniu. Niemcy nie byli jednak skłonni do walki z nierozpoznanym przeciwnikiem i po pewnym czasie wycofali się z wioski tracąc trzech ludzi. Ginął też policjant granatowy  Marian Piotrowski „Świst” który był żołnierze AK. , Ranny został też drugi policjant granatowy, który wedle niektórych relacji także był żołnierzem Polskiego Państwa Podziemnego.

     Straty poniósł także oddział partyzancki. Poległ plutonowy Witold Kotwica „Brzeszczot”. Dowodzący oddziałem Zygmunt Kiepas „Krzyk” został ranny w głowę. Po walce oddział wycofał się z wioski, a dowództwo po rannym „Krzyku” objął Stefan Sławiński „Lis”. Oddział odmaszerował do lasów starachowickich, a ranny „Krzyk” został przetransportowany do szpitala partyzanckiego w Krzyżanowicach. Wezwany z Iłży doktor Chyczewski wyjął z rany fragment kości i wykonał opatrunek. Następnie poszkodowany przewieziony został do Błazin pod opiekę Jadwigi Wawro, przyszłej żony „Krzyka”. Niestety wystąpiły komplikacje. Wezwany na konsultacje okulista ze Starachowic  stwierdził, że ranne oko należy usunąć, gdyż infekcja jaka się w nim zaczęła może uszkodzić drugą gałkę. „Krzyk” stracił oko, ale po wyleczeniu powrócił do oddziału.

Marzec 1944 r.

Po przerwie zimowej oddział mobilizował swoich żołnierzy, ale przeżywał duże zmiany organizacyjne. Dochodzili nowi żołnierze, ale i duża grupa odeszła. Oddział, zasilony innymi jednostkami, przeprowadził też dużą akcję opanowania wartowni zakładów w Starachowicach. 

Mobilizacja

     Mobilizujący się po wiosennej przerwie oddział próbował wejść w nowe ramy organizacyjne. Było to o tyle trudne, że podczas zimowej przerwy poległo kilku kluczowych ludzi, kilku kolenych pozostało w strukturach konspiracyjnych. Prawdopodobnie nie stawiła się też część „grupy tarłowskiej”. Zapewne żołnierze kwaterujący na tamtym terenie w okresie zimowym związali się z miejscowymi strukturami i pozostali na swoim terenie. Z drugiej strony stawia się grupa nowych żołnierzy, którzy zdekonspirowani, ukrywają się na terenie obwodu.

Wydaje się, że po zimowej przerwie na mobilizację stawiło się ok. 40-50 żołnierzy. Szybko postępujące zmiany są trudne do uchwycenia, ale wydaje się, że pierwotny podział organizacyjny przedstawiał się następująco.
Dowódca: Antoni Heda „Szary”,
Zastępca: Henryk Gruszczyński „Blady”,
Dowódcy drużyn:
- Stefan Sławiński „Lis”,
- Feliks Galszczyński „Surma”,
- Jerzy Pawłowski „Strach”,
Sytuacja ta dotyczyła pierwszych dwóch tygodni marca.

13 marca 1944 r. – przyłączenie oddziału „Orkana”

     Do kwaterującego w lasach starachowickich oddziału „Szarego” dociera oddział z terenu Obwodu Końskie, który decyzją Inspektora Starachowickiego został podporządkowany Antoniemu Hedzie. Oddział liczy 32 żołnierzy i dowodzi nim Stanisław Kołodziejczyk „Orkan” (wcześniej znany jako „Bandera”). W oddziale jest jeszcze dwóch Polaków: Chmielowski Tadeusz „Walter” (wcześniej występujący pod pseudonimami „Klon”, „Bartek”) i Okoniewski Michał „Wojnat” pozostałymi żołnierzami są sowieci którzy uciekli z obozu w Baryczy koło Końskich. Uzbrojenie grupy było fatalne: jeden pistolet maszynowy, kilka karabinów Mauser i kilkanaście karabinów Mosin z małymi ilościami amunicji.

     W związku ze wzrostem stanu oddział został podzielony na dwa plutony. Dowodzili nimi:
I pluton, dowódca: Stefan Sławiński „Lis”,
II pluton, dowódca Feliks Galszczyński „Surma”.

17 marca 1944 r. – nieudana likwidacja konfidenta

     Grupa żołnierzy pod dowództwem Henryka Gruszczyńskiego „Blady” udała się na teren Podobwodu Skarżysko w celu likwidacji konfidenta. Akcja nie powiodła się bowiem źle wybrano miejsce zasadzki.

21 marca – reorganizacja

     Szykując się do kolejnej dużej akcji, oddział musiał uporządkować swój stan organizacyjny tym bardziej, że jego liczebność osiągnęła stan około 80-90 żołnierzy.

Możemy przyjąć, że struktura oddziału wyglądała następująco (zastrzegamy, że w niektórych przypadkach możemy się mylić):

I pluton, dowódca:  Stefan Sławiński „Lis”,

     1 drużyna, dowódca Józef Małek „Tygrys”,

     2 drużyna, dowódca Włodzimierz Gmerek  „Bielik”,

     3 drużyna: dowódca:  Chmielowski Tadeusz „Walter”,

II pluton, dowódca Feliks Galszczyński  „Surma”,

     1 drużyna, dowódca Jerzy Pawłowski „Strach”,

     2 drużyna, drużyna Sowietów,

Drużyna gospodarcza.

25 marca 1944 r. – próba opanowania Starachowic

 

PLAN

     W połowie marca 1944 r. dowództwo Obwodu Iłża AK zostało poinformowane przez wywiad o dostawie większej ilości broni maszynowej do magazynu w ukraińskiej kompanii wartowniczej przy Zakładach Metalowych „Herman Goering Werke” w Starachowicach.
     Niemieckie siły w mieście stanowiły trzy kompanie, dobrze uzbrojonej i w stałym pogotowiu bojowym, ukraińskiej służby wartowniczej, a także kwaterujące w mieście – kompania zmotoryzowana żandarmerii oraz kompania Sonderdienstu, jak również mały garnizon Schutzpolizei. W mieście był też posterunek policji granatowej, ale tej formacji najmniej się obawiano.
     Należy dodać, że magazyny koszarowe Ukraińców znajdowały się w pobliżu tzw. Zakładów Górnych – dzielnicy zamieszkałej przez Reichs- i Volksdeutschów, dobrze uzbrojonych i zorganizowanych.
     Ostatecznie dowództwo obwodu uznało jednak, że akcja zajęcia miasta i opanowania magazynu jest realna i nakazano jej przeprowadzenie w dniu 24 marca 1944 r., o godzinie 21.50.
     Godzinę akcji wyznaczono specjalnie na późną porę wieczorową w celu uniknięcia strat w ludności cywilnej w przypadku strzelaniny ulicznej. O godz. 21.50 bowiem druga zmiana pracowników Zakładów nie wychodziła jeszcze z pracy, a mieszkańcy miasta ze względu na godzinę policyjną przebywali już w domach. Z kolei trzecia zmiana już była w zakładzie szykując się do rozpoczęcia pracy.

 

PRZYGOTOWANIE

     Dowództwo nad akcją powierzono Antoniemu Hedzie „Szary”, a główny trzon sił miał stanowić jego oddział partyzancki. Do udziału w akcji przewidziano łącznie ok 170 żołnierzy. Sam oddział liczył około 80-90 żołnierzy stąd do wsparcia partyzantów skierowano dodatkowe siły:

-żołnierze drużyn szturmowych z konspiracji miejskiej oraz słuchacze konspiracyjnej szkoły podchorążych ze Starachowic, którzy koncentrowali się w lasku dzielnicy Majówka-Klarnerowo. Na ich uzbrojenie składało się około 20 karabinów i bron krótka.

-żołnierze z Placówki AK Tarczek, przyprowadzonych przez ppor. „Wita” (Turbarz).

-żołnierze z Podobwodu Skarżysko „Morwa”: w akcji wzięło udział ok. 30 żołnierzy z kompani „Wierzba” (obejmowała ona 3 plutony, ale do akcji skierowano ludzi z plutonów):

oddział z Plutonu 115 Pogorzałe którym dowodził sierżant Stefan Bilski „Buczyński”,

oddział z Plutonu 117 Skarżysko-Książęce którym dowodził ppor. Zygmunt Kazimierowicz „Komar”.

 

ZADANIA

     Grupę uderzeniową stanowili żołnierze z oddziału Antoniego Hedy którymi dowodził podchorąży Feliks Galszczyński „Surma”. Jej zadaniem było opanowanie wartowni, a następnie koszar ukraińskich

-grupa ppor. „Wita” z Placówki Tarczek miała opanować dworzec kolejowy i blokować siedzibę Schutzpolizei w Starachowicach Dolnych.

-żołnierze ze Starachowic zostali podzielenie na trzy grupy którymi dowodzili:

     chorąży Donat Stywryn „Budrys”

     sierżant podchorąży Mosur „Wilk” (prawdopodobnie)

     Zdzisław Zieniewicz „Alter”

Dwie pierwsze grupy miały zablokować ogniem kompanie niemieckie zajmujące dwa budynki szkolne: przy ul. Kościelnej i Kolejowej.

Grupa Zdzisława Zieniewicza „Alter” (poza nim st. Strzelec Longin Ząbecki „Kier” i strzelec Stefan Makowski „Gracz”) była uzbrojona w jeden pistolet typu „Parabellum” z 30 szt. amunicji oraz 2 kb z 50 szt. amunicji. Grupa miała blokować ogniem koszary Sonderdienstu w dzielnicy niemieckiej.

-grupa z Podobwodu Skarżysko – nie udało nam się ustalić jakie zadanie otrzymała.

 

     Zgodnie z założeniem akcja miał trwać około 20 minutach po czym większość oddziałów (zapewne poza grupą z Placówki Tarczek) miały wycofać się na szosę Tychowską i dalej w lasy.

 

AKCJA

     O przebiegu samej akcji niewiele wiemy. Oddajmy głos A.Hedzie, który dowodził całością: „…Niestety oddział szturmowy pod dowództwem podchorążego „Surmy” nie wykonał głównego zadania, to znaczy zdobycia wartowni, przez którą należało przebić się na tyły koszar straży i przez zaskoczenie nocne unieszkodliwić przeciwnika. Ponieważ to się nie udało, nakazałem wycofanie się z niewykonanej akcji. Straciliśmy jednego poległego – Stanisława Seweryna. Ranny został Stefan Kozłowski „Jola”. Przeciwnik poniósł kilkakrotnie większe straty. Częściowo moją winą jest to, że moje miejsce dowodzenia nie było przy grupie szturmowej.” (Antoni Heda-Szary, Wspomnienia „Szarego”, Warszawa 2009, s. 158).

     Wiemy, że akcja trwała dłużej niż zakładany czas. Nie udało się wykonać głównego zadania, ale faktycznie oddziałom ubezpieczającym udało się utrzymać zdezorientowanych Niemców w budynkach. Także wycofanie po akcji odbyło się sprawnie. Jedynie grupa Zdzisława Zieniewicza „Alter”, zgubiła drogę i wycofała się na własną rękę.

 

PODSUMOWANIE

     Zawiodła pamięć dowódcy akcji przy szacowaniu strat które były większe niż podał „Szary”. Bezpośrednio w akcji stracono dwóch zabitych: Stanisław Seweryn „Seweryn” i Tadeusz Łyżyński „Patyk”. Rannych było także dwóch żołnierzy: kapral Stefan Kozłowski „Jola” i NN „Michał” (żołnierz sowiecki).

     Prawdopodobnie w czasie walk życie straciło też co najmniej dwóch Polaków, cywilnych pracowników fabryki. Przypadkowo znaleźli się oni między walczącymi. Na cmentarzu przy ulicy Zgodnej znajduje się nagrobek 29-letniego Jana Smurzyńskiego, zaś na cmentarzu na Bugaju – grób 18-letniego robotnika Witolda Oziomk.

     Straty nieprzyjaciela szacuje się na 7 zabitych Ukraińców oraz bliżej nie ustaloną liczbę rannych.

 

POWRÓT GRUPY Z PODOBWODU SKARŻYSKO

     Jak pamiętamy główne siły „Szarego” oraz żołnierze z Podobwodu Skarżysko wycofały się ze Starachowic na północ i dzień 25 marca spędzili na odpoczynku (niestety nie wiemy gdzie).

     26 marca żołnierze ze Skarżyska odłączyli się od „Szarego” i rozpoczęli samodzielną wędrówkę w swoje rodzinne strony. Niestety pod Seredzicami doszło do starcia z niemieckim oddziałem podczas którego zginął ppor. Zygmunt Kazimierowicz „Komar”. Pozostałym siłom udało się szczęśliwie wyjść z matni i oddział kontynuował marsz, aż ze zmęczenia zatrzymano się na nocleg.

     27 marca oddział kontynuował marsz w kierunku Skarżyska, ale niestety ponownie doszło do walki z Niemcami tym razem w lesie Bór, między Skarżyskiem-Książęcym a wsią Barak. Oddział prawdopodobnie wpadł tu w zasadzkę podczas której zginęło dwóch kolejnych partyzantów: kapral Leon Półtorak „Batory” oraz Jan Karpeta „Gołąb”. Pozostała część oddziału przebiła się do lasów majdowskich i rozeszła na kwatery.

     28 marca na miejsce potyczki wyruszył ze Skarżyska specjalny oddział którym dowodził ppor. Mieczysław Szymański „Szum”. Był on szef referatu II wywiad Podobwodu Skarżysko i jednocześnie dowódca plutonu operacyjnego. Pełnił też funkcję komendanta skarżyskiej podchorążówki, a że jej słuchaczami byli ostatni dwaj polegli, to czół się w obowiązku zabrać z miejsca walki ciała podwładnych. Niestety Niemcy przewidzieli taką sytuację i czekali w zasadzce. Wywiązała się walka podczas której poległ „Szum”.

 

Tak więc grupa żołnierzy ze Skarżyska już po zakończeniu akcji poniosła największe straty.

27 marca 1944 r. – odejście sowietów i reorganizacja

     Po akcji na starachowickie zakłady oddziały zebrały się we wsi Lipie, a następnie te przybyłe z placówek terenowych opuściły oddział „Szarego”. Pozostało około 90 żołnierzy w tym ponad 30 sowietów. Obawiając się, że oddział utraci polski charakter  „Szary” zaproponował sowietom odejście i utworzenie własnego oddziału. W oddziale mieli jedynie pozostać czterej przejęci jesienią z obozu w Baryczy (Kim, Mikołaj, Konstantin i dr Muszeg). Trzem kolejnym sowietom (Michaił Banderenko, Andriej Karapuz i Maks) udało się uprosić Hedę na zgodę na pozostanie w oddziale. Pozostali (łącznie 26 osób) odeszli. Tak więc w oddziale „Szarego” pozostało około  niewiele ponad 60 żołnierzy, którzy w dalszym ciągu byli podzieni na dwa plutony:

I pluton, dowódca:  Stefan Sławiński „Lis”,

     1 drużyna, dowódca Józef Małek „Tygrys”,

     2 drużyna, dowódca Włodzimierz Gmerek  „Bielik”,

     3 drużyna: dowódca: Kazimierz Grzybowski  „Chyży”,

II pluton, dowódca: Stanisław Kołodziejczyk „Orkan” ,

     1 drużyna , dowódca Chmielowski Tadeusz „Walter”,

     2 drużyna, dowódca – brak danych,

Drużyna gospodarcza.

30 marca 1944 r. - opanowanie Sienna

     Oddział „Szarego” dotarł do Jeleńca. Zakwaterowano w pałacyku należącym do Tadeusza Halpera. Niektórzy żołnierze przeżyli szok gdy podano im posiłek na pałacowych zastawach. Jeszcze tego samego dnia wydzielona z plutonu Stefana Sławińskiego „Lisa” grupa partyzantów udała się do Sienna w celu przeprowadzenia akcji. W niektórych materiałach spotyka się błędną datę akcji na Sienno.

     W nocy z 30 na 31  marca 1944 r. wydzielona  grupa zajęła  Sienno. Opanowano budynek gminy gdzie zniszczono m.in. dokumentację kontyngentową. Chłostą ukarano osoby nadmiernie współpracujące z okupantem oraz zlikwidowano akuszerkę która była niemieckim konfidentem.

     Na podwodach wywieziono artykuły spożywcze i potrzebne  surowce, które zabrano z magazynów miejscowej Spółdzielni Rolniczo – Handlowej.

Kwiecień 1944 r.

Miesiąc rozpoczął się bitwą pod Jeleńcem. Jeszcze w tym samym miesiącu oddział stoczył walkę pod Marculami. Najważniejszym jednak wydarzeniem jakie nastąpiło w tym miesiącu to zmiana terenu działania. Oddział przeniósł się na teren Obwodu Końskie.

1 kwietnia 1944 r. – bitwa pod Jeleńcem

     31 marca, zapewne nad ranem, grupa która opanowała Sienno powróciła do oddziału kwaterującego w dworze w Jasieńcu. Przywieziono bogate łupy wśród których był też alkohol (kilka skrzynek wódki). Po odpoczynku, być może już w godzinach popołudniowych, łamiąc reguły oddziału znalazło się kilku ludzi którzy, wypiło pewną ilość zdobyczy. Dowiedział się o tym „Szary” (być może wcześniej nie było go pałacu), który natychmiast nakazał na oczach całego oddziału zniszczyć resztę alkoholu.

     W nocy z 31 marca, na 1 kwietnia, jeszcze przed świtem „Szary” poderwał oddział na nogi, wydając plutonowi Stefana Sławińskiego „Lisa” rozkaz zajęcia stanowisk bojowych w głębi lasu. Uczynił to niezależnie od normalnego ubezpieczenia pełnionego przez jedną z drużyn plutonu Stanisława Kołodziejczyka „Orkan” w postaci placówki i systemu czujek. Pozostałym drużynom tego plutonu Heda zezwolił na spanie. W opinii D.Krawczynskiego są dwie możliwości: była to swoista kara na żołnierzy pijących alkohol lub struktury AK poinformowały oddział o zbliżającym się niebezpieczeństwie.

     Rankiem w głębi lasu wypakowały się znaczne siły niemieckie. Oddział ten czynił przygotowania do ataku na dwór właśnie od strony lasu, chcąc zepchnąć zapewne partyzantów na pola, co równałoby się zagładzie oddziału. Zmasowany ogień plutonu „Lisa” był dla skradających się żandarmów niespodzianką, która pomieszała im szyki. Tyraliera niemiecka utknęła i wdała się w przewlekłą wymianę ognia.

     W tym czasie „Szary” wyprowadził resztę oddziału wraz z taborem z zabudowań Jeleńca do lasu. W odległości ok. 300 metrów od miejsca walki do Hedy dobiegł łącznik który został zabity. Chwilę później jedna seria niemieckiego ręcznego karabinu maszynowego śmiertelnie zraniła jednego żołnierza: Jan Pączek „Szklanka”, ciężko raniła „Orkana” a lekko Tadeusza Chmielowskiego „Walter”. Mimo to na rozkaz „Szarego” reszta partyzantów prowadziła ogień osłonowy pozwalając odskoczyć walczącemu w pierwszej linii plutonowi „Lisa”.

     Po wycofaniu się na bezpieczną odległość podliczono straty. To właśnie wtedy „Walter” poprosił Hedę o zgodę na powrót ze swoją drużyną do Jeleńca i ostrzelanie, nic nie spodziewających, się Niemców. „Szary” wyraził zgodę, ale jednocześnie oznajmił, że akcją pokieruje sam. Drużyna „Waltera” została wzmocniona jeszcze jednym karabinem maszynowym Diektiariewa (z celowniczym Henryk Klupczyński „Szpaczek” i amunicyjnym). Pozostałą część oddziału pod dowództwem por. Henryka Gruszczyńskiego „Blady” odchodzi z wozem taborowym w ustalone z „Szarym” miejsce.

     Oddział liczący prawdopodobnie 18-tu ludzi wraca do Jeleńca. Zajmują stanowiska na skraju lasu i widzą wałęsających się niemieckich żołnierzy. Oddział już miał otworzyć ogień gdy nagle do partyzantów doszły z tyłu śpiewy i odgłosy głośnych rozmów.

     Natychmiast zmieniają front i oczom ich ukazała się idący z przeciwka, nieco ukośnie, z lewej strony, oddział żandarmerii. „Szary” uspakajając swoich ludzi podpuścił ich na odległość ok. 20 metrów. Pada strzał z VIS-a Komendanta, a potem serie dwóch naszych rkm-ów i salwa karabinowa. Żaden z Niemców nie zdążył nawet oddać strzału.

     Ta strzelanina spowodowała alarm w pobliskim Jeleńcu. Oddział zmienił więc ponownie front i otworzył ogień w kierunku folwarku, ale „Szary” uznaje, że przeciąganie walki nic mu nie da i wydaje rozkaz wycofania się. Niestety partyzanci nie zdążyli już zebrać broni od zabitych Niemców.

 

     Straty oddziału wynosiły:

„Szklanka”- Jan Pączek,

„Wiązka” Eugeniusz Borcug,

„Piotr” – NN,

„Misza” Michał Bondarenko – Rosjanin.

Trzech partyzantów zostało rannych: pchor. „Orkan” Stanisław Kołodziejczyk, „Tygrys” Józef Małek oraz „Mikołaj” NN (żołnierz sow.)

Z informacji uzyskanych od siatki terenowej wynikało, że Niemcy stracili 18 zabitych i ok. 20 rannych.

Za udział w boju pod Jeleńcem zostali odznaczeni Krzyżem Walecznych:

Henryk Gruszczyński „Blady”,

Stefan Sławiński „Lis”,

Stefan Kołodziejczyk „Orkan”,

Tadeusz Chmielowski „Walter”,

Stanisław Korczak „Księżyc”,

Henryk Klupczyński „Szpaczek”

9-10 kwietnia 1944 r. – Święta Wielkiej Nocy

     Po bitwie pod Jeleńcem oddział zajął się najpierw rannymi, których przetransportowano do konspiracyjnych lokali. Z racji strat w oddziale doszło tez do zmian. Czasowo dowodzenie II plutonem po rannym „Orkanie” objął Tadeusz Chmielowski „Walter”. Prawdopodobnie były tez inne zmiany, ale nie jesteśmy w stanie ich uchwycić.
     Oddział pod dowództwem Henryka Gruszczyńskiego „Blady” prowadził szkolenie. Zapewne przeprowadzano także akcje zaopatrzeniowe bowiem oddział szykował się do Świąt Wielkanocnych które spędzono w leśniczówce Kutery. 
     W tym okresie do oddziału dociera Kalikst Kwapiński „Kruk” dotychczasowy Komendant Placówki Sienno (być może zdekonspirowany po ostatniej akcji opanowania Sienna). Obejmuje on dowództwo II plutonu.

Akcje likwidacyjne

     Tak jak przez cały czas istnienia oddziału specjalnie wydzielane patrole przeprowadzają akcje likwidacyjne.

-początek miesiąca - likwidacja rodziny Kwietniów (5 osób)  w m. Krynki. Rodzina była odpowiedzialna za przekazanie Niemcom informacji o fakcie przechowywania przez ich sąsiada Wacława Lipskiego broni. Podczas nieobecności tego ostatniego dom został otoczony przez Niemców i spalony, a rodzina wymordowana. Działo się to jesienią 1943 roku. Wacław Lipski trafił do oddziału „Szarego” gdzie przyjął pseudonim „Kula”. Śledztwo w sprawie donosu przeprowadził kontrwywiad AK który potwierdził winę rodziny Kwietniów.

     Sprawa nie zakończyła się jednak akcją likwidacyjną. Jeszcze tego samego dnia na miejsce zjechała niemiecka ekspedycja która spaliła sąsiednie domostwo należące do gospodarza o nazwisku Kanclerz.

-około 10 kwietnia - w oddziale przeprowadzono likwidację Stanisława Miernika „Jerzy”. Wyrok został wykonany bowiem ten żołnierz oddziału utrzymywał  kontakty z rozpracowaną przez wywiad konfidentką gestapo. Nie znaleźliśmy jednak informacji czy „Jerzemu” udowodniono współpracę. Być może w czasie przewrażliwienia likwidacja ta była wyrazem profilaktyki? Piszący ten materiał nie mają dokumentów aby jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

24 kwietnia 1944 r. - zasadzka pod Marculami

     Od kilku dni oddział kwaterował dwa kilometry od leśnej wioski Lipie. Z tej okolicy wypływa kilka strumieni zasilających Kamienną i Iłżankę. Ilość wody zaspokajała potrzeby oddziału, który często kwaterował w tym miejscu.
24 kwietnia do Błazin przyjechał z Lubieni rowerami oddział Forstschutzu czyli straży leśnej. Informacja o tym została przekazana do oddziału. „Szary” nakazał aby mieszkańcy jak najdłużej przetrzymywali Niemców dając mu czas na przygotowanie akcji.

Kalikst Kwapiński „Kruk”

     Niemiecki oddział kwaterował w szkole w Lubieni i na szlaku drogi powrotnej przygotowano na niego zasadzkę. Na jej miejsce wybrano składowisko drewna kolejki leśnej, które znajdowało się pomiędzy Marculami, a wsią Pastwiska. Była to wtedy końcowa stacja kolejki. Leżały tam duże pryzmy żużla wielkopiecowego służącego do naprawy dróg. Dawały one dobre miejsce ukrycia dla partyzantów.
     Cały oddział podzielono na cztery grupy. Główną grupą dowodził prawdopodobnie Zygmunt Kiepas „Krzyk”, który dwa dni wcześniej powrócił do oddziału. Grupę tworzył II pluton dowodzony w tym czasie przez Kaliksta Kwapińskiego „Kruk”.
Ubezpieczeniem od strony Lubieni dowodził Henryk Gruszczyński „Blady” jej zadaniem było zabezpieczenie akcji z tamtego kierunku oraz zlikwidowanie ubezpieczenia oddziału jadącego kilkadziesiąt metrów przed nim. Nie wiemy kto dowodził ubezpieczeniem wystawionym od strony Błazin którego zadaniem było sygnalizowanie nadjeżdżającego oddziału i ochrona akcji z tamtego kierunku. Zadaniem czwartej grupy było zatrzymywanie furmanek i postronnych osób, które podczas oczekiwania znalazły się na miejscu zasadzki. Aby nie dekonspirować operacji wszystkich zatrzymanych kierowano leżnią C w las i tam w bezpiecznej odległości oczekiwali pod strażą na zakończenie akcji.

     Takie usytuowanie partyzanckich sił pozwalało objąć cały niemiecki oddział, którego główne siły będą jechać jeden za drugim z zachowaniem odpowiednich odległości.

     Oczekiwanie na Niemców przedłużało się. „Szary” wysłał więc na rozpoznanie Teofila Stawskiego „Kret”, ale ten musiał natychmiast wrócić bowiem na drodze pojawiła się rozciągnięta kolumna oczekiwanego oddziału.

     Akcja nie przebiegła zgodnie z planem. Niemiecki oddział zatrzymał się przed leżącymi w zasadzce partyzantami prawdopodobnie na odpoczynek. Wykorzystał to „Krzyk” który wezwał ich do poddania. Nie przyniosło to efektu. Niemcy zaczęli zajmować pozycje obronne na co partyzanci odpowiedzieli ogniem. Niemieckim żołnierzom udało się jednak zająć stanowiska w rowie. Zostali obrzuceni granatami, a ich opór złamał ogień ręcznego karabinu maszynowego prowadzony wzdłuż ich stanowisk.

 

     W tym samym czasie grupa „Bladego” ostrzelała dwuosobowe rozpoznanie jadące kilkadziesiąt metrów z przodu. Jeden z Niemców padł zabity, natomiast drugi (ranny w rękę) uciekł i dotarł później do leśniczówki w Marculach gdzie udzielono mu pomocy.

     Z liczącego 26 żołnierzy oddziału uciekł tylko jeden.  Poległo 7, a rannych było 9 Niemców. „Szary” pozwolił wziętym do niewoli zająć się swoimi rannymi. W tym czasie od strony Marcul nadjechał niemiecki samochód osobowy. Ostrzelany przez ubezpieczenie zatrzymał się. Ranny kierowca pozostał przy wozie, ale pasażer zbiegł. Razem z niemieckim oddziałem było dwóch „granatowych” policjantów którzy zostali ukarani karą chłosty.

     Ostatecznie w akcji zdobyto: karabin maszynowy MG-15, kilkanaście karabinów i pistoletów oraz oporządzenie. Partyzanci zabrali tez niemieckie rowery z których tylko 14 nadawało się do użycia. Pozostałe zastały w czasie walki zniszczone. 

     Puszczając wolno wziętych do niewoli Niemców „Szary” nakazał im opuszczenie dotychczasowego miejsca zakwaterowania w Lubieni. Nakaz ten został wykonany.

27 kwietnia 1944 r. - przemarsz w koneckie

     W nocy z 27 na 28 kwietnia oddział „Szarego” zgodnie z poleceniem Inspektora Starachowickiego ruszył w drogę na teren Obwodu Końskie, gdzie miał odtąd operować.

     W pierwszym etapie oddział przeszedł w okolice Skarżyska gdzie zatrzymał się w dawnym obozowisku oddziału Stefana Bilskiego „Buczyński”. Kwaterowano tam prawdopodobnie do pierwszych dni maja wysyłając patrole w różnych kierunkach.

Maj 1944 r.

Niewiele wiemy o wydarzeniach w oddziale który znalazł się na terenie Obwodu Końskie. „Szary” zajęty był nawiązywaniem kontaktów z miejscowymi strukturami AK.  Do oddziału kierowano także nowych oficerów którzy w niedalekiej przyszłości mieli w oddziale odgrywać pierwszoplanową rolę. 

Wzmocnienia

     Praktycznie od początku pobytu na nowym terenie do oddziału byli kierowani nowi oficerowie, którzy mieli wzmocnić kadrę oddziału oraz zająć się szkoleniem.
Z całą pewnością w oddziale znaleźli się w tym czasie:
-ppor. Ludwik Wiechuła „Jeleń” cichociemny, instruktor minerstwa w oddziale od 6 maja 1944 r.
-ppor. Henryk Wojciechowski „Sęk” – dotychczas dowódca konspiracyjnej kompanii w Skarżysku-Kamiennej.
Obaj oficerowie mają początkowo przydział do sztabu oddziału i zapewne zajmują się szkoleniem
Prawdopodobnie w tym czasie do oddziału zostaje skierowany porucznik Jan Leszczyński „Cedro”, który zaczyna tworzyć III pluton.

Zaopatrzenie

     Pomimo zmiany terenu działania oddział utrzymuje kontakty z dotychczasowymi swoimi terenami. Patrole wyprawiają się tam w różnych celach, także do przeprowadzenia akcji. Jana Ziębora „Zwid” na czele patrolu przeprowadził właśnie taki kilkudniowy rajd.
24 maja 1944 r. – konfiskata w sklepie w Starachowicach dużej ilości materiałów ubraniowych,
25 maja 1944 r. – rekwizycja w Mircu art. spożywczych.

Współpraca z lokalnymi strukturami

     Z całą pewnością od początku pobytu oddziału na terenie Obwodu Końskie współpraca z lokalnymi strukturami AK układała się dobrze. Nie znamy dat ani okoliczności spotkań, ale nigdzie nie natknęliśmy się na zarzuty co do współpracy.
     Potwierdzeniem tego jest umiejscowienie przy oddziale „Szarego” kursu szkoleniowego dla dowódców plutonów i kompanii. Dwutygodniowy kurs rozpoczął się prawdopodobnie 15 maja. Przy oddziale „Szarego” w lasach niekłańskich zgrupowano kursantów nad którymi nadzór sprawował Antoni Piwowarczyk „Wąsowicz” zastępca Komendanta Obwodu Końskie. Szkoleniem zajmowali się prawdopodobnie oficerowie skierowani w ostatnim czasie do oddziału Hedy.
     Na zakończenie kursu zjawił się w obozowisku grupa Mieczysława Zasady „Wrzos”, która przeprowadziła akcję likwidacyjną Fittinga. Nie była to akcja zrealizowana przez oddział „Szarego”, ale żołnierze biorący udział w akcji już za kilka dni będą wspierali oddział stąd pozwalamy sobie zaprezentować tutaj przebieg akcji.

Likwidacja Fittinga

Jeszcze raz zaznaczamy, że nie jest to akcja oddziału "Szarego", ale przez inne wydarzenia ma związek z oddziałem. Stąd prezentujemy ją także w tej części.

 

 Eduard Fitting przybył do Końskich w pierwszym kwartale 1941 roku i objął stanowisko Kreislandwirta, czyli gospodarza powiatu. Był osobą dosyć wysoko postawioną w hierarchii władz okupacyjnych. Z tytułu stopnia w SS, Sturmbannfuhrer, był funkcjonariuszem Sicherheistdienstu (służba bezpieczeństwa) i sprawował nadzór nad wszystkimi formacjami policyjnymi w powiecie. W 1944 r. kwaterował w folwarku Modliszewice gdzie nakazał wybudować wieżę obronną skąd strażnicy obserwowali teren.

Stanisław Pietrzykowski "Błyskawica"

     Przygotowania do jego likwidacji rozpoczęto już w czerwcu 1943 roku, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie w jej wykonaniu. Przygotowania nabrały właściwego tempa gdy do konspiracji zwerbowano Stanisława Pietrzykowskiego, który był pracownikiem majątku w Modliszewicach. Po latach znajomości z Fittingiem został on przez gospodarza terenu uznany za „swojego człowieka”. Podczas konnych przejażdżek pełnił rolę luzaka, a nazywany był przez swojego pracodawcę „Ludwikiem”. Pietrzykowski zgodził się na propozycję ruchu oporu wystawienia Fittinga i znając jego zwyczaje zaproponował nawet miejsce akcji. Przyjął też pseudonim "Błyskawica".

     27 maja, w sobotę, szef Kedywu Obwodu Końskie Bronisław Duda „Bogdan” do przeprowadzenia akcji wyznaczył Mieczysława Zasadę „Wrzos” (dowódca) i Bolesława Niezgodę „Feluś” (zastępca). W akcji mieli wziąć także udział celowniczy rkm Roman Jedynak „Sęp” oraz amunicyjny Tadeusz Krajewski „Grom”. Zespół jeszcze tego samego dnia dotarł na kwaterę na zachodnie przedmieścia Końskich. Likwidacja Fittinga miała zostać przeprowadzona następnego dnia, ale nie doszła do skutku bowiem grupa na kwaterze, łamiąc wszelkie zasady, zapiła. Samowolnie przestawiono termin akcji na 29 maja 1944 roku.

     Jeszcze przed świtem zajęto stanowiska przy dróżce wiodącej z Modliszewic do gospodarstwa „Pod Setką”. Była ona w zasięgu karabinów maszynowych ze strażnicy, ale w połowie drogi kryła się za przesłoną drzew dawnej bażantarni Tarnowskich, zwanej przez ludność „Gawrońcem”. Tu właśnie zajęli stanowiska wzdłuż drogi, a znajdujący się na prawym skrzydle przez lornetkę obserwował drogę. Rozpoczęło się żmudne oczekiwanie.

     Dopiero około 11 uwalali się dwaj jeźdźcy. Zbliżając się do miejsca zasadzki „Ludwik” pozostał w tyle i odsłonił cel. Jak ustalono wcześniej, ogień rozpoczął „Wrzos” strzelając prawie na oślep przez gęste krzaki. Chwilę później serię z rkm oddał „Sęp”, ale prawie natychmiast broń zaklinowała się. Zaciął się także sten „Groma”. Zajmujący zaś skrajne miejsce „Feluś” nie otwierał ognia bojąc się, że porani kolegów znajdujących się na linii strzału.

     Fitting zeskoczył z padającego konia i ostrzeliwując się zaczął uciekać w kierunku lasu. Tą drogę odcięli mu „Sęp” i „Grom”. Zwrócił się więc w przeciwnym kierunku nie wiedząc, że biegnie wprost na stanowisko „Felusia”, który rzucił w jego kierunku granat. Rannego Fittinga dobił serią ze stena „Wrzos”.

     Po zakończeniu akcji wykonawcy zabrali zabitemu broń oraz dokumenty i zabierając Pietrzykowskiego odeszli z miejsca walki. Słowo „odeszli” nie jest na miejscu bowiem w morderczym biegu przeszli skrajem lasu „Proćwin”, w okolicach Kornicy skręcili na wschód by następnie skrajem Baryczy dostać się w okolice drogi Końskie – Gowarczów. Po jej przejściu szczęśliwie zapadli w partyzanckie lasy.

     Grupa dotarła do stacjonującego na terenie obwodu oddziału Antoniego Hedy „Szary”. Zbiegło się to z zakończeniem kursu dowódców więc w oddziale przebywał także Komendant Obwodu Jan Świeczka „Boromeusz”. Na apelu stanęły pododdziały „Szarego” oraz uczestnicy kursu.  „Wrzos” złożył Komendantowi Obwodu meldunek z przeprowadzonej akcji i wręczył zdobytą na Fittingu broń, dokumenty, złotą papierośnicę i złoty zegarek („Wrzos” otrzymał go na pamiątkę akcji).

29 maja 1944 r. – folwark Fidor

     W związku z zakończeniem kursu szkoleniowego dowódców „Szary” nakazuje przeprowadzić akcję zaopatrzeniową na folwark Fidor. Dowództwo nad akcją obejmuje Zygmunt Kiepas „Krzyk”, ale ubezpieczenie mają wystawić uczestnicy kursu. Bronisław Ejgird „Molenda” obejmuje dowództwo nad ubezpieczeniem i dzieli grupę na dwa pododdziały.  Władysław Skorupski „Poleszuk" ubezpieczał w kierunku na Końskie, a Jan Piotrowski „Junosza” dowodził ubezpieczeniem na kierunku Ruski Bród.

    Zdobyty łup był obfity: konie, krowy, mąka itp. Zdobycz zostaje przetransportowana przez „Krzyka” do partyzanckiego obozu. Uczestnicy kursu po akcji powrócili na swój teren działania.

Czerwiec 1944 r.

Miesiąc obfitował w ważne akcje: opanowanie Końskich, Kozia Wola, Sołtyków, Suchedniów, Łączna. Wielkie wydarzenia które przyniosły oddziałowi chwałę. Do tego zmiany osobowe które nieraz trudno uchwycić. 

5 czerwca 1944 r. – opanowanie Końskich

Henryk Gruszczyński „Blady”

 

POWÓD AKCJI

     3 czerwca na stacji kolejowej Końskie została aresztowana trójka żołnierzy „Szarego”. Przewozili oni na potrzeby oddziału materiały wybuchowe. O wydarzeniu „Szary” został poinformowany przez jadącego tym samym pociągiem swojego żołnierza Edwarda Paszkiela „Pozew”, któremu udało się uciec. W niemieckich rękach znalazł się Henryk Gruszczyński „Blady” – zastępca „Szarego”, łączniczka Jadwiga Szumowska „Jadzia” oraz Teofil Stawski „Kret”, którzy zostali umieszczeni w koneckim więzieniu.
     Oddział kwaterował w tym czasie w gajówce Czerwony Krzyż , na południowy zachód od Końskich. „Szary” po konsultacji z oficerami oddziału podjął decyzję o zbrojnym uwolnieniu zatrzymanych. Szef oddziału Jan Tarkowski „Halny” miał zająć się taborem oddziału natomiast główne miały podciągnąć na skraj lasu w okolice Izabelina (na południe od Końskich).

 

PRZYGOTOWANIA
     Sam „Szary” udał się do miasta gdzie przebywał przez cały następny dzień. Nawiązał kontakt z Eugeniuszem Prokopczukiem „Sen” z Komendy Obwodu. Uzyskał informacje zebrane przez wywiad obwodu o siłach niemieckich w mieście i jego okolicy. Od kierującego wywiadem Wilhelma Zamory „Owczarek” otrzymał plan więzienia przygotowany przez pracującego w nim Edwarda Stangierskiego (żołnierz wywiadu). Otrzymał także zgodę aby do akcji zaangażować miejscowych żołnierzy AK.
     5 czerwca około godziny 20 na skraju lasu przy Izabelinie doszło do ostatnie odprawy podczas której ostatecznie podzielono zadania. O godzinie 23 oddziały zaczęły wychodzić na wyznaczone im pozycje.
     W akcji wzięło udział około 120 żołnierzy. Zgodnie z danymi uzyskanymi od wywiadu podzielono zadania w następujący sposób:
-Zygmunt Kiepas „Krzyk” – jego grupa ma opanować pocztę i zająć się odcięciem łączności. Dla wysadzenia centrali przygotowano dla niego ładunek wybuchowy.
-Stanisław Kołodziejczyk „Orkan” na czele większości sił swojego II plutonu wystawił zabezpieczenie w kierunku na Barycz gdzie stacjonował silny niemiecki oddział strzegący obozu jenieckiego.
- Henryk Wojciechowski „Sęk” dowodził grupą złożoną w większości z z żołnierzy I plutonu Stefana Sławskiego „Lis”. Otrzymała ona zadanie ubezpieczała akcji od strony kwater „kałmuków”. Po zakończeniu działań oddział miał stanowić straż tylną wycofującego się w kierunku wschodnim oddziału.
- Mieczysław Zasada „Wrzos” dowodził grupą miejscowych konspiratorów (być może wzmocnionych jakąś partyzancką drużyną) która była ubezpieczeniem od strony siedzib Gestapo i żandarmerii.
-Ludwik Wiechuła „Jeleń” dowodził grupą szturmową składającą się w dużej części przez szkolonych przez niego saperów. Ładunki wybuchowe były już przygotowane wcześniej. Przy grupie tej znajdował się dowodzący akcją „Szary”.

"Szary" (w głębi) odwiedza swoich rannych. Od lewej: Kazimierz Grzybowski "Chyży", Teofil Stawski "Kret" uwolniony z więzienia w Końskich (bandaże na rękach po torturach), Stefan Kozłowski "Jola" ranny w maju.

 

ATAK

     Kiedy grupa szturmowa znalazła się przed więzieniem w mieście rozpoczęła się strzelanina. To „Wrzos” strzela do budynków w którym znajduje się Gestapo i żandarmeria. Odpada więc element zaskoczenia. Komplikuje to wykonanie zadania grupie uderzeniowej, która zatrzymana gęstym ogniem nie może dostać się do bramy wjazdowej. Podczas jednej z prób pada śmiertelnie trafiony kapral Stefan Pałka „Grom”.
     W gęstym ogniu pozostaje jedna droga do wnętrza więzienia – przez wartownię. „Jeleń” rozkazuje założyć ładunki w dwóch miejscach pod bramą wartowni i przy oknie. Jeden z nich ma odpalić Andrzej Szumowski „Jon”, ale drżą mu ręce bowiem w więzieniu przebywa jego żona „Jadzia”. Ostatecznie ładunki odpala „Jeleń”. Tuż po wybuchu słychać w oddali drugi wybuch to zespół „Krzyka” wysadził w powietrze centralę telekomunikacyjną.
W wysadzone otwory partyzanci wrzucają granaty. To dla pewności, aby ostatecznie uciszyć strzelających stamtąd Niemców. Pozwala im to dostać się do środka. Droga prowadzi korytarzem, ale tam znajduje się jeszcze jedna krata. Dojście do niej blokowane jest ogniem z końca korytarza. „Jeleń” rzuca granat i pod zasłoną kurzu zakłada na kracie ładunek wybuchowy. Osłania go plutonowy Władysław Janiec „WW”. Kolejny wybuch rozrywa kratę. Droga do wnętrza więzienia stoi otworem.
     „Szary” wydaje rozkaz, ażeby odszukać klucze od cel więziennych oraz zabrać listę więźniów, a kartoteki spalić. Tak się też stało. Na jeden stos złożono wszystkie papiery, po czym poszły w ruch butelki z benzyną i oto płomień objął w posiadanie koszmarne tajemnice więzienia koneckiego. Znaleziono klucze i partyzanci rozbiegli się po więziennych korytarzach, otwierając po kolei wszystkie cele, ażeby kogoś w zamieszaniu nie zostawić.
     Niestety do jednej z cel nie było kluczy bowiem znajdowała się ona w specjalnej gestii Gestapo, a w tej celi znajdował się właśnie „Kret”. Prawdopodobnie brakło już ładunków wybuchowych i z tego powodu przyniesiono siekierę ze znajdującego się obok więzienia domu Trelów. W drzwiach została wybita dziura przez którą pojedynczo wyszli więźniowie. Ostatecznie otwarto wszystkie cele. Więźniowie w asyście żołnierzy zaczęli opuszczać budynek.

     W tym czasie wszystkie grupy ryglowały ogniem niemieckie pozycje. Komenda żandarmerii znajdowała się w budynku późniejszego Technikum Ekonomicznego przy ulicy Kazanowskiej. W skład tej grupy wchodził Stanisław Pietrzykowski „Błyskawica”, luzak Fittinga który dopomógł w jego likwidacji.. W czasie zmiany stanowiska strzeleckiego dostał śmiertelny postrzał pod ścianą domu Czesława Kosierkiewicza. 

ODWRÓT

     Czas ku temu był najwyższy bowiem walka w więzieniu trwała już ponad godzinę, a na terenie miasta słychać było coraz silniejszy nacisk sił wroga na grupy ubezpieczenia. Po dwóch godzinach od rozpoczęcia akcji wszyscy opuścili Końskie. Niestety nie wszyscy szczęśliwie. 

Stanisław Pietrzykowski „Błyskawica”, zdjęcie przedwojenne

     Dwóch żołnierzy było rannych. Podczas walki zginęło czterech żołnierzy: kapral Stefan Pałka „Grom”, Ryszard Bielejec „Delfin”, Stanisław Ładak „Sikorka” (ranny zmarł już po zakończeniu akcji) oraz Stanisław Pietrzykowski „Błyskawica”.

     Wszystkich poległych zebrano ze sobą wycofując się w kierunku na las Księża Choina pod Stadnicką Wolą. Prawdopodobnie trumny dla poległych zrobił stolarz w Małachowie. Wszyscy zostali konspiracyjnie pochowani na cmentarzu partyzanckim pod Skarżyskiem w Pogorzałem.

     Tak naprawdę straty podczas walki były jeszcze większe bowiem podczas szturmu zginął przebywający wewnątrz Edward Stangierski więzienny klucznik – żołnierz wywiadu AK, który przygotował plany więzienia.
     Niemcy podczas walk stracili 17 zabitych i 8 rannych. Łącznie uwolniono 65 więźniów, ale było wśród nich dwóch agentów niemieckich działających w celach. Jeden już po opuszczeniu miasta zbiegł natomiast drugiego wykryto i po przesłuchaniu zlikwidowano.
     Warto jeszcze wyjaśnić samą sprawę aresztowania żołnierzy „Szarego”. Opowiedziana za to była grupa agentów kierowana przez Sitarza, który prowadził fabryczkę wód sodowych. Po wyjaśnieniu sprawy przez wywiad AK dowodzący jednym z miejscowych oddziałów Jerzy Madej „Jerzy” otrzymuje rozkaz uprowadzenia z Końskich Sitarza oraz dwóch współpracujących z nim kobiet. Jedna z nich wobec stawianego oporu została zlikwidowana we własnym mieszkaniu, a pozostałą dwójkę doprowadzono do Starej Kuźnicy. Po przesłuchaniu zlikwidowano ich.

10 czerwca 1944 r. – zasadzka pod Kozią Wolą

 

CEL AKCJI

     Antoni Heda podaje, że celem akcjibył oddział pacyfikacyjny, który ma wracać do Skarżyska, ale Bronisław Ejgird „Molenda” z koneckiej konspiracji podaje w swoich wspomnieniach, że jest to oddział który odwiedził koneckie w celu sprawdzenia postępów badań nad uzyskiwaniem mleczka podobnego do kauczukowego co było towarem poszukiwanym przez gospodarkę III Rzeszy.
     Prawdopodobnie od 1941 roku z inicjatywy Fittinga w Końskich i okolicy prowadzono uprawy rośliny włókno i kauczukowydajnych, jak yucca filamentossa (krępla wirginijska) i acepias syriaca (trojeść amerykańska). Plantacja tych roślin znajdowała się w majątku Ludwinowo, którego zarządcą był Kujdowicz (żołnierz AK). Po ataku na Związek Sowiecki zainteresowano się także mniszkiem kauczukodajnym (Taraxacum kok-saghyz), którego korzenie zawierają w mlecznym soku 6-8% kauczuku. Uprawę tej rośliny prowadził na polach stacji doświadczalnej w Końskich inż. Stefan Białobok. Do badań nad wykorzystaniem tych roślin Fitting zbudował w gospodarstwie „Pod Setką” specjalistyczne laboratorium, a do prac badawczych znalazł odpowiedniego fachowca: inżyniera chemika Władysława Stefanowskiego. Mimo iż efekty badań były marne prace nakazano kontynuować.

     To prawdopodobnie na oddział odwiedzający tą „plantację” przeprowadzono zasadzkę. Pośrednio tezę tą potwierdza fakt, że oddziały pacyfikacyjne nie poruszały się po terenie w ten sposób jak przedsatwia "Szary", nie uciekały łatwo z pola walki i nie jechały z nimi ambulans z lekami. Dodatkowo wzięci do niewoli żołnierze z oddziałów pacyfikacyjnych byli rozstrzeliwani, a w przypadku tej grupy stało się inaczej.

Bronisław Duda "Cygan"/"Bogdan"

 

PRZEBIEG DZIAŁAŃ
     Do przeprowadzenia akcji oddział „Szarego” został wzmocniony oddziałem dywersji bojowej Obwodu Końskie, którym dowodził w tym czasie Bronisław Duda „Bogdan”/„Cygan”. Oddziały zajęły miejsce w zasdzce już około 5 rano. Usytuowanie było następujące: kierunek na Końskie został ubezpieczony przez grupę pod dowództwem Henryka Wojciechowskiego "Sęk". W kierunku na Stęporków skąd miała nadjechać zapowiadana kolumna wystawiono wzmocniona czujkę, która miała sygnalizować nadjeżdżające samochody, ale nie wiemy kto nią dowodził.  
     Niestety nie wiemy jak oddziały dokładnie przeprowadziły akcję. Z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że nadjechał samochód osobowy za którym poruszało się kilka (nie wiemy ile samochodów ciężarowych). Kolumna została zatrzymana wysadzeniem słupa elektrycznego obok drogi (wzdłuż drogi był pas wyciętych drzew i stąd nie można było do tego użyć właśnie ich).
     Po zatrzymaniu kolumny samochodowej została ona zasypana ogniem przez partyzantów usytuowanych równolegle do drogi. Część poległa na miejscu, a część uciekła z miejsca walki.

 

NIEMIECKIE STRATY
     W jednym z opracowań znajdujemy zapis: zasadzka pod Stąporkowem na niemiecki oddział pacyfikacyjny, który uległ w walce; w pogromie zginęło 25 zabitych Niemców a 36 odniosło rany, spalono 6 ciężarówek i zniszczono samochód osobowy, zdobyto broń i oporządzenie. Pozostawiamy ten zapis bez komentarza bowiem w obliczu przedstawionych poniżej wygląda na bajkopisarstwo.

Bronisław Ejgird "Molenda", zdjęcie z późniejszego okresu gdy utracił w walce oko.

     Sam Antoni Heda nic nie mówi na temat zabitych Niemców, podaje jedynie, że z rannymi zostawiono niemieckiego sanitariusza. Według „Szarego” do niewoli wzięto 19 Niemców (w tym oficera), których razem ze zdobytym ambulansem (półciężarówka) zabrano do lasu.
     Borzobohaty w monografii „Jodła” podaje, że zginęło dwóch wysokich urzędników NSDAP i kilku żołnierzy ubezpieczenia, a 16 innych wzięto do niewoli. Bardzo podobnie niemieckie straty określa biorący udział w akcji Bronisław Ejgird „Molenda” z tym, że według niego do niewoli dostało się 7 Niemców.
     Reasumując możemy przyjąć, że w akcji z całą pewnością zginęło dwóch oficerów (pułkowników lub podpułkowników w stanie spoczynku jadących autem osobowym), którzy prawdopodobnie przyjechali z Krakowa na inspekcję hodowli w Ludwinowie. Istnieje prawdopodobieństwo, że nie zginął nikt z niemieckich żołnierzy z których część uciekła, a część (prawdopodobnie siedmiu) dostała się do niewoli. Jeńcy z zawiązanymi oczami zostali wozem wywiezieni do lasu.

 

ODWRÓT

     Po akcji, oddział „Szarego”, zabierając jeńców pomaszerował przez Kozią Wolę głąb lasów niekłańskich. W miejscowości tej zatrzymał się na dłużej oddział „Cygana”. Wydzielono z niego patrol pod dowództwem Mieczysława Zasady „Wrzos” ( Bronisław Ejgird „Molenda”, Bolesława Niezgodę „Feluś” i Ziemowit Malanowicz „Bogdan”), który odmaszerował w stronę Starej Kuźnicy.

     Niestety oddział „Cygana” za długo przebywał w wiosce. Niemcy dosyć szybko zorganizowali grupę pościgową, która udała się śladem uprowadzonych żołnierzy. Widząc pościg „Cygan” zebrał swój oddział i opuścił wioskę. Nie sprawdził jednak stanu osobowego. W budynku szkolnym usnął jeden z żołnierzy oddziału Andrzej Górka „Kostka” (syn znanej w Końskich lekarki, aresztowany po śmierci Fittinga, uwolniony przez oddział „Szarego” z koneckiego więzienia, dołączył do oddziału „Cygana”). Widząc nadciągających żandarmów wybiegł ze szkoły i ukrył się zbożu. Nieostrożnie wyglądając został zauważony przez Niemców. Podczas próby pojmania ostrzeliwał się. Prawdopodobnie zabił jednego żandarma a, drugiego ranił.

     Niemcy zgromadzili na zbiórce ponad stu mężczyzn ze Smarkowa i Koziej Woli. Wyselekcjonowano 64 i popędzono do Końskich. Dalsze śledztwo odbywało się w siedzibie Gestapo przy odlewni. Część aresztowanych zwolniono, a 25 osób przewieziono rankiem następnego dnia (11 czerwca) i zamordowano na Fidorze przy Nieświniu.

 

JEŃCY

     Pozostaje jeszcze sprawa jeńców  uprowadzonych przez oddział „Szarego”. Z perspektywy lat wiemy, że decyzja o ich zabraniu była nierozsądna. Oddział nie miał warunków aby ich przetrzymywać przez dłuższy czas. Nie wiemy co kierowało „Szarym” więc trudno nam tą decyzję oceniać. Według jego relacji jeńcy zostali po kilku dniach upojeni wódką i odwiezieni na skraj lasu gdzie darowano im wolność.

11 czerwca 1944 r. – likwidacja dezertera

Likwidacja żołnierza  NN „Przepiórka”, który zdezerterował z oddziału, śledztwo wykazało i udowodniło mu współpracę z Gestapo.

16 czerwca 1944 r. – akcja na stacji w Mroczkowie

     Armia Krajowa odczuwała brak amunicji co szczególnie buło widoczne w oddziałach partyzanckich. Problem ten dotyczył także oddziału „Szarego” mimo, że on sam podaje, że u niego problem rozwiązany był przez ruchomą fabryczkę amunicji. Jest to prawda, prowadził ją Ignacy Miernik „Straszny” . Mieszkaniec Skarżyska gdzie działał w grupie scalającej amunicję z elementów wykradzionych z fabryki „Hasag”. Konspiracyjna montownia na Posadaju została przez Niemców wykryta 15 czerwca. Miernik szczęśliwie uniknął aresztowania i trafił do oddziału „Szarego”. Przyjął tam pseudonim „Lew” i faktycznie scalał amunicję, ale uzależniony był od dostaw półproduktów. Sytuacja ta miała miejsce zapewne w drugiej połowie czerwca.

 

     Dla dowódców AK problem istniał już wcześniej. Prawdopodobnie już w maju z inicjatywy Inspektora Starachowickiego rozpoczęto rozmowy o zdobyciu dużej ilości amunicji przewożonej ze skarżyskiej fabryki. W tym celu prowadzono rozmowy z konspiracją w „Hasagu”, która miała ustalić informację o przygotowaniach do transportu. W konsultacjach brali także udział kolejarze. Heda podaje nazwiska Romana Janasa „Sołtyk” (niemożliwe bowiem zginął w lutym 1944 r.) oraz Sadowskiego ze Skarżyska, którzy mieli potwierdzać informacje o transportach.
     Oddział partyzancki po ostatnich akcjach prowadził ćwiczenia, kiedy nadeszła informacja o oczekiwanym transporcie, który miał jechać linią kolejową Skarżysko-Końskie. Przygotowano akcję pomiędzy miejscowościami Sołtyków i Mroczków.Być może akcja odbyła się na dzisiejszej stacji w Mroczkowie. 

     Z Mroczkowa zorganizowano około 30 wozów konnych. Zapewne do zatrzymania pociągu użyto opuszczenia semafora, ale po zatrzymaniu składu okazało się, że w wagonach przewożono drewniane obuwie i konie.

24 czerwca 1944 r. – Suchedniów

     Kolejny meldunek mówił o transporcie kolejowym w którym ma być wagon z amunicją, który ma jechać  trasą Skarżysko-Kielce. Podjęto decyzję o opanowaniu Suchedniowa. Oddział wyruszył 21 czerwca. W obozowisku pozostał jedynie podoficer gospodarczy kapral „Reta”. Oddział pomaszerował w kierunku przystanku kolejowego Wołów, po zachodzie słońca, miedzy koloniami Bzińskimi a wspomnianym przystankiem, przekroczył tory kolejowe i szosę konecką. Nad ranem partyzanci dotarli do Czerwonego Stoku gdzie rozbito obóz. Zarówno 22 jak i 23 czerwca minął na odpoczynku i nerwowym oczekiwaniu dopiero 24 nastąpił przełom. O godzinie 18 ze Skarżyska przybyło dwóch łączników pchor. „Poranek” oraz „Kozioł” z informacją że pociąg wyruszy o godzinie 19. Zarządzono alarm i rozesłano oddziały.

Stanisław Kołodziejczyk „Orkan” dowódca II plutonu

 

PRZYGOTOWANIA

     Dowodzący I plutonem Stefan Sławiński „Lis” ze swoimi ludźmi udał się do wsi Mostki i Kleszczyny po furmanki, których zmobilizowano około 20. Około godziny 19 pododdziały zaczęły wychodzić na przewidziane dla nich miejsca. Prawdopodobny przydział zadań przedstawiał się następująco:

 

Stacja kolejowa
Została obsadzona przez żołnierzy z I plutonu Stefana Sławińskiego „Lis”. To tam znajdował się Antoni Heda „Szary”. Kilku żołnierzy wkładając mundury kolejarskie prowadziło normalną pracę na stacji. Najwięcej zależało od Henryka Teleckiego „Orlicz” który w mundurze kolejarza był najważniejszą osobą, miał kierować ruchem na stacji, aby nie wzbudzić podejrzeń i nie zdekonspirować akcji.
1 drużyna, którą dowodził Józef Małek „Tygrys” zajęła stanowiska przy stacji od strony Stokowca (kierunek Skarżysko),
3 drużyna, którą dowodził Kazimierz Grzybowski „Chyży” zajęła stanowiska przy stacji od strony Łącznej.

Ubezpieczenia:
- najbardziej niebezpieczny kierunek (od Skarżyska mogła najszybciej dotrzeć pomoc) ubezpieczał Stanisław Kołodziejczyk „Orkan” dowódca II plutonu, który zajął stanowiska na Baranowskiej Górze z 1 drużyną którą dowodził Jan Ziębora „Zwid”,

-Zakład Marywil gdzie stacjonuje niemiecka załoga ubezpiecza Bolesław Kamiński „Rubin” dowódca 2 drużyny II plutonu,

- Jan Siwiec „Wołodyjowski” (prawdopodobnie dowodzący w tym czasie 3 drużyną II plutonu) ma opanować pocztę, a następnie zablokować posterunek policji granatowej,

-od Łącznej ubezpieczenie stanowi 2 drużyna I plutonu, którą dowodzi Włodzimierz Gmerek „Bielik”.


     Pomijany jest udział w akcji III plutonu. Dowodził nim Jan Leszczyński „Cedro”, ale przy plutonie znajduje się przebywający od niedawna w oddziale cichociemny Ludwik Wiechuła „Jeleń”. Pluton składał się prawdopodobnie w tym czasie z dwóch drużyn którymi dowodzili: Edward Paszkiel „Pozew” i Mieczysław Gluza „Szuma”. Drużyny otrzymały zadanie zajęcia stanowisk na torach kolejowych w obu kierunkach i z chwilą nadjechania tą drogą ewentualnej odsieczy miały wysadzić tory.
     Pozostał jeszcze tabor oddziału który pozostał we wsi Kleszczyny. Zajmował się Jan Tarkowski „Halny” oraz sanitariuszka Jadwiga Szumowska „Jadzia”.

Edward Paszkiel "Pozew"

 

PRZEBIEG WYDARZEŃ

     Meldunki i wspomnienia różnią się co do godzin, ale można przyjąć, że ok. godz. 19 wszystkie pododdziały były na wyznaczonych stanowiskach. Oczywiście  partyzanci wyruszyli w ubraniach cywilnych aby nie zwracać na siebie uwagi w mieście. Po opanowaniu stacji pasażerów zatrzymywano w środku przejętych budynków aby nie narazić siebie i ich na niebezpieczeństwo. Wolne chwile wykorzystano na uzupełnienie zapasów żywności, a młodzi żołnierze na flirty z podróżnymi. Po zachodzie słońca pociągu ciągle nie było, dotarła za to wiadomość o grupie kałmuków patrolujących tory od strony Łącznej, którzy mogą dojść do Suchedniowa. Partyzanci, przez opóźnienie transportu amunicji, musieli przygotować się na przejazd pociągu od Krakowa, semafory nastawiono na wolne aby nie zatrzymał on się na stacji. Stało się jednak inaczej.

     Około godz. 20.30 na stację wjechał zapowiadany pociąg. Lokomotywa stanęła, a za chwilę zaczęli wysiadać z niej żołnierze Wermachtu. Ukryci partyzanci mieli okupantów na muszkach lecz póki co nie otwierali ognia tym bardziej, że na peronie znajdowali się ich koledzy w mundurach kolejarzy. Właśnie jeden z nich, trzeźwo myśląc, zatrzymał Niemców przed budynkiem pod pretekstem pierwszeństwa sprawdzenia szmuglerów żywności.

     Sytuację komplikował fakt, że obsługa pociągu głośnym krzykiem domagała się aby odebrać on niej przewożoną pocztę o czym zapomniano. Niestety w pewnym momencie dwóch podoficerów Wermachtu oderwał się od grupy i ruszyło w stronę „Szarego”. Dowódca za późno zorientował się, że nie zdjął beretu z orzełkiem a więc momentalnie otworzył ogień. Natychmiast odezwała się broń reszty partyzantów. Nieprzyjaciel rzucił się do ucieczki i kilku zdołało dostać się do pociągu zanim ten odjechał. Partyzanci zaczęli rozbrajać pozostałych na peronie Niemców. Niespodziewanie odezwała się seria z peemu, a Józef Świerczyński „Poranek” padł ranny. Żołnierze zlokalizowali strzelca na strychu budynku stacji, do środka wrzucono granat aby załatwić sprawę. Ostatecznie podczas starcia zginęło 7 Niemców, a 5 było rannych. Zdobyto jeden karabin maszynowy i 8 karabinów oraz amunicje, granaty i oporządzenie.

Nagrobek Świerczyńskiego na cmentarzu partyzanckim (błędna data śmierci)

 

ODWRÓT

     Zarządzono zbiórkę spodziewając się szybkiego powrotu Niemców. Odesłano furmanki i ściągnięto ubezpieczenia. Naraz na stację wjechał kolejny pociąg tym razem towarowy. Partyzanci błyskawicznie ruszyli sprawdzić czy to nie wyczekiwany przez nich transport, ale i tym razem nie mieli szczęścia.

 

     Ostatecznie Heda zarządził odwrót i oddział ruszył w do leśniczówki w Rosochach. Jednocześnie do Placówki Niekłań wysłano patrol który przywiózł doktor, Agnieszkę Appelt „Agnieszka”. Ta dotarła do oddziału w południe 25 czerwca, ale mimo przeprowadzonej operacji ranny zmarł.  Jego ciało odwieziono na partyzancki cmentarz  koło Skarżyska.

 

     Oddział pozostał w okolicy do 27 czerwca, kiedy na stacji kolejowej Łączna podjął kolejną próbę opanowania pociągu z amunicją.

     W wyniku represji po akcji, 6 lipca, zamordowano w Suchedniowie obok stacji kolejowej 30 więźniów  przywiezionych z więzienia w Kielcach.

27/28 czerwca 1944 r. - Łączna

Zygmunt Kiepas "Krzyk", zastępca "Szarego".

     Od 24 czerwca oddział przebywał w okolicach gajówki Rosochy oczekując na informację o kolejnym pociągu z wagonem z amunicją. Wiadomości napływające ze Skarżyska wskazywały, że odpowiedni transport może jechać w nocy z 27 na 28 czerwca. Tym razem na miejsce akcji wybrano stację Łączna. Zastępca dowódcy oddziału, Zygmunt Kiepas „Krzyk”, podciągnął z oddziałem do gajówki Osełków gdzie stanął o godzinie 18. Z wiosek Ostojów i Łączna zorganizowano podwody (około 50 sztuk?).

 

     Zgodnie z informacjami wywiadu zapowiadany transport miał znaleźć się na stacji o godzinie 0.30. Prawdopodobnie około północy opanowano stację, a poszczególne pododdziały zajęły stanowiska. Nie wiemy dokładnie jaki był podział zadań, ale wydaje się, że podział zadań był dokładnie taki jak podczas akcji w Suchedniowie.

     Sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że pobliski blok kolejowy Jędrów jest zajęty przez niemiecki oddział ochrony kolei, ale aby nie dekonspirować akcji pozostawiono go w spokoju. Nie przerwano też łączności, aby nie wzbudzić podejrzeń. Tak jak poprzednio partyzanci z doświadczeniem kolejarskim obsługują stację. Oddział oczekuje na stacji do godziny 4 rano i z racji braku zapowiadanego transportu Heda podjął decyzję o zakończeniu akcji.

     Już podczas zwijania stanowisk ubezpieczenia, wystawione na drodze Skarżysko-Kielce, opanowały dwa samochody. Zdobyto w nich buty oraz blisko 400 szt. umundurowania przeznaczonego dla funkcjonariuszy Ostpost. Odtąd oddział występował w umundurowaniu okupacyjnej poczty i często był określany mianem "pocztowców".

Po akcji oddział powrócił do swojego leśnego obozowiska w lasach niekłańskich.

Lipiec 1944 r.

Lipiec to kolejny miesiąc rozrostu oddziału. Jest on  w dalszym ciągu kompanią choć niektóre materiały określają go inaczej. Postaramy się wyjaśnić kwestię domniemanego przejęcia dowództwa. Wreszcie opiszemy największy w tym miesiącu sukces bojowy: zdobycie amunicji w Wólce Plebańskiej. 

Początek lipca 1944 r. – rotmistrz Raczkowski i kwestia przejęcia dowództwa

Stanisław Raczkowski "Bułany", "Bułanek"

     Prawdopodobnie na początku lipca (jest możliwe, że było to jeszcze pod koniec czerwca) w oddziale pojawił się cichociemny rotmistrz

     Prawdopodobnie na początku lipca (jest możliwe, że było to jeszcze pod koniec czerwca) w oddziale pojawił się cichociemny rotmistrz Stanisław Raczkowski „Bułanek”. Antoni Heda w swoich wspomnieniach podaje, że oficer został skierowany do oddziału aby przejąć nad nim dowodzenie. Heda podaje zresztą, że oddział jest już wtedy w sile batalionu. Niestety „Szary” mija się z prawdą.

     Oddział liczył w tym czasie około 120 żołnierzy i był kompanią. W dokumentach Komendy Okręgu na czas „Burzy” oddział jasno określano jako kampanię z 272 pułku piechoty. Cichociemny był planowany na dowódcę batalionu i stąd jego wizyta w oddziale, który miał być jedną z jego kompanii.

     Antoni Heda w swoich wspomnieniach podaje, że oficer został skierowany do oddziału aby przejąć nad nim dowodzenie. Heda podaje zresztą, że oddział jest już wtedy w sile batalionu. Niestety „Szary” mija się z prawdą. Oddział liczył w tym czasie około 120 żołnierzy i był kompanią. W dokumentach Komendy Okręgu na czas „Burzy” oddział jasno określano jako kampanię z 272 pułku piechoty. Cichociemny był planowany na dowódcę batalionu i stąd jego wizyta w oddziale, który miał być jedną z jego kompanii.

     Prawdopodobnie jednym z tematów rozmów poruszanych przez „Bułanka” było skierowanie do oddziału „Szarego”, grupy harcerzy z kieleckich Szarych Szeregów. Mieli oni prawdopodobnie utworzyć osobny choć przyszłość pokazała, że przeciwnikiem takiego rozwiązania był „Szary”.
     Wyjaśnijmy sytuacje: Stanisław Raczkowski „Bułanek” przerzucony do kraju razem z m.in. Ludwikiem Wiechułą „Jeleń” w kwietniu 1944 r. Początkowo przebywali przy oddziale partyzanckim „Wybranieccy”, który przyjmował ich zrzut. W maju „Jeleń” został skierowany do oddziału partyzanckiego „Szarego”, a „Bułanek” został oficerem Oddziału III Operacyjnego Komendy Okręgu Kielce.
     W tym samym czasie, przełom wiosny i lata, Komendant Kieleckiej Chorągwi Szarych Szeregów Józef Dobski „Maryśka” prowadził rozmowy z Szefem Sztabu Komendy Okręgu Kielce Wojciechem Borzobohatym „Wojan” w sprawie utworzenia z harcerzy przeszkolonych w dywersji kompanii szturmowej. Jej zadaniem miała być w przyszłości ochrona sztabu komendy okręgu.
     Rozmowy przyniosły pozytywne rozwiązanie i do ich dalszego prowadzenia delegowany został rotmistrz „Bułany”. Kilkakrotnie doszło do spotkania cichociemnego z komendantem chorągwi w mieszkaniu przy ulicy Stanisława Kostki 41. Ostatecznie ustalono, że harcerze zostaną skierowani pod opiekę „Szarego”
     Wróćmy teraz do pierwszych dni lipca: po rozmowach z „Szarym” cichociemny powrócił do Kielc, aby dopilnować spraw organizacyjnych. Były to m.in. dalsze rozmowy z harcerzami. Ich efektem było wysłanie z Kielc jednego z harcerzy, który miał z „Szarym” uzgodnić miejsce stawienia się kandydatów do partyzantki. Prawdopodobnie 18 lipca do partyzanckiego obozowiska dociera kielecki harcerz Feliks Świercz „Przewrotny”.
     Po kilku dniach harcerz powrócił do Kielc gdzie rozpoczęto przygotowania do wyjścia do lasu co nastąpiło prawdopodobnie 29 lipca i do tej historii powrócimy.

Początek lipca 1944 r. – „Wrzos” zdobywa mundury

Oddział dowodzony przez Mieczysława Zasadę „Wrzos” zatrzymał na stacji kolejowej Wąsosz pociąg.  Zdobyto w nim dużą ilość mundurów. Akcja odbyła się dzięki współpracy z konspiracją konecką, ale również przychylnym Polakom Węgrom. Problematyczne jest czy „Wrzos” był już wtedy formalnie w oddziale partyzanckim czy w dalszym ciągu podlegał Komendzie Obwodu.

19 lipca 1944 r. – zdobycie amunicji w Wólce Plebańskiej

Trudno jest ustalić przebieg kolejnej akcji bowiem materiałów na jej temat nie ma wiele, a niektóre są sprzeczne. Postaramy się jednak usystematyzować informacje. 

PRZYGOTOWANIA

 

     Oddział kwaterował przy źródłach Kamiennej w okolicach Sołtykowa. 18 lipca zastępca „Szarego” (Zygmunt Kiepas „Krzyk”) przebywa z I plutonem w lasach starachowickich. Tego dnia Heda otrzymał od skarżyskiego wywiadu informację o transporcie amunicji, który na drugi dzień ma wyjść w kierunku Końskich. Podjęto decyzje o przygotowaniu oddziału do działań. Kwatermistrz oddziału otrzymał rozkaz przejścia w lasy chlewickie, w okolice gajówki Cecylia.      W oddziale dokonano podziału zadań. Henryk Wojciechowski „Sęk” otrzymał pod swoją komendę II pluton Stanisława Kołodziejczyka „Orkan” . Najpierw zebrali z okolicznych wiosek (Sołtyków?) około 35 furmanek i umieścili je z kilkoma partyzantami na skraju lasu w okolicy gajówki Nadziejów.
     Pozostała część plutonu, jako grupa szturmowa, już o świcie zajęła stanowiska równolegle wzdłuż toru od strony Nadziejowa mając przed sobą semafor kolejowy stacji Wólka Plebańska.
     Sama stacja także została opanowana przez partyzantów. Kolejarze chętnie podjęli współpracę. Pociągi były odprawiane normalnie, a oddział w ukryciu oczekiwał na telefoniczny sygnał od wywiadowców ze Skarżyska.
     Wystawiono ubezpieczenie na torach po obu stronach miejsca akcji. Stanowiły je zapewne drużyny z saperskim przeszkoleniem (tak działo się w poprzednich próbach zdobycia amunicji). Zapewne nadzór nad tymi zespołami sprawował Ludwik Wiechuła „Jeleń”
     Wystawiono też ubezpieczenie na drogę Niekłań – Chlewiska. Ubezpieczenie to stanowił III pluton i miał zabezpieczyć odwrót i przejście przez najbardziej niebezpieczną drogę.

PRZEBIEG AKCJI

 

     Oddziały po zajęciu stanowisk oczekiwały na zapowiadany transport. Nawet w tym miejscu opis jest różny. Jedni podają, że padał drobny deszcz, a inni, że prażyło słońce.
     W godzinach południowych telefoniczną linia kolejową otrzymano informację od kolejarzy ze Skarżyska o wyjściu pociągu z wagonem amunicji.
     Około godziny 13 lokomotywa zatrzymała się przed opuszczonym semaforem przystanku Wólka Plebańska. Zagrały erkaemy i po krótkiej wymianie strzałów niemiecka ochrona transportu zaprzestała oporu. Niemcy stracili: 1 zabitego,1 rannego i 5 wziętych do niewoli. Cześć Niemców według niektórych relacji uciekło w kierunku wsi Wólka Plebańska.
Po opanowaniu pociągu podjeżdżały furmanki na które ładowano amunicję i materiały wybuchowe. Zdobyto około 35 wozów z czego 30 amunicji i 5 trotylu.
Niemców (jeńców i zabitego) umieszczono w jednym z wagonów. Po akcji pozwolono aby pociąg odjechał. „Szary” podaje że bez maszynisty, ale to mało prawdopodobne bowiem maszynista (zapewne Polak) naraził by w przypadku ucieczki swoją rodzinę na konsekwencje.

ODWRÓT

 

     Odwrót całej grupy nastąpił w kierunku Nadziejów – kopalnia Piekło w lasach niekłańskich – przejście przez drogę Niekłań-Chlewiska w okolicach Antoniowa – gajówka Cecylia. Droga była trudna i żołnierze pomagali w jej pokonywaniu przeładowanym wozom.
     „Szary” doskonale zdawał sobie sprawę, że wozy zostawiają, aż nadto wyraźne ślady w którym kierunku odszedł oddział. Niemcy będą szli tym śladem dlatego aby zapewnić bezpieczeństwo oddziału należy jak najszybciej rozesłać wozy w różnych kierunkach i ukryć zdobycz.
Udało nam się ustalić kilka kierunków i docelowych miejsc w które skierowano wozy:
-w rejonie kopalni Piekło zostawiono kilka wozów, ale nie wiemy kto zajął się ich ukryciem,
-około 10 wozów wysłano w rejon Skarżyska – zapewne zostały one przekazane do dyspozycji Inspektora Starachowickiego (był bezpośrednim zleceniodawcą akcji),
-3 furmanki na której była amunicja i trotyl dostał do ukrycia Bronisław Ejgird „Molenda”, który schował je początkowo w Starej Kuźnicy w kopalni odkrywkowej, a następnie przewożąc do własnego schronu na Polnej Rzeczce.
     Zapewne takich przypadków, jak ten ostatni, było więcej. Jedno jest pewne: to lokalne struktury AK zajęły się ukryciem zdobyczy.
    Jak się szacuje łup wynosił 500 tysięcy sztuk naboi oraz 1,3 tony trotylu. Już po zmroku oddział z pozostałymi przy nim wozami dotarł w okolice gajówki Cecylia gdzie oczekiwała grupa kwatermistrzowska.

20 lipca 1944 r. – starcie pod gajówką Cecylia

     Ubezpieczenie wystawione  w pobliżu gajówki Cecylia gdzie kwaterował oddział ostrzelał grupę Niemców być może z obławy. Bez strat własnych zatrzymano napastnika. Straty niemieckie to dwóch zabitych. Po walce cały oddział odskoczył w dalszy teren. 

29 lipca 1944 r. – wymarsz harcerzy

     Po wizycie (połowa miesiąca) w oddziale „Szarego” Feliks Świercz „Przewrotny” powrócił do Kielc gdzie zameldował o wszystkim przełożonym. Stanisław Wdowicz „Borzęcki, dowodzący kieleckimi Grupami Szturmowymi, zarządził przygotowania do wymarszu.

     Nie wiemy dokładnie kiedy, ale wiele wskazuje, że było to 29 lipca z Kielc wyruszyła grupa 25 harcerzy. Podzielona była na dwie części: Większa dowodzona przez Feliksa Świercza „Przewrotny” pojechała pociągiem do stacji Suchedniów. W jej skład wchodzili: Bolesław Chmielewski „Chełm”, Jerzy Kurzyk „Krzyś”, Wiktor Zielonko „Michał”, Jerzy Janiszewski „Igo”, Tadeusz Błoński „Twardy”, Kazimierz Świercz „Kruk”, Zenon Jagielski „Kuna”, Zdzisław Kunowski „Ślązak”, Wacław Derej „Żbik”, Zdzisław Miodek „Pszczółka”, Bogumił Jasiczek „Krzemko”, Ireneusz Wilkoński „Tokarz”, Janusz Szlagowski „Marmur”, Stefan Braur „Bakszysz”, Janusz Lenart „Napoleon”, Ireneusz Wsułek „Edek”, Jerzy Ziajowski „Długi”, NN „Czarny” i NN „Biały”.
     Druga grupa w składzie: Jan Garycki „Pakosz”, Zdzisław Szunke „Czerw”, Wiesław Sadkowski „Widon” i dwóch innych poszło lasami przez Zagnańsk do dołów kopalni gliny koło Suchedniowa. Tam spotkały się obie grupy. Prawdopodobnie tam nocowano i następnego dnia, już razem, harcerze udali się do oddziału partyzanckiego, który biwakował u źródeł Kamiennej koło Sołtykowa.

29 lipca 1944 r. – śmierć w Suchedniowie rotmistrza „Bułanego”

     Być może termin wyjścia z Kielc harcerzy był uzgodniony z wyjazdem z miasta rotmistrza Stanisława Raczkowskiego „Bułany”, który 29 lipca dotarł do Suchedniowa samochodem ciężarowym w którym przewożone było wyposażenie do partyzantów. Cichociemny w Suchedniowie skontaktował się z komendantem miejscowych struktur Szarych Szeregów Janem Miernikiem „Lis”.

 

     Biorąc pod uwagę zbieżność faktów Dionizy Krawczyński uważa, że akcja wmarszu harcerzy była skoordynowana z wyjazdem samochodu. Prawdopodobnie następnego dnia harcerze mieli przejąć materiały wiezione samochodem i przenieść je do partyzanckiego obozowiska.
     Historia potoczyła się jednak inaczej. Jan Miernik "Lis", nie mógł tego dnia przyjąć u siebie w domu samochodu bowiem w jego obejściu kwaterowali Niemcy. "Lis" skierował auto do magazynów Spółdzielni. Dalszy transport ulicami Suchedniowa odbywał się pod osłoną 8 konwojentów: 4 w samochodzie i 4 idących pieszo. Znajdujący się przypadkowo na ulicach Niemcy zwrócili uwagę na niezwykły transport. Chcieli legitymować idących i tak rozpoczęła się walka podczas której polegli: S.Raczkowski "Bułanek", Aleksander Bolesław Adamczyk "Cień" (lat 20) i jego brat Zbigniew Adamczyk "Duma" (lat 22). Inni konwojenci dostali się do niewoli, a Stefanowi Adamczykowi i Janowi Miernikowi udało się zbiec.

     Poległ cichociemny, który był dowódcą tworzącego się II batalionu 272 pułku piechoty. Być może właśnie to sprawiło, że dowodzony przez „Szarego” oddział partyzancki pozostał przez kilka dni bez „nadzoru”, ale to już przedstawimy w kolejnym rozdziale.   

30 lipca 1944 r. – akcja w Fidorze

Patrol wydzielony z oddziału rekwiruje w Fidorze stado bydła na potrzeby oddziału. 

30 lipca 1944 r. – wcielenie do oddziału kieleckich harcerzy

     Prawdopodobnie tego dnia do oddziału dociera grupa harcerzy z Kielc. Niestety Heda zmienił wcześniejsze ustalenia i z harcerzy nie utworzył osobnej jednostki, ale przydzielił ich do już istniejących (podział nastąpił w pierwszych dniach sierpnia).

     Dlaczego tak się stało? Być może jest to związane ze śmiercią rotmistrza „Bułanego”, który był „promotorem” utworzenia z harcerzy osobnego plutonu.

31 lipca 1944 r. – wyprawa do Ruskiego Brodu i śmierć „Zanta”

     Zygmunt Kiepas „Krzyk” z II plutonem „Orkana”  wyszedł na akcję rekwizycyjną w okolice Ruskiego Brodu. Najpierw jednak do jednej z gajówek ( Komorów?) poszedł patrol pod dowództwem „Krzyka”, który dobrał sobie sześciu ludzi z drużyny Aleksandra Kosiura „Zant”. Ich zadaniem było wykonanie wyroku na leśniczym.

     Nie zastano go w leśniczówce bowiem pojechał bryczką na objazd lasu. Partyzanci postanowili zaczekać, a korzystając z wolnego czasu chcieli odespać nieprzespaną noc. Na zewnątrz pozostała jedynie czujka. Około południa żołnierz zaalarmował kolegów, że nadjeżdża oczekiwany leśnik. Do wjeżdżającego na podwórko wyszedł Aleksander Kosiur  „Zant”. Konfident zorientował się jednak w sytuacji i strzelił do niego z broni myśliwskiej. Niestety strzał z był śmiertelny, a sam Niemiec korzystając z zamieszania uciekł z leśniczówki. Część materiałów podaje, że od strzału ranny został, a nawet zginął  jeszcze żołnierz NN „Ryszard”. O przeprowadzeniu rekwizycji nie było już mowy i oddział powrócił do obozowiska.